fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Polska po jasnej stronie mocy

Grzegorz Schetyna i amerykański sekretarz stanu John Kerry. Waszyngton 7 stycznia 2015 r.
AFP
To nie nasze agresywne kroki rozpoczęły proces wzmacniania wschodniej flanki NATO, ale nie możemy pozostawać bierni wobec siłowych zmian granic, podważania suwerenności państw i gwałcenia prawa międzynarodowego – pisze szef polskiej dyplomacji.

Uwaga całej Europy skupia się dziś na Grecji. Nie stać nas na osłabienie i rozpad solidarności naszej wspólnoty, bo wyzwania, którym właśnie stawiamy czoła, wymagają jedności i odpowiedzialności. Już dziś można jednak wyciągnąć z tego kilka wniosków dla Polski. Po pierwsze, nasza decyzja o opóźnieniu wejścia do strefy euro była słuszna, choć nie należy odwlekać jej w nieskończoność. Po drugie, niezależnie od sposobu rozwiązania kryzysu w Grecji, współpraca w strefie euro będzie się zacieśniać i przekształcać w rodzaj politycznej osi UE. Już dziś w tym gronie nie powinno zabraknąć polskiego głosu, a w perspektywie nasza obecność w nim jest niezbędna. Po trzecie, patrząc na Grecję, wszyscy politycy świata powinni wyciągnąć wnioski z tego, czym może się skończyć nieodpowiedzialny populizm. Dotyczy to także Polski.

Ale z Brukseli dochodzą do nas także pomyślniejsze wiadomości. W zeszłym tygodniu wszystkie kraje unijne bez wątpliwości poparły decyzję o przedłużeniu sankcji wobec Moskwy za destabilizowanie sytuacji na Ukrainie. To mocny znak solidarności z Kijowem, który od ponad roku stawia opór agresji, ale i dowód, że prezentowana m.in. przez Polskę ocena konfliktu na Ukrainie nie tylko znajduje zrozumienie w Brukseli, ale także wyznacza strategiczny kierunek myślenia Unii Europejskiej o sytuacji w Europie Wschodniej.

Partnerstwo Wschodnie działa

Gdy we wrześniu obejmowałem urząd ministra spraw zagranicznych, słyszałem, że Polska traci wpływ na unijną politykę wobec Ukrainy, Grupa Wyszehradzka jest podzielona pod tym względem, a Trójkąt Weimarski, którego szefowie dyplomacji doprowadzili do rozwiązania kryzysu na kijowskim Majdanie w lutym 2014 r., stracił zainteresowanie aktywnością na rzecz Ukrainy. Dziś widać, że było to czarnowidztwo. Polska – choć nie uczestniczy w rozmowach w formacie normandzkim – ma realny wpływ na postrzeganie i sposób uregulowania tego konfliktu. Stale wymieniamy informacje na ten temat z partnerami oraz otwarcie dzielimy się opiniami. Nasza ocena sytuacji oraz niezbędnych działań zyskuje zwolenników.

Od początku mojego urzędowania kwestie wzmocnienia jedności Trójkąta Weimarskiego i Grupy Wyszehradzkiej stanowiły dla mnie absolutny priorytet. Nieprzypadkowo pierwsze wizyty złożyłem w Paryżu i Berlinie, doprowadziłem do wznowienia regularnych kontaktów szefów dyplomacji Trójkąta Weimarskiego, a potem odwiedziłem stolice państw wyszehradzkich. Dzięki temu mimo czasem różnych ocen – co naturalne – podejmujemy w gronie V4 solidarne decyzje. W grudniu odwiedziliśmy w formacie wyszehradzkim Kijów, deklarując konkretne wsparcie dla ukraińskich reform. Kontynuujemy te działania na niższych szczeblach, zwłaszcza w zakresie reformy decentralizacyjnej i walki z korupcją. Mamy świadomość wspólnoty losów państw naszego regionu ze wschodnimi sąsiadami UE, którzy podobnie jak my 25 lat temu podjęli ambitne wyzwanie dokonania proeuropejskiej zmiany. Nie zostawimy ich samych.

Na forum weimarskim promujemy Partnerstwo Wschodnie, zwłaszcza otwieranie nowych perspektyw dla jego liderów: Gruzji, Mołdawii i Ukrainy. Nie poprzestajemy na tym. W ostatnich miesiącach wraz z kolegami z Danii i Szwecji odwiedziłem trzy kraje Partnerstwa Wschodniego. To z jednej strony powrót do korzeni idei Partnerstwa Wschodniego zgłoszonego siedem lat temu przez Warszawę i Sztokholm, a z drugiej próba poszukiwania nowych sojuszników i ambasadorów tej ambitnej polityki. Dzięki tym wysiłkom podczas ostatniego szczytu Partnerstwa Wschodniego w Rydze udało się podjąć polityczną decyzję, że dla Gruzinów i Ukraińców zostaną zniesione wizy do Unii Europejskiej, gdy tylko kraje te spełnią odpowiednie kryteria techniczne. Mam nadzieję, że nie będzie to zbyt odległa perspektywa.

NATO gwarantem bezpieczeństwa

Podczas wizyty w Gruzji zainaugurowałem w obecności kolegów z Danii i Szwecji konferencję tbiliską. To polski wkład w gruzińskie reformy na wzór konferencji utrechckiej, dzięki której proces integracji europejskiej Polski wspierała Holandia. Dziś oddajemy to, co kiedyś dostaliśmy od innych.

Choć od ostatniego szczytu NATO w Newport minęło zaledwie nieco ponad pół roku, widać, że podjęte wówczas ustalenia polityczne wchodzą w życie. Niektóre nawet szybciej, niż oczekiwano. Świadczą o tym choćby niedawne ćwiczenia tymczasowej szpicy NATO w Żaganiu i Świętoszowie, ogłoszona w ostatnich dniach przez amerykańskiego sekretarza obrony decyzja o rozmieszczeniu w naszym regionie sprzętu bojowego dla jednej brygady pancernej, a także ostatnie decyzje ministrów obrony państw NATO zwiększające liczebność i skład sił odpowiedzi sojuszu. Działania te – podobnie jak inne, które podejmujemy obecnie w zakresie bezpieczeństwa – mają wyłącznie charakter obronny i są odpowiedzią na zmiany w naszym otoczeniu. To nie nasze agresywne kroki rozpoczęły proces wzmacniania wschodniej flanki NATO, ale nie możemy pozostawać bierni wobec siłowych zmian granic, podważania suwerenności państw i gwałcenia prawa międzynarodowego.

Tę opinię podzielają zarówno nasi sojusznicy, jak i cały wolny świat. Polska nie tylko ma rację w ocenie tych zjawisk, ale jest po słusznej stronie. Używając języka z kultowego filmu „Gwiezdne wojny", jesteśmy po „jasnej stronie mocy".

Polska dyplomacja – wraz z innymi instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo – robi wszystko, by przyszłoroczny szczyt NATO w Warszawie jeszcze bardziej umocnił nasze poczucie, że adekwatnie reagujemy na stawiane nam wyzwania. Opinie sprzed kilku lat, że NATO wyczerpało swoją formułę, przekształcając się z sojuszu wojskowego w klub polityczny, okazały się przedwczesne i całkowicie nietrafne. Traktujemy NATO jako najważniejszego gwaranta naszego bezpieczeństwa i deklarujemy gotowość wypełniania obowiązków wiarygodnego członka sojuszu. Obecność sojuszników na naszych poligonach i lotniskach, skala współpracy między armiami państw NATO, rozmieszczenie sprzętu na wypadek zaostrzenia sytuacji pokazują, że nie są to puste słowa.

Dyplomacja z wizją

Nie zaniedbując tradycyjnych kierunków polskiej dyplomacji – przede wszystkim kontaktów w ramach Unii Europejskiej, które generują największe obroty w naszej gospodarce – intensywnie poszukujemy możliwości wejścia na rynki globalne. Wyrazem tych starań były trzy duże wizyty, które złożyłem w ostatnim czasie w Turcji, Izraelu i Chinach. W każdej z nich towarzyszyło mi około setki polskich biznesmenów, samorządowców, przedstawicieli wyższych uczelni i innych resortów. Jestem przekonany, że przeprowadzone w trakcie tych wizyt fora gospodarcze w Ankarze, Stambule, Tel Awiwie, Hajfie, Pekinie i Chengdu przełożą się – a w niektórych przypadkach już przełożyły – na kontrakty dla polskich firm, a co za tym idzie, miejsca pracy i wzrost gospodarczy w naszym kraju. Tylko w Chinach w spotkaniach z polskim biznesem wzięli udział przedstawiciele ok. 300 miejscowych firm. To pokazuje, że nasz kraj i nasz biznes są traktowane jako atrakcyjny i wiarygodny partner. Mamy bezpośrednie połączenie lotnicze z Pekinem oraz towarową linię kolejową ze środkowych Chin do Łodzi, co daje unikalne możliwości zwiększenia współpracy. Musimy wspólnie wykorzystać tę szansę, by zapewnić impuls rozwoju dla polskiej gospodarki, gdy po 2020 roku zmniejszy się ilość środków pozyskiwanych przez nasz kraj z Unii Europejskiej.

Obowiązkiem państwa – w tym MSZ – jest wspieranie przedsiębiorców w wejściu na atrakcyjne rynki i zapewnienie im wsparcia politycznego, zwłaszcza w tych krajach, w których jest ono niezbędne. Stale powtarzam to naszym urzędującym ambasadorom oraz tym, którym wręczam nominacje przed ich wyjazdem na placówki.

Obejmując we wrześniu urząd szefa polskiej dyplomacji, zdawałem sobie sprawę, że muszę planować i realizować zamierzenia w perspektywie nadchodzących wyborów. Ale dyplomacja musi mieć wizję, oddech i perspektywę, a także opierać się przynajmniej na minimum ponadpartyjnej zgody. Dlatego nie boję się kreślić ambitnych planów na przyszłość. Liczę, że będziemy je mogli realizować nadal, choć zależy to od werdyktu wyborców. Niemal codziennie przekonuję się, że Polska ma dziś świetną markę w świecie – często lepszą, niż słychać to w wewnętrznych dyskusjach – i wciąż wielki potencjał, by przekuwać ją na konkretne projekty. To nasze największe bogactwo i historyczna szansa, której nie wolno zmarnować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA