Wyjazd prezydenta Karola Nawrockiego do Budapesztu z perspektywy polskiej polityki nie ma najmniejszego sensu. Wygląda na to, że pakuje się on w wizerunkowe kłopoty bez wyraźnego motywu. Albo realizuje zobowiązania, o których opinia publiczna nie ma pojęcia.
„To nie jest ta Unia Europejska, do której wstępowaliśmy” – grzmią politycy PiS. Ale czy to jest ten sam świat, w którym wstępowaliśmy do unijnych struktur?