fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Marine Le Pen: Unia Europejska jest porażką

AFP
Zerwę umowy z Schengen, które zmieniły Europę w sito, przez które swobodnie i bezkarnie przechodzą islamscy terroryści i przemytnicy – zapowiada w rozmowie z Pawłem Szaniawskim kandydatka na prezydenta Francji.

Rzeczpospolita: Francuzi już w niedzielę 23 kwietnia zagłosują w pierwszej turze wyborów prezydenckich. W jakim stopniu zwycięstwo Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych może być zwiastunem również pani wygranej?

Marine Le Pen: Brexit, wybór Donalda Trumpa na prezydenta i referendum we Włoszech jednakowo dowodzą, że narasta rewolta przeciwko ultraliberalnemu globalizmowi. Można się spodziewać, że Francuzi przyłączą się do tego ruchu, wybierając mnie na prezydenta. Są bowiem, jak wiele innych narodów na świecie, ofiarami tej zabójczej ideologii. We Francji prowadzi ona do masowego, trwałego bezrobocia ponad 10 proc. aktywnej populacji i zubożenia większej części społeczeństwa – także tych, którzy mają pracę. To sprzyja napięciom na płaszczyźnie etnicznej czy religijnej, co skutkuje gwałtownymi konfliktami. Ta ideologia zrujnowała także znakomity poziom francuskich szkół, zmieniając je w miejsca, gdzie uczeń ma za zadanie sam zbudować swoją wiedzę, podczas gdy szkoły powinny być instytucjami, w których pod kierunkiem nauczyciela przekazuje się wiedzę, którą ludzkość mozolnie zdobywała przez całe tysiąclecia. Chcę w pięć lat moich rządów przywrócić porządek we Francji. Proponuję inteligentny protekcjonizm.

Takie podejście uderza jednak w podwaliny Unii Europejskiej.

Cała Unia Europejska jest porażką. Zwłaszcza strefa euro. Zamiast obiecanego dobrobytu, unia gospodarcza praktycznie wszędzie spowodowała bezrobocie i dała źle opłacaną pracę, przy jednoczesnym nastawianiu pracowników przeciwko sobie. Najpierw otwarto granice dla towarów wytwarzanych przez źle opłacanych i pozbawionych ochrony socjalnej pracowników. Potem pozwolono na masową imigrację, także pod przykrywką działań humanitarnych. Na przykład Niemcy, przyjmując 1,5 mln dodatkowych imigrantów, prowadzą nieodpowiedzialną politykę, która spowoduje wzrost konkurencji wśród pracowników i w zakładach pracy. Ta nieuczciwa konkurencja między producentami tylko podsyci społeczne niechęci. I nie ma ona nic wspólnego ze zdrowym konkurowaniem towarów, co dla odmiany nakręca nie niechęć, tylko rywalizację.

Proponuję więc, by położyć kres dogmatowi wolnej i niewypaczonej konkurencji, bo to prowadzi do wojny wszystkich ze wszystkimi. Wprowadzając priorytet narodowy, spowoduję, że Francja znowu stanie się spokojnym i otwartym na świat państwem. W kontaktach z innymi rządami z zasady będę respektowała tożsamość każdego narodu. Nie będzie już dyrektyw narzucanych przez ponadnarodowe komisje, jak ta z Brukseli, które nie mają demokratycznego uzasadnienia.

Ludy Europy coraz wyraźniej dostrzegają impas, w jakim znalazła się europejska budowla, wzniesiona na „królu pieniądzu" i służąca globalizacji rynkowej, która nie oszczędza żadnego sektora społecznego. Ludzie czują, że ta ewolucja, zamiast zapewnić pokój, wyzwala tylko ukryte konflikty. Dlatego właśnie udzielają coraz większego poparcia partiom politycznym, które nie tylko to wszystko dostrzegają, ale przede wszystkim proponują, by z tej drogi zawrócić. I by zbudować Europę narodów.

Jakie wnioski wyciąga pani z udanej kampanii zwolenników Brexitu?

Sondaże długo pokazywały, że zwolennicy wycofania się Zjednoczonego Królestwa z UE są w mniejszości, choć sytuacja była zmienna. Zarówno w Anglii, jak i we Francji wyborcy wywodzący się z warstw robotniczych znacznie później zaczynają się interesować kampanią i tym, o jaką stawkę toczy się wyborcza walka. A to właśnie oni zagłosowali za Brexitem. Proszę spojrzeć na wynik wyborów: to „Anglia zapomnianych" zadecydowała o Brexicie. Za wyjściem z Unii byli ci, którzy są przegranymi budowli europejskiej i dzikiej globalizacji. Ta cicha rewolta angielskiego ludu przeciw elitom jest przykładem dla wszystkich narodów Europy. Wiem, że muszę ciągle na nowo prezentować i objaśniać mój plan dla Francji, tak aby dotarł do serc obywateli.

Naprawdę uważa pani, że możliwe jest referendum w sprawie Frexitu?

Kiedy Francuzi mnie wybiorą, rozpocznę negocjacje z innymi państwami Unii Europejskiej oraz Komisją Europejską, by zbudować Europę wolnych i suwerennych narodów, współpracujących ze sobą w zależności od własnych potrzeb i w ramach własnych planów. Po upływie pół roku zapytam Francuzów w referendum, czy chcą zostać w Unii Europejskiej. Francuzi podejmą decyzję jako odpowiedzialni obywatele. Bez względu na to, jak zdecydują, ja ich nie zdradzę.

Rozbijanie Europy jest na rękę Kremlowi. A pani od dawna głosi, że Francja powinna się zbliżyć do Putina.

Rosjanie to wielki europejski naród na wschodzie kontynentu. Od czasów Piotra Wielkiego zawsze wyrażali pragnienie uczestnictwa we wspólnocie narodów europejskich. Chęć współpracy z nimi jest więc czymś normalnym. Francja jest na przeciwnym krańcu kontynentu. Z Rosją nie mamy żadnych historycznych sporów. Powinniśmy więc nawiązać z nią stosunki tak, aby wszystkie narody europejskie mogły razem, dzięki współpracy, spoglądać w spokojną i pomyślną przyszłość. Ale współpraca nie oznacza poddaństwa: Francja w stosunkach z każdym światowym mocarstwem musi odzyskać niezależność i zrównoważoną perspektywę.

Czy w imię tej współpracy należy przełknąć nawet aneksję Krymu?

Krym został przyłączony do Ukrainy dopiero w 1954 r., jednostronną decyzją Nikity Chruszczowa i bez konsultacji z zainteresowaną ludnością. Tymczasem dwie trzecie mieszkańców deklaruje, że jest Rosjanami. Zatem kiedy ich zapytano o zdanie, całkiem naturalnie wyrazili życzenie przyłączenia do Rosji. W ubiegłym wieku Europa zbyt wiele wycierpiała z powodu sporów granicznych, by znów podburzać narody przeciwko sobie w ich własnych sprawach. Jeśli więc pojawia się problem granic, lojalnie zapytajmy zainteresowanych.

Jakie ma pani zdanie o obecnym polskim rządzie?

Nie oceniam zagranicznych rządów, z wyjątkiem tych przypadków, kiedy starają się wtrącać do spraw francuskich. A to nie jest przypadek rządu PiS. Każdy naród musi dokonywać wyborów w zależności od własnych interesów państwowych. Mogę mieć tylko nadzieję, że kiedy Francuzi mnie wybiorą, Polska i Francja będą mogły współpracować w wielu dziedzinach. Zależy mi bowiem na odwiecznych więzach przyjaźni między naszymi narodami. Wspólnie możemy zrobić wiele dobrego.

Europą wstrząsa seria zamachów terrorystycznych. Jak Francja powinna się przed nimi bronić?

Nie ma mowy o anonimowych atakach terrorystycznych. Trzeba je nazwać po imieniu. Chodzi o ataki terrorystyczne islamistów. Po pierwsze, trzeba powstrzymać masową imigrację i przywrócić granice państwowe, doświadczenie wskazuje bowiem, że w tłumach migrantów prześlizgują się terroryści. Ja zerwę umowy z Schengen, które zmieniły Europę w sito, przez które swobodnie i bezkarnie przechodzą islamscy terroryści i rozmaici przemytnicy, zwłaszcza przemytnicy broni. Aby odzyskać skutecznie działające granice państwowe, nie zawaham się przywrócić odpowiedniej liczby posterunków granicznych. Po drugie, zamierzam przedsięwziąć niezbędne działania w stosunku do wszystkich podejrzanych o związki z terroryzmem: wydalając ich z Francji, jeśli są cudzoziemcami, a pozbawiając obywatelstwa francuskiego, jeśli mają podwójne obywatelstwo – by móc ich następnie wydalić, lub dokładnie śledzić ich poczynania, jeśli są obywatelami francuskimi. Wreszcie – po trzecie – trzeba zamknąć meczety salafickie, w których głoszona jest nienawiść do Francji, i tajne szkoły, w których naucza się zachowań sprzecznych z francuskim stylem życia. Trzeba wyjałowić środowiska, które karmią terrorystów. Do tych działań prewencyjnych dodam zwiększenie funduszy przeznaczonych dla sił porządkowych, przede wszystkim tych, które zajmują się rozpoznaniem terenu. Przywrócę liczebność oddziałów policji, które w ostatnim dziesięcioleciu zostały pomniejszone z powodu ograniczeń budżetowych, narzuconych przez Unię Europejską. Na płaszczyźnie międzynarodowej, rzecz jasna, priorytetem jest unicestwienie tzw. Państwa Islamskiego, zwanego DAESH.

Dlaczego chce pani zakazać już przybyłym do Francji uchodźcom noszenia burkini, czyli kostiumu kąpielowego przeznaczonego dla muzułmanek?

Burkini jest przede wszystkim jednym z ostentacyjnych symboli religijnych, których noszenia w przestrzeni publicznej należy zakazać, tak jak tych symboli, które są już zabronione na przykład od 2004 r. w szkołach. Mają one bowiem na celu odseparowanie naszych obywateli wyznania muzułmańskiego od innych Francuzów. Ta chęć podzielenia wspólnoty na płaszczyźnie religijnej może prowadzić do wrogości, a nawet do starć. Burkini jest ponadto wyrazem ideologii, która uznaje kobietę za gorszą od mężczyzny. To jest nie do zaakceptowania choćby z punktu widzenia ludzkiej godności. To zaprzeczenie całej naszej europejskiej cywilizacji. Chcę stworzyć republikę wspólną dla wszystkich Francuzów, która będzie obywateli łączyć, a nie dzielić.

Tłumaczyła: Magdalena Kowalczyk

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA