fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Zbiorowa niewinność

Wikimedia
Większość Niemców jest dziś przekonana, że ich kraj był ofiarą nazizmu, a w 1945 r. został wyzwolony, a nie pokonany – pisze historyk.

Rocznica kampanii wrześniowej jest okazją do przyjrzenia się obecnym niemieckim wyobrażeniom o epoce Hitlera. O moralnym zwycięstwie Niemiec jest dziś przekonana większość obywateli kraju, który najechał Polskę i stosując bezprecedensowy terror, ujarzmił większość Europy, zamordował miliony i zasłużenie przegrał w 1945 roku. To z punktu widzenia Polski sytuacja tragiczna. Nie udało nam się rozpowszechnić naszych narracji. Co gorsza, oficjalnie prezentowana w Niemczech historia jest mieszaniną alternatywnych faktów, ewidentnych kłamstw, odwracania przyczyn i skutków. Bezczelnie wspierana przez państwo niemieckie jest akceptowana w Unii Europejskiej i poza nią. Jest diametralnie sprzeczna z polskim opisem przeszłości. Stanowi zamach na naszą tożsamość, zatem wzywa do podjęcia nadzwyczajnych środków zaradczych.

Retuszowana historia

Jakie są podstawy nowej niemieckiej narracji? W istocie jest ona legendą o ofiarach. Widać to w sondażach – np. w przygotowanym w tym roku na zlecenie poważnej gazety „Die Zeit". Mity zaczynają się od twierdzenia, że naziści byli jedynie małą kliką, która pod wodzą Hitlera okupowała Niemcy, przy czym ludność niemiecka cierpiała tak samo jak inne narody. A nawet ucierpiała bardziej, bo została poddana alianckim nalotom. Nic dziwnego, że prawie dwie trzecie naszych sąsiadów jest przekonanych, że ich kraj został wyzwolony, a nie pokonany w 1945 roku. A prawie 60 procent wierzy, że inne nacje są równie jak Niemcy odpowiedzialne za „narodowy socjalizm, dyktaturę, wojny i przestępstwa". Pomimo uniwersalnej adoracji Hitlera i zaangażowania praktycznie całej ówczesnej populacji w inwazje i prześladowania jedna trzecia dzisiejszych Niemców uważa, że ich krewni byli aktywnymi przeciwnikami reżimu. Jak doszło do tej sytuacji pomimo dekad rzekomo oświeconej edukacji?

Popatrzmy na aktualnie obowiązujące w większości landów podręczniki historii. Jak można się było spodziewać, kluczowe znaczenie w historii II wojny światowej ma w nich Holokaust, ale opisane zabójstwa Żydów to „przemysłowe" mordy w obozach na ziemiach polskich. Fakt, że większość Żydów zginęła tam, gdzie mieszkała, w Polsce i na sowieckim wschodzie, nie jest eksponowany. Jest wiele o nieludzkim napadzie na ZSRR, ale to, że Trzecia Rzesza spowodowała zgon przeszło 10 milionów nieżydowskich cywilów i jeńców, jest już pomijane. W konsekwencji Niemcy nie mogą sobie zdać sprawy, że Polacy stanowili znaczącą część ofiar. Nie wiedzą o mordach w 1939 roku oraz o okupacji. Nie słyszeli o polskim państwie podziemnym.

Takie wypaczenia wywodzą się z idei „czystego Wehrmachtu". Było to kłamstwem wymyślonym pod koniec lat 40. z udziałem twórcy republiki federalnej kanclerza Konrada Adenauera. Doktryna miała na cel uniewinnienie 18 milionów Niemców, którzy służyli w siłach zbrojnych. Retuszowano przy tym wiele niewygodnych faktów, na przykład to, że armia mordowała w czasie kampanii wrześniowej, że była ostoją władz okupacyjnych w Polsce i że jej dowództwo włączyło się ochoczo do planów eksterminacji 35 milionów Polaków i innych nacji, aby utorować drogę kolonizacji. Wypędzeni stanowili wówczas potężną siłę, więc Adenauer podporządkował się ich pragnieniu tłumienia związku między tym, co Niemcy wyrządzili Polakom, a ich losem. Jego guru był profesor Walter Hallstein, do 1942 r. dziekan wydziału „prawa" we Frankfurcie, a później porucznik Wehrmachtu i pierwszy prezydent Komisji Europejskiej.

Zahamowana świadomość

W ostatnich latach poczucie cierpienia wśród Niemców zostało spotęgowane przez opisy bombardowań, przy czym niewiele mówiono, jak naloty pomogły przyspieszyć koniec wojny. Co do legend o opozycji, są one wzmacniane przez głośne państwowe poparcie dla kultu puczu 20 lipca 1944 roku. Władze w Berlinie chwalą jego uczestników, mimo że historycy udowodnili, iż wielu było zbrodniarzami. Pułkownik Stauffenberg, niedoszły zabójca Führera, i jego mentor generał Tresckow dopuszczali się ekscesów na Polakach i Żydach już w 1939 roku. Ich celem było zachowanie niemieckiej mocarstwowej pozycji, nie mieli najmniejszego zamiaru tolerować niezależnej Polski.

Niestety, to nie koniec złych wieści. Około 70 procent Niemców uważa, że ich kraj „przepracował" wojenne winy. Co więcej, większość z nich uważa, że jeśli „naziści" byli niewielką grupą, musieli oni korzystać z pomocy w prowadzeniu obozów śmierci. Niewątpliwie prym wśród tych asystentów musieli wieść Polacy, bo rzecz się przecież działa w Polsce! Stąd znane nam przewrotności. Armia Krajowa? Żegota? Niemcy nie mają o nich pojęcia.

Według sondażu dla „Die Zeit" większość Niemców uważa, że sprawa narodowego socjalizmu pojawia się zbyt często. Hamuje to rozwój „zdrowej niemieckiej świadomości narodowej", cokolwiek miałoby to znaczyć. Myśli tak przeważająca większość zwolenników kanclerz Merkel, ale w przypadku prawicowej partii Alternative für Deutschland aprobata tej tezy sięga 80 procent. Nawet jeśli znaczenie AfD się zmniejsza, to w tej dyskusji nadaje ona ton. Jeden z jej luminarzy wypowiedział słynne zdanie, że era Hitlera jest „ptasim gównem" w porównaniu z niemieckimi wiekami chwały.

W kulturze siła

W marcu politolog prof. Salomon Salzborn w głośnej książce „Kollektive Unschuld" („Zbiorowa niewinność") uznał, że największym kłamstwem republiki federalnej jest udawanie, że kraj przezwyciężył swoją przeszłość. Znamienne jest, że chodzi tu głównie o Holokaust. Salzborn wykłada na uniwersytecie w Giessen, jest pełnomocnikiem miasta Berlin ds. antysemityzmu. Dla niego rozprawa z Zagładą Żydów jest iluzją elit. Ekspert dowodzi, że masy nigdy nie odczuwały nawet potrzeby udawania, że się z tym elementem przeszłości rozliczyły. Wielu myślących Niemców się z nim zgadza.

Niezależnie od tych meandrów mamy ewidentnie do czynienia z piramidalnymi zniekształceniami w niemieckich poglądach na epokę nazizmu. Jak je podważyć? Trzeba to czynić inteligentnie, precyzyjnie kierować kwoty w dyspozycji państwa na rozpowszechnienie polskich narracji. Opcji jest wiele, ale pewne jest, że prym w ich propagowaniu powinna odgrywać kultura popularna. Przykład z brzegu to film „Dywizjon 303", dostępny po niemiecku, który choć jest porządnym produktem, jest też mocno prowincjonalny. Trzeba by zainwestować w gwiazdorską obsadę oraz w prawdziwy marketing, również w Niemczech.

W styczniu Brytyjczyk Jack Fairweather zdobył prestiżową nagrodę Costa za „Ochotnika", świetną biografię Witolda Pileckiego. W Anglii pozycja miesiącami widniała na liście bestsellerów „The Sunday Times". Należy dotować tłumaczenia oraz światowe rozpowszechnienie tej książki. Powinniśmy zainwestować w profesjonalną, globalnie atrakcyjną wersję filmową. Trzeba zlecić prace wiodącej zagranicznej wytwórni, najlepiej w USA. Stauffenberga w hollywoodzkiej hagiografii „Walkyria" grał Tom Cruise. Dlaczego aktor podobnego formatu nie miałby zagrać Pileckiego?

Maciej Olex-Szczytowski jest finansistą i historykiem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA