fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Reprywatyzacja w Warszawie

Dzika reprywatyzacja: 9 mln zł szkody i brak aresztu

Fotorzepa, Marta Bogacz
Przez zaniedbania Jakuba R., byłego urzędnika Ratusza doszło do dramatu lokatorów wyrzucanych z mieszkań. Sąd jednak uznał, że aresztu nie potrzeba – prokuratura szykuje zażalenie.

Były wysoki urzędnik Jakub R. – w przeszłości wicedyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami warszawskiego Ratusza został zatrzymany w czwartek wraz z dwoma innymi osobami, i usłyszał zarzuty za niedopełnienie obowiązków, które doprowadziło do powstania szkody wielkich rozmiarów. Jednak zamiast aresztu, którego dla R. chciała prokuratura, Sąd Rejonowy dla Warszawy - Mokotowa nałożył na niego łagodne środki – dozór polegający na tym, że dwa razy w miesiącu ma się stawiać na policji, oraz zakaz kontaktowania się ze współpodejrzanymi - w praktyce trudny do wyegzekwowania.

Prokuratura stanowczo się z tym nie zgadza, i szykuje zażalenie.
- Sąd uznał, że Jakub R. może bezprawnie wpływać na tok postępowania. Skoro sąd potwierdził obawę matactwa, to jedynie izolacyjny środek zapobiegawczy może spełnić swoją rolę i faktycznie uniemożliwić podejrzanemu nawiązanie nieuprawnionego kontaktu ze współpodejrzanymi i destrukcyjne wpływanie na postępowanie – mówi „Rzeczpospolitej” Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Sąd nie zastosował aresztu, choć przyznał, że zebrane dowody wskazują na to, że Jakub R. dopuścił się przestępstwa - nie dopełnił obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w związku z postępowaniem reprywatyzacyjnym nieruchomości przy ul. Nowym Świecie 24 w Warszawie. To w wyniku zaniedbań zaistniała wielomilionowa szkoda.

Prokuratura w zażaleniu wytknie także to, że w decyzji o pozostawieniu Jakuba R. na wolności, Sąd nie uwzględnił faktu grożącej mu surowej kary - do 10 lat więzienia.

- Sąd pominął również fakt, że były wicedyrektor działał na szkodę mieszkańców nieruchomości, doprowadzając do opuszczenia mieszkań, które zajmowali przez całe życie i wyrządzając szkodę na rzecz Miasta Stołecznego Warszawy i Skarbu Państwa w wysokości 9 mln złotych – wskazuje Mirosława Chyr.

Mieszkańcy alarmowali

Trzech byłych urzędników Biura Gospodarki Nieruchomościami Urzędu m.st. Warszawy, w tym Jakub R. (były zastępca dyrektora BGN), Gertruda J.-F. (była naczelnik Wydziału Spraw Dekretowych i Związków Wyznaniowych BGN) oraz Marek K. (były dyrektor BGN) zostali zatrzymani w czwartek na polecenie warszawskiej prokuratury. Postawiono im zarzuty „przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowych”. Nie przyznali się, złożyli obszerne wyjaśnienia.

Tylko dla Jakuba R. prokurator chciał aresztowania, dla pozostałych dwojga uznał, że wystarczy policyjny dozór i zakaz kontaktu z określonymi osobami (Markowi K. wyznaczył też 200 tys. zł poręczenia majątkowego).

Za zarzutem zaniedbania obowiązków kryje się ludzka krzywda – dramat lokatorów kamienicy przy ul. Nowy Świat 24 w Warszawie. Kiedy trzy lata temu prokuratorzy zaczęli rozliczać tzw. „dziką reprywatyzację”, podjęli umorzone (w 2006 r.) w tej sprawie śledztwo. Wzięli po uwagę także alarmujące pisma jakie słali wyrzuceni z kamienicy lokatorzy. Musieli je opuścić po tym, gdy budynek przejęto w ramach tzw. dzikiej reprywatyzacji.

Odszkodowanie z Kanady

Postępowaniem reprywatyzacyjnym zajmowali się Jakub R. oraz dwoje pozostałych urzędników, i – jak twierdzą prokuratorzy – dopuścili się karygodnych zaniedbań. Nie zgromadzili wszystkich dowodów niezbędnych do tego, żeby prawidłowo rozpoznać sprawę, w tym nie zweryfikowali stanu prawnego kamienicy przy Nowym Świecie. Jakub R. i jego współpracownicy – co wskazują śledczy - nie wystąpili do Ministerstwa Finansów o dokumenty dotyczące odszkodowania za tę nieruchomość. W efekcie, Ratusz wydał decyzję reprywatyzacyjną chociaż roszczenia do połowy nieruchomości były spłacone.

„W toku śledztwa ustalono, że rząd kanadyjski, na podstawie przepisów układu indemnizacyjnego zawartego miedzy Rzędem PRL i Rządem Kanady, wypłacił odszkodowanie w stosunku do zgłoszonego roszenia za 1/2 udziału w prawie własności nieruchomości” – podaje Prokuratura Krajowa. I zaznacza, że przez zaniedbanie obowiązków urzędników doszło do wydania „bezzasadnych decyzji administracyjnych o ustanowieniu prawa użytkowania wieczystego” nieruchomości oraz „wyrządzenia szkody majątkowej w mieniu m.st. Warszawy i Skarbu Państwa w kwocie ponad 9 milionów złotych” – stwierdza Prokuratura Krajowa.

Dla lokatorów, skutki decyzji Ratusza były dramatyczne.

- Kamienica została oczyszczona niemal całkowicie z lokatorów. Za tym, jak i za innymi przypadkami dzikiej reprywatyzacji w Warszawie kryje się ogromna krzywda ludzka – mówi nam Ewa Andruszkiewicz, działaczka lokatorska.

- Kamienicę przejął biznesmen i rodzina tureckiego pochodzenia. Zgłosił się jako pełnomocnik spadkobierców po dawnych właścicielach, wkrótce na klatce pojawiło się ogłoszenie że kamienica jest przejęta i wszyscy mają płacić czynsz nowemu właścicielowi - opowiada nam jeden z lokatorów. - Czynsz został podniesiony, a mieszkańcy niebawem dostali wypowiedzenia żeby opuścić lokale w ciągu trzech lat, ponieważ tu będą mieszkać nowi właściciele – zaznacza nasz rozmówca. Jak mówi, dziś w kamienicy z „dawnego składu” została tylko jedna lokatorka, starsza pani, mieszkająca tu od wielu lat.

Zarzuty dla podejrzanych - jak podaje Prokuratura Krajowa - „obejmują działanie na szkodę interesu prywatnego osób najmujących lokale mieszkalne przy ul. Nowy Świat 24 oraz na szkodę interesu publicznego w postaci wiarygodności i zaufania obywateli do jednostki samorządu terytorialnego – m.st. Warszawy”.

Niezależnie od obecnej sprawy karnej, blisko dwa lata temu Prokuratura Regionalna w Warszawie wniosła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego o stwierdzenie nieważności decyzji Ratusza, na mocy której oddano „osobom fizycznym, reprezentowanym przez pełnomocnika” w użytkowanie wieczyste zabudowany grunt o powierzchni 168 m2 przy ul. Nowy Świat 24.

Jak dowiadujemy się z komunikatu Prokuratury Regionalnej z 2017 r. następnie osoby te sprzedały prawo użytkowania wieczystego gruntu z budynkiem za pośrednictwem działającego w ich imieniu pełnomocnika. Nabywca tych praw sprzedał je z kolei spółce z siedzibą w Łodzi.

Sto śledztw – 45 mln zł korzyści

Afera reprywatyzacyjna wybuchła w lipcu 2016 r. i zaczęła się od zwrotu cennej działki na placu Defilad. Miasto oddało ją handlarzom roszczeń, choć państwo spłaciło przedwojennego właściciela. Odtąd ruszyła lawina, w związku z tzw. dziką reprywatyzacją w warszawskich i wrocławskich prokuraturach - toczy się w nich obecnie ponad 100 śledztw dotyczących blisko 500 stołecznych nieruchomości.

Zarzuty działania na szkodę interesu publicznego przez nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków, fałszowania dokumentów i posługiwania się nimi, poświadczenia nieprawdy w dokumentach, przestępstwa korupcyjne i oszustwa dotyczące mienia wielkiej wartości przedstawiono dotąd 46 osobom, w tym siedmiu adwokatom i tyluż radcom prawnym, notariuszowi, ośmiu funkcjonariuszom publicznym i dwom rzeczoznawcom.
Obecnie 20 podejrzanych jest w aresztach, pozostali mają m.in. poręczenia majątkowe w wysokości łącznie 9,3 mln zł. Zabezpieczono ich mienie o łącznej wartości 140 mln zł.

„Ustalona wartość wręczonych korzyści majątkowych w ramach procederu korupcyjnego wynosi 45 mln zł” – podaje Prokuratura Krajowa. A rozmiary szkody wyrządzonej działaniami podejrzanych wynoszą 340 mln zł.
Dotąd skierowano sześć aktów oskarżenia przeciwko 21 osobom.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA