fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Teluk: Klimatyczne fake newsy

Adobe Stock
Działanie pod dyktando organizacji reprezentujących skrajne poglądy na ochronę środowiska jest najsłabszą stroną debaty o zmianach klimatu – przekonuje publicysta.

Od początku tysiąclecia nad Wisłą zmniejsza się zarówno wydobycie węgla kamiennego, jak i zatrudnienie w górnictwie. Nie oznacza to wcale oszczędności dla państwa. Górnicy na emeryturę idą w sile wieku, a na ich świadczenia musi pracować kilka osób. Co prawda wyniki spółek górniczych poprawiły się, ale tylko dlatego, że węgiel jest coraz droższy.

Jednocześnie mimo oparcia polskiej energetyki na spalaniu paliw kopalnych, dotychczas udaje się realizować cele klimatyczne przy niezachwianiu polskiego sektora energetycznego, choć bieżące podwyżki cen energii są przecież efektem unijnej polityki klimatycznej. Przedstawiciele rządu raz po raz podkreślają, że naszemu krajowi udało się zmniejszyć o 1/3 emisyjność elektrowni węglowych. Oprócz inwestycji technologicznych Polska zamierza także zwiększać jakość surowca. Ostatnie zmiany w prawie zakazały importu węgla niskiej jakości. Kluczowe dla jakości powietrza w miastach są emisje spalin z samochodów oraz palenie byle jakim paliwem bądź odpadami. Odchodzenie od kopciuchów na rzecz coraz tańszego gazu powinno w znacznym stopniu poprawić jakość powietrza, którym na co dzień oddychamy.

Urzędnicy chętnie rozprawiają o problemach globalnych i prześcigają się w wypuszczaniu alarmistycznych komunikatów o skutkach katastrofy klimatycznej. Jednak problem dotyczący wszystkich – smog – spycha się na plan dalszy.

Strategia komunikacji pod dyktando organizacji reprezentujących skrajne poglądy na ochronę środowiska jest najsłabszą stroną debaty publicznej o problemach zmiany klimatu. Im bliżej każdego szczytu klimatycznego, tym głośniejszy wrzask, który ma sparaliżować nas strachem. Niestety, większość „klimatycznych alertów" należy do kategorii fake news.

Jak inaczej bowiem traktować wypowiedź prof. Szymona Malinowskiego z Instytutu Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego i szefa portalu naukaoklimacie.pl, który w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" stwierdził, że wskutek zmian klimatu wyginiemy w ciągu kolejnego pokolenia? Albo jeden z felietonów telewizyjnych, który sugerował, że konsekwencją globalnego ocieplenia będzie powrót do kanibalizmu?

Alarmistyczne prognozy zwolenników hipotezy o antropogenicznych korzeniach zmian klimatu przypominają proroctwa świadków Jehowy. Wspomnieć tylko przewidywania Ala Gore'a, polityka, który za swój wkład w walkę o klimat otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 2007 r. Twierdził, że pokrywa lodowa biegunów bezpowrotnie zniknie do roku 2014.

Zdziwiony jak ekolog

Starcie cywilizacji widoczne było od pierwszych dni szczytu klimatycznego w Katowicach (grudzień 2018). Dla organizacji ekologicznych ewidentne jest, że planetę może uratować tylko osobnik o skrajnie lewicowych poglądach, w trosce o Ziemię unikający potomstwa, a może nawet więcej – cechujący się płynnym podejściem do swojej płci, którego w 100 proc. pochłania segregacja odpadów i troska o zdrowe odżywianie.

Dla wizytujących Śląsk szokiem był wszędobylski węgiel, traktowany z obrzydzeniem. Dla wielu uczestników nie do przyjęcia okazało się, że w konferencyjnym menu występuje mięso. Kilka organizacji ekologicznych wyraziło święte oburzenie, ale przy okazji przytoczyło szereg kalkulacji, z których wynikało, że produkcja mięsa jest zabójcza dla klimatu, a mięsożercy to główni sprawcy problemów klimatycznych.

Od dawna w debacie obowiązuje praktyka zero tolerancji dla odmiennych poglądów mimo ewidentnych wpadek, jak choćby wyciek e-maili pięć lat temu, gdy okazało się, że czołowi naukowcy pracujący dla IPCC (Międzynarodowy Panel ds. Zmian Klimatu) fałszowali pomiary, by dowieść ocieplanie się globalnych temperatur.

Zwolenników tezy o naturalnych przyczynach zmienności klimatu określa się mianem „negacjonistów klimatycznych", co ma przywoływać na myśl skojarzenia o negacjonistach Holokaustu. W Polsce funkcjonuje strona internetowa „Klimatyczna bzdura roku" (stworzona przez afiliowany przy UW portal naukaoklimacie.pl), na której hejtowani są ci, którzy sprzeciwiają się narracji o apokaliptycznym wpływie człowieka na klimat. Proszę sobie wyobrazić larum, gdyby prawica zorganizowała np. wybory lewaka czy ekoidioty roku.

Zapłacą najbiedniejsi

W wyniku dominacji w dyskusji poprawności politycznej PiS również mówi takim językiem, bojąc się stracić głosy elektoratu centrowego. Politycy Prawa i Sprawiedliwości kluczą więc, przyznając, że oczywiście klimat trzeba chronić, a globalne ocieplenie to dla nich problem priorytetowy. W rzeczywistości jednak promują rodzime górnictwo i dają górnikom gwarancje zatrudnienia na lata.

Wręcz niemożliwe okazuje się wypracować taki konsensus, aby ponad 200 państw świata mówiło jednym głosem. Było to widoczne w Katowicach. Na COP24 zabrakło przywódców największych emitentów z Europy – Niemiec i Francji, nie mówiąc już o innych – USA, Rosji czy Chinach. Zresztą Donaldowi Trumpowi, jak każdemu republikaninowi, przez gardło nie przejdzie termin „globalne ocieplenie", a sam prezydent zapowiedział, że USA do 2020 wycofają się z porozumienia paryskiego. Niepokojące dla ekologów sygnały przyszły także z Brazylii. Tam prezydent elekt Bolsanoro oświadczył nagle, że wycofuje się z organizacji kolejnego szczytu klimatycznego COP25. Pokrzyżowało to szyki urzędnikom z ONZ, którzy już w Katowicach chcieli ogłosić organizatora kolejnego spotkania.

O co rzeczywiście chodzi w całym zamieszaniu z globalnym ociepleniem, rzucili światło przedstawiciele Banku Światowego, którzy złożyli deklarację, że tworzą ekstrafundusz, pożyczający pieniądze na projekty proekologiczne, które mieszczą się w ramach porozumienia paryskiego. Na ten cel zostało przeznaczone aż 200 mld dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat.

Międzynarodowa finansjera postawiła więc sprawę jasno. Jak zwykle chodzi o pieniądze. Państwa ubogie i rozwijające się mają ustawić się na końcu tego procesu rozdzielczo-nakazowego: zadłużać się, brać pożyczki, zamykać kopalnie i kupować od krajów bogatych wiatraki i technologie fotowoltaiczne. Potem wdrażać je u siebie, dotując na potęgę. A to, że podatnicy z biedniejszych krajów będą spłacali owe długi przez kilkadziesiąt lat – cóż, nieważne. Walka z cieplarnianą apokalipsą musi przecież kosztować.

Autor jest prezesem fundacji Instytut Globalizacji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA