Publicystyka

Bezpieczni na niby

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Prawdziwy sukces władza osiąga, gdy dzięki propagandzie buduje powszechne poczucie bezpieczeństwa w obliczu zagrożenia będącego wytworem tej samej propagandy – pisze były prezes TVP.

Nowa książka Rafała Matyi, choć minęło już nieco czasu od jej publikacji, nie wzbudziła dyskusji, na jaką zasługuje. W gruncie rzeczy trudno się dziwić, autor należy bowiem do tej nielicznej grupy obserwatorów i komentatorów życia publicznego, którzy formułują opinie, często ostre i bezkompromisowe, ale nie walczą pod sztandarem żadnego z polskich plemion, nie zabiegają o funkcje państwowe ani o pozycje w partyjnych gremiach kierowniczych. Nikt nie traktuje go więc jako „swojego", którego należy popierać dlatego, że jest swój.

Nie należy też do „symetrystów", którzy ograniczają się do konstatacji, że co prawda dziś jest źle, ale i poprzednio nie było lepiej. Po jednej stronie polskiej wojny politycznej jest Matyja pamiętany wciąż przede wszystkim jako autor określenia „Czwarta Rzeczpospolita". I nie jest dziś ważne, że był to pewien konstrukt myślowy, efektownie brzmiący postulat. Sam termin został jednak instrumentalnie wykorzystany przez Jarosława Kaczyńskiego w czasach pierwszego rządu PiS, a skoro jego autor ostro punktował niedostatki III RP, uznawany jest za współwinnego zwycięstwa obozu „dobrej zmiany".

Wdzięczny obywatel

Dla drugiej strony sporu Matyja to dziś po prostu heretyk. Jak bowiem, krytykując poprzednio rządzących, można nie popierać tego, co robi dziś PiS? Jak można – już w tytule książki – poszukiwać dla Polski „wyjścia awaryjnego", skoro przecież mamy rząd najlepszy, jaki można sobie wyobrazić, a w obronie pozostałości III PR występują tylko „komuniści i złodzieje"? Jak można w rozważaniach o Polsce, które wreszcie „wstała z kolan", odwoływać się do pojęcia kraju o statusie półperyferyjnym? A poszukiwanie „odpowiedzi na politykę PiS" to już jawny dowód zdrady.

Dla uporządkowania języka rozmowy postulowanej przez Rafała Matyję niezmiernie istotne wydaje mi się pojawiające się u niego rozróżnienie „bezpieczeństwa" i „poczucia bezpieczeństwa". To ważne, bo kwestie szeroko rozumianego bezpieczeństwa stanowią wartość o szczególnym znaczeniu.

Przeczytaj też: Jan Maciejewski: Matyja opowiada o prawdziwej zmianie w polityce

Bezpieczeństwo – obywateli, kraju, rodziny – to pojęcie z obszaru rzeczywistości. To realna zdolność do obrony, ale również bezpieczeństwo socjalne. Jestem bezpieczny, gdy nawet ostatniego dnia miesiąca mogę kupić chleb. Jestem bezpieczny, gdy w razie choroby dostanę się do lekarza. Gdy dziecko znajdzie miejsce w przedszkolu. Jestem bezpieczny wreszcie i wtedy, gdy z kranu płynie ciepła woda.

Poczucie bezpieczeństwa to coś zupełnie innego. To pojęcie należące do sfery emocji, wrażeń. Odczuć, uczuć. Co z tego, że woda z kranu płynie, skoro obawiam się, że jutro może jej nie być. Cóż z tego, że wojsko czujnie stoi u granic, jeśli mam poczucie, że podstępny wróg zaatakuje od wewnątrz? W bieżących realiach życia poczucie bezpieczeństwa jest znacznie ważniejsze niż bezpieczeństwo.

Prawo i Sprawiedliwość nie tylko doskonale rozumie tę prawidłowość, ale też wykazuje prawdziwe mistrzostwo w praktycznym jej wykorzystywaniu. Eksperci od propagandy, jakich w PiS nie brakuje, celują w budowaniu powszechnego poczucia bezpieczeństwa. Potrafią jednocześnie sprawić, by obywatel wiedział, komu zawdzięcza bezpieczeństwo.

Doskonały przykład to temat uchodźców. Właśnie uchodźców, zwłaszcza wyznawców islamu, Polacy uważają dziś za największe zagrożenie. I proszę: nieugięta postawa rządu, wbrew opiniom lewaków z Zachodu, a nawet papieża Franciszka, sprawia, że możemy czuć się bezpieczni. Groźba wciąż jest. Była nawet blisko, gdy Ewa Kopacz usiłowała otwierać granice przed terrorystami. Ale przyszedł rząd dobrej zmiany i jesteśmy bezpieczni. To zmianie, która już z samej nazwy jest dobra, każdy z nas zawdzięcza bezpieczeństwo.

Zawdzięcza „bezpieczeństwo" czy „poczucie bezpieczeństwa"? To już pierwszy sukces: subiektywne poczucie bezpieczeństwa powszechnie utożsamia się z komfortem faktycznego bycia bezpiecznym. Najłatwiej zapewnić bezpieczeństwo, gdy realnego zagrożenia nie ma. Ale prawdziwy sukces władza osiąga, gdy dzięki skutecznej propagandzie buduje powszechne poczucie bezpieczeństwa w obliczu zagrożenia będącego wcześniejszym wytworem tej samej propagandy.

Choć helikopterów nie ma...

Poczucie bezpieczeństwa nie może jednak być zbyt trwale. Wiązać się powinno nieodłącznie z istnieniem osoby lub instytucji gwarantującej owo bezpieczeństwo. Tak właśnie wygląda dokonana na społecznej świadomości operacja „zagrożenie islamistami".

O ile „bezpieczeństwo" stanowi efekt różnorodnych, często skomplikowanych działań, o tyle „poczucie bezpieczeństwa" budować można na podstawie prostego, jednoznacznego przekazu. Promowana przez Kościół koncepcja „korytarzy humanitarnych" gwarantowała pełne bezpieczeństwo, ale opierała się na wielu szczegółowych rozwiązaniach, niekoniecznie zrozumiałych dla przeciętnego obywatela. Było więc bezpieczeństwo, ale brakowało poczucia bezpieczeństwa. Rządowa zasada „ani jednego uchodźcy" nie daje wcale większego bezpieczeństwa, bo potencjalny terrorysta może przylecieć rejsowym samolotem z dowolnym paszportem. Ale – w wymiarze statystycznym – daje poczucie bezpieczeństwa. Pozwala w dodatku ściśle powiązać to poczucie z istnieniem rządu PiS.

W pewnym zakresie podobnie wygląda sprawa programu 500+. Roczne urlopy macierzyńskie, budowa żłobków i przedszkoli, zapisy w prawie pracy budowały bezpieczeństwo socjalne. Ale wszystko było zbyt skomplikowane, by zagwarantować poczucie bezpieczeństwa. A jedna decyzja, jedno proste hasło: 500+, dało takie poczucie. I choć jest oczywiste, że w dającej się przewidzieć przyszłości żadna kolejna władza 500 złotych nie zabierze, to jednak niejasne wypowiedzi polityków PO ułatwiły rządowym propagandzistom powiązanie poczucia bezpieczeństwa beneficjentów tego programu tylko i wyłącznie z rządem PiS.

Takie przykłady można mnożyć. Spójrzmy choćby na bezpieczeństwo militarne. Nawet zerwany przetarg na zakup francuskich helikopterów udało się przedstawić jako działanie słuszne i racjonalne, naprawianie szkodliwych dla kraju decyzji poprzedników. A skoro wielu obywateli tak myśli, to choć helikopterów nie ma – poczucie bezpieczeństwa jest większe.

Dobre – dla ekspertów

Wiele lat temu, gdy w Polsce dopiero rodził się marketing polityczny, jeden z jego pionierów zwykł zaczynać swoje szkolenia dla polityków, pisząc na tablicy: „Fakty NIE mówią same za siebie". To była odpowiedź na powszechne wówczas przekonanie, że najważniejsze są właśnie fakty, dokonania, konkrety.

No cóż, bezpieczeństwo pewnie jest ważne, ale dla ekspertów. To, o co naprawdę warto się starać, to poczucie bezpieczeństwa.

Rafał Matyja „Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej", Karakter, Kraków 2018

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL