Publicystyka

Mity wokół Trójmorza

Jednym z efektów wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie - jeszcze zanim do niej doszło - jest nadzwyczajny wzrost zainteresowania inicjatywą Trójmorza
AFP
Format współpracy trójmorskiej ma wyraźny proeuropejski rys. Stanowi też sygnał, że o przyszłości Unii Europejskiej nie myśli się tylko w Brukseli, Berlinie czy Paryżu, ale także w naszej części Europy – piszą analitycy z Czech, Słowacji i Polski.

Jednym z efektów wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie – jeszcze zanim do niej doszło – jest nadzwyczajny, a przy tym bardzo pożądany, wzrost zainteresowania inicjatywą Trójmorza. Trump spotka się w Warszawie z przywódcami państw wchodzących w jej skład. Trudno więc o lepszą okazję, aby rozprawić się z kilkoma pokutującymi na temat inicjatywy mitami i zastanowić się nad tym, jak można wykorzystać ją do realizacji interesów regionu i wzmocnienia Unii Europejskiej.

Luźna inicjatywa głów państw

Część komentatorów i ekspertów traktuje inicjatywę Trójmorza jako dalekie echo Międzymorza – koncepcji z okresu międzywojennego, pomyślanej jako sposób na zabezpieczenie Europy Środkowo-Wschodniej przed rewizjonizmem niemieckim i sowieckim. Tego rodzaju pomysły były istotnie promowane przez Polskę w tamtym czasie, a dziś powracają w rozważaniach publicystów i intelektualistów. To ideowe dziedzictwo, w połączeniu z rolą Polski jako gospodarza drugiego szczytu inicjatywy Trójmorza, prowadzi do łączenia dwóch koncepcji, a czasem zamiennego posługiwania się tymi nazwami. Bliskość semantyczna, rzut oka na mapę i wszystko zaczyna się zgadzać.

Tymczasem w promowanie Trójmorza niezwykle aktywnie zaangażowana jest Chorwacja, która gościła pierwszy szczyt inicjatywy w sierpniu ubiegłego roku w Dubrowniku i od kilku lat podejmuje starania o zacieśnienie współpracy państw położonych między Adriatykiem, Morzem Bałtyckim i Morzem Czarnym. Pierwsze nieformalne spotkanie w formacie trójmorskim odbyło się przy okazji posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku we wrześniu 2014 r. Inicjatorem spotkania była właśnie Chorwacja.

W Trójmorzu nie chodzi o stworzenie czegoś w rodzaju sojuszu politycznego czy wojskowego, czy o próbę wypracowania wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Dość wspomnieć o różnicach w podejściu do Rosji po jej agresji na Ukrainę. Nie ma też mowy o powoływaniu wspólnych instytucji. To luźna inicjatywa głów państw, członków Unii Europejskiej.

Także kwestia relacji między Trójmorzem a UE jest przedmiotem wielu komentarzy. Trudno się zgodzić z tymi, które upatrują w inicjatywie próbę rozbicia Unii od środka. Jeżeli cele, które postawiono przed Trójmorzem – rozbudowa infrastruktury energetycznej, transportowej i cyfrowej – zostaną osiągnięte, będzie to raczej z korzyścią dla dalszej integracji europejskiej.

Podczas spotkania w Dubrowniku przedstawiciele państw Trójmorza jasno stwierdzili, że inicjatywa ma wzmocnić jednolity rynek UE. Nie ulega wątpliwości, że ten wymiar integracji należy do największych osiągnięć Wspólnoty i że to od niego między innymi zależy również jej przyszłość. Potrzebna jest jednak modernizacja istniejącej infrastruktury i inwestycje w nowe fizyczne połączenia między państwami członkowskimi – również na osi północ–południe. To jest istota celu, który przyświeca Trójmorzu.

Bodaj najlepiej jest to widoczne w przypadku sektora gazu ziemnego. Dobrze funkcjonujący rynek – zdywersyfikowany i elastyczny pod względem źródeł i szlaków dostaw, nieobciążony praktykami w rodzaju zakazu reeksportu gazu – to bezpieczniejsza, odporniejsza na naciski Unia Europejska. Nie jest to wniosek nowy, a tym bardziej kontrowersyjny. Unia Europejska działa w tym kierunku, realizując choćby projekt unii energetycznej.

Integracja regionalna

Trójmorze bywa też łączone z dyskusją o wyłanianiu się „Europy wielu prędkości" i utożsamiane z jakimś odrębnym kręgiem integracyjnym. Trzeba jednak pamiętać, że „Europa wielu prędkości" w istocie już istnieje. Część państw członkowskich przyjęła wspólną walutę, pozostałe nadal ważą korzyści i koszty wynikające z tej decyzji. Również nie wszystkie państwa członkowskie należą do strefy Schengen. Patrząc na skład krajów tworzących Trójmorze, można przypuszczać, że pomysłodawcy inicjatywy brali te realia pod uwagę. Przede wszystkim jednak, stawiając na ściślejszą integrację w ramach jednolitego rynku, Trójmorze w rzeczywistości może przeciwdziałać pogłębianiu się różnic w ramach UE.

Inicjatywie towarzyszą ponadto obawy o to, czy nie doprowadzi do marginalizacji lub zastąpienia innych forów współpracy wielostronnej. Trafniejsze byłoby jednak oczekiwanie, że Trójmorze będzie z nimi kompatybilne. Przykładowo, bukareszteńska „dziewiątka" stawia sobie za cel ściślejszą współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa między państwami położonymi na wschodniej flance sojuszu północnoatlantyckiego. Inicjatywa Trójmorza nie zgłasza w tej dziedzinie żadnych ambicji. Nie zagrozi też Grupie Wyszehradzkiej (V4) – instytucji bodaj najbardziej aktywnej, a przy tym efektywnej i docenianej w Europie Środkowej. Trójmorze zostało pomyślane jako narzędzie mobilizowania politycznego poparcia dla konkretnych projektów w konkretnych obszarach – zwłaszcza projektów ambitnych, a przez to trudnych do realizacji. Tyle mogą prezydenci, którzy inicjatywę firmują – zachęcać, inspirować do działania, wskazywać kierunki. Tymczasem V4 dysponuje zarówno formalnymi, jak i nieformalnymi instytucjami, procedurami, a przede wszystkim dobrze rozwiniętą współpracą na szczeblu roboczym, która przez lata funkcjonowania wniknęła w sposób myślenia i działania dyplomatów, urzędników. Trójmorze nie zastąpi V4, ale ma szansę je wzmocnić. Otwarcie wspomina o tym zresztą program rozpoczynającej się właśnie węgierskiej prezydencji w Grupie.

Inicjatywa Trójmorza ma zatem wyraźny proeuropejski rys. Stanowi też sygnał, że o przyszłości Unii Europejskiej nie myśli się tylko w Brukseli, Berlinie czy Paryżu. Zapowiadane odrodzenie niemiecko-francuskiego tandemu w UE niewątpliwie zaowocuje nowymi pomysłami na przyszłość integracji. Jednakże, o czym świadczy Trójmorze, ta refleksja ma miejsce także w naszej części Europy.

W obronie unijnych swobód

To, że w Trójmorzu chodzi o wzmocnienie jednolitego rynku, nie powinno być zaskoczeniem. Już dziś można zaobserwować próby podkopania zasad jego funkcjonowania, o czym świadczy wysyp propozycji w istocie ograniczających cztery swobody. Co więcej, kiedy dokona się brexit, Unię Europejską opuści najbardziej wpływowy orędownik jednolitego rynku. Państwa skupione w inicjatywie Trójmorza odniosły wielkie korzyści dzięki jego funkcjonowaniu, nic zatem dziwnego, że szukają sposobów jego obrony.

Wyzwaniem dla państw Trójmorza będzie przekonanie pozostałych członków Unii Europejskiej, że cele inicjatywy są zbieżne z interesem UE jako całości. Nie wystarczy dobry pomysł, musi mu towarzyszyć umiejętna komunikacja. W przeciwnym razie cały projekt będzie obarczony przeinaczeniami i nieporozumieniami.

Poza potrzebą konsekwentnej polityki komunikacyjnej Trójmorze nie obędzie się bez nakładów finansowych. Negocjacje w sprawie kolejnego wieloletniego budżetu UE rozpoczną się zapewne w 2018 r., jednak już dziś trzeba rozpocząć starania o wypracowanie wspólnego, a przynajmniej skoordynowanego stanowiska w tej sprawie. Bez wątpienia wiele dzieli państwa zaangażowane w Trójmorze. Udział w tej inicjatywie tego nie zmieni. Łączy je jednak dążenie do dalszej modernizacji i nadrabiania dystansu do lepiej rozwiniętych regionów Unii Europejskiej. W realizacji tego celu Trójmorze z pewnością nie przeszkodzi, a może pomóc.

Michal Kořan jest wicedyrektorem środkowoeuropejskiego biura Aspen Institute, z siedzibą w Pradze.

Tomáš Strážay jest szefem Zespołu ds. Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w Slovak Foreign Policy Association w Bratysławie.

Bartosz Wiśniewski jest kierownikiem Biura Badań i Analiz w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL