fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Razem

Zandberg o Białymstoku: Nienawiść przerodziła się w przemoc a państwo nie obroniło pokojowo nastawionych obywateli

tv.rp.pl
- Nie mam co do tego wątpliwości, że to, co stało się na ulicach Białegostoku to jest bardzo, bardzo zły sygnał. Nienawiść przerodziła się w przemoc i to na bardzo dużą skalę a państwo nie obroniło pokojowo nastawionych obywatelek i obywateli przed czymś w rodzaju ulicznego polowania - ocenił w programie #RZECZoPOLITYCE Adrian Zandberg z Partii Razem.

W piątek SLD, Wiosna i Razem ogłosiły, że wystartują wspólnie w wyborach parlamentarnych. Liderzy trzech ugrupowań nie przesądzili jednak, czy blok wystartuje jako koalicja (z 8-procentowym progiem wyborczym), czy jako komitet wyborców (z 5-procentowym progiem wyborczym). Robert Biedroń nie odpowiedział też na pytanie, czy wystartuje w wyborach do Sejmu (Robert Biedroń jest europosłem).

Dowiedz się więcej: Oficjalnie: SLD, Wiosna i Razem na jednej liście

Na pytanie jak trzy partie podzielą miejsca na listach wyborczych, Biedroń odparł, że nowy blok "nie dzieli jeszcze miejsc na listach wyborczych". - Chcemy być ze sobą - dodał Włodzimierz Czarzasty. - Podejmiemy decyzje, poinformujemy państwa. Nie budzi to w naszym gronie emocji - podkreślił na konferencji prasowej.

- Dla mnie jest czymś bardzo ważnym i wzmacniającym to, jak wiele osób mówi nam, że to jest dobry wybór, że to jest taki sygnał nadziei dla nich - ocenił we wtorek w #RZECZoPOLITYCE Adrian Zandberg. Zapowiedział, że do rozmów zasiądzie teraz, oprócz programowego, także zespół "organizacyjny". Ma on zająć się m.in. kształtem list wyborczych. - Nie będę mówić o deadline'ach, bo staram się trzymać zasady, żeby dotrzymywać słowa. Tak jak obiecywaliśmy przez parę miesięcy jako Razem, że będzie jedna lista na lewo od Platformy, że zrobimy wszystko, żeby lewicowi wyborcy nie stanęli przed wyborem, co mają zrobić, bo są dwie konkurencyjne listy na lewo od PO i dotrzymaliśmy słowa. Tak samo chcę dotrzymywać słowa, jeżeli chodzi o kolejne etapy tego projektu - zapowiedział polityk Razem. - Mogę obiecać, że robimy wszystko, żeby to stało się jako najszybciej - dodał.

- Myślę, że już czas przestać myśleć dzisiaj, w perspektywie tej kampanii wyborczej, o położeniu Razem, Wiosny czy SLD, a myśleć o tym, jaką rolę ma odegrania w tych wyborach lewicowa lista. Bo to jest to, co będzie kluczowe dla odpowiedzi na pytanie, gdzie będzie Polska w 2020-2022 roku - podkreślił Zandberg.

- To te wybory są przed nami i to dzisiaj z blokiem lewicy te nadzieje bardzo wiele bardzo różnych środowisk łączy. Te środowiska są różne - ludzie, którym było blisko do Roberta Biedronia, którym blisko jest do Razem, którym blisko do SLD. Są różni ludzie, różne środowiska. Natomiast te środowiska wiele spraw łączy. Wiąże - bym to powiedział w jednym zdaniu - przekonanie, że nie podoba nam się to, co jest teraz, ale nie chcemy powrotu do tego, co było przed 2015 rokiem - tłumaczył członek zarządu Razem. - Chcemy polityki, która będzie prospołeczna i świecka. Chcemy polityki, która będzie demokratyczna i sprawiedliwa społecznie. Chcemy państwa, które nie zawodzi obywateli - nie zawodzi jeśli chodzi o usługi publiczne, ochronę pracy, ale też nie zawodzi, jeśli chodzi o bezpieczeństwo - dodał.

Zdaniem Zandberga państwo nie zapewniło bezpieczeństwa uczestnikom sobotniego marszu równości w Białymstoku. - Nie mam co do tego wątpliwości, że to, co stało się na ulicach Białegostoku to jest bardzo, bardzo zły sygnał. Nienawiść przerodziła się w przemoc i to na bardzo dużą skalę a państwo nie obroniło pokojowo nastawionych obywatelek i obywateli przed czymś w rodzaju ulicznego polowania. To było niestety widać na tych filmach, które krążą po internecie. Te sceny przemocy są przerażające - zauważył.

Zandberg podkreślił, że nie jest to lokalna specyfika Białegostoku, gdzie marszu organizowano po raz pierwszy. - Myślę, że coś złego dzieje się w polskiej debacie publicznej, wlało się do niej strasznie dużo takiego szlamu nienawiści i on po prostu wybija przemocą. To stało się w Białymstoku, ale mogło się stać w wielu innych miejscowościach. Ja sam w zeszłym roku, kiedy szedłem w marszu równości w Lublinie, pamiętam latające kamienie, pamiętam jeden z nich, którym zostałem trafiony, więc to nie jest tak, że to, co się wydarzyło w Białymstoku to jest coś, z czym nigdy jeszcze w Polsce nie mieliśmy do czynienia - mówił.

- Natomiast skala jest przerażająca. Myślę, że dla każdego uczciwego polityka - demokraty, konserwatysty, liberała, lewicowca - to jest ten moment, kiedy powinniśmy bardzo jasno i zdecydowanie mówić, że nie ma zgody na używanie przemocy, na nienawistną przemoc w życiu publicznym - zaapelował.

Według Zandberga zapowiedź zorganizowania w kolejną sobotę marszu przeciwko przemocy w Białymstoku nie może być odbierana jako prowokacja. - Dla mnie to, co jest ważne, to to, że ten impuls, ta potrzeba serca, żeby powiedzieć "nie dla przemocy", to jest coś, co wykracza poza podziały polityczne. Bardzo się cieszę z głosu uczciwych konserwatystów, którzy mówią, że przemoc, kopanie ludzi, pościgi, bicie kobiet, bicie dzieci - bo do tego doszło na ulicach Białegostoku - to jest antykultura i antycywilizacja. I że oni z takim sposobem uprawiania polityki nie chcą mieć nic wspólnego - powiedział gość Zuzanny Dąbrowskiej w #RZECZoPOLITYCE.

W Białymstoku 20 lipca odbył się pierwszy w historii miasta Marsz Równości organizowany przez przedstawicieli środowiska LGBT. Marsz był zakłócany przez kontrdemonstrantów - w tym m.in. pseudokibiców piłkarskich - którzy obrzucali jego uczestników kamieniami i petardami, palili tęczowe flagi, a także ścierali się z policją.

Kilkuset uczestników marszu niosło tęczowe flagi i parasole. Na transparentach mieli hasła: "Miłość nie jest grzechem", "Równość płci", "Miłość dla wszystkich ponad wszystko", "Miasto bez barier". Po obu stronach marszu szli kontrmanifestanci ze środowiska kibiców. Uczestników obu zgromadzeń oddzielał kordon policji.

Do pierwszych incydentów doszło jeszcze przed wyruszeniem marszu, zaatakowanego przez środowiska pseudokibicowskie. W czasie zamieszek w Białymstoku pobity został m.in. 14-letni chłopak.

Podlaska Policja "intensywnie analizuje materiał z monitoringu", zabezpieczony po sobotnich wydarzeniach w Białymstoku. Ustalono już tożsamość 52 osób. Z 37 z nich wykonano już lub wykonywane są czynności w związku ze złamaniem prawa przez te osoby - poinformowało MSWIA.

Komentując wydarzenia z Białegostoku minister edukacji Dariusz Piontkowski stwierdził, że "marsze wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne budzą ogromny opór". - Warto się zastanowić, czy tego typu imprezy powinny być organizowane - dodał. O tę wypowiedź szefa MEN pytał premiera Mateusza Morawieckiego Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Lewica zapowiedziała zorganizowanie w Białymstoku marszu przeciw przemocy w odpowiedzi na wydarzenia z 20 lipca.

Z kolei Platforma Obywatelska domagała się dymisji szefowej MSWiA Elżbiety Witek.

Amnesty International potępiło nienawistne i przemocowe zachowania, do których doszło w Białymstoku podczas Marszu Równości. Stwierdzono, że policja nie zapewniła odpowiedniej ochrony.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA