Publicystyka

Bruszewska: Projekt dla edukacji

materiały prywatne
Umiejętności miękkie zaczynają być dużo ważniejsze niż konkretna, „wykuta” wiedza. Najlepiej ich uczą samodzielne projekty społeczne - pisze prezes fundacji Social Wolves Paula Bruszewska.

Samotne wilki już nie osiągają spektakularnych sukcesów. Teraz to zespoły zdobywają nawet naukowego Nobla. Umiejętność współpracy jest obecnie najbardziej cenioną wartością zarówno w nauce, jak i biznesie.

Czas zmienić programy nauczania w szkołach i uczelniach tak, aby młodzi ludzie mieli szanse już dziś zadbać o lepsze jutro. Najlepszym sposobem uczenia się jak współpracować jest prowadzenie projektu społecznego.

Recepta na sukces zawodowy nie jest już tak prosta jak kiedyś. Dyplom uczelni wyższej, znajomość języka obcego i doświadczenie zawodowe mogą w najbliższych latach nie wystarczyć, by znaleźć pracę. Prognozy mówią, że w perspektywie 20-30 lat ludzie będą szukać zatrudnienia na rynku obsługiwanym przez cyfrowe rozwiązania, na którym wszechobecne będą roboty. Umiejętności miękkie zaczną być ważniejsze niż sama wiedza. Oznacza to, że dzisiaj szlifowane profesje mogą za kilka lat zniknąć. Czwarta rewolucja przemysłowa to okres ciągłych zmian, do których możemy się przygotować.

Ciekawie wybrzmiał głos dyrektora generalnego firmy Mercedes Benz, który stwierdził, że aż 90 proc. prawników zniknie z rynku w bliskiej przyszłości, a zostaną tylko najlepsi specjaliści. Dalej generalizował, że to samo czeka inne wysoko cenione zawody. Ten proces już się rozpoczął - postęp technologiczny wykluczył wielu prawników czy informatyków z rynku pracy, a zaczęła zastępować ich sztuczna inteligencja. Warto mieć to w pamięci już na etapie studiów. Skąd jednak wiadomo, jakie kompetencje będą w cenie?

Zwolnienie z teorii

Odpowiedź przychodzi sama, kiedy spojrzymy na prognozy zautomatyzowanego rynku. Powszechne jest przekonanie, że gwarantem dobrej pracy są znajomość programów graficznych, doświadczenie korporacyjne lub odbyte kursy. Jednak tak, jak na zachodnich rynkach, również polscy pracodawcy coraz bardziej zaczynają cenić wymierne umiejętności kandydatów, takie jak łatwość pracy w zespole, skuteczne pozyskiwanie partnerów czy zainteresowania opinii publicznej, a także środków finansowych. Okazuje się, że można te umiejętności można trenować w procesie edukacji, prowadząc projekt społeczny.

Od kilku lat przekonujemy władze uczelni i szkół ponadgimnazjalnych, żeby prowadzić edukację w sposób nowoczesny. Marzymy o tym, aby za 10-20 lat każdy młody człowiek w Polsce zrealizował w życiu chociaż jedną akcję społeczną. Tak jak uczestnicy olimpiady „Zwolnieni z Teorii”, którzy zrobili m.in. własne warsztaty dla seniorów o tym, jak używać nowych technologii, czy zorganizowali bieg charytatywny w strojach superbohaterów na rzecz lokalnego hospicjum. Tego typu projektów powstało już na platformie „Zwolnionych z Teorii” ponad 1100 w całej Polsce.

Trend jest taki, że młodzi ludzie najpierw wybierają studia, zdobywają dobre wyniki, a potem szukają pracy, rozpoczynając karierę od praktyk i stażu. Rzadko myślą o samodzielnej działalności społecznej, w które mogą być sobie sami żeglarzem, sterem i okrętem. Od kilku lat postulujemy, aby wprowadzić projekty społeczne do zajęć nie tylko na studiach, ale już w szkole średniej.

W rozmowie o bezrobociu absolwentów szkół wyższych dominuje przekonanie, że najważniejszy podział wyznacza kierunek studiów - po jednej stronie stoją humaniści, a po drugiej „ścisłowcy”. Nic bardziej mylnego. To, co będzie kluczowe dla pracodawców w przyszłości, to umiejętność współpracy, komunikacji, negocjacji czy przywództwa, a nie konkretna wiedza.

Jak je rozwijać? Zrobić własny projekt społeczny od początku do końca. Daje to możliwość zdobycia praktycznych umiejętności, takich jak pozyskiwanie funduszy, rozliczanie projektu, komunikacja w zespole, wspólne działanie i wiele innych. Tymczasem w Polsce jesteśmy w tyle pod względem organizowania społecznych akcji. Dane CBOS pokazują, że tylko 17 proc. Polaków podejmuje jakiekolwiek działania tego typu, i co gorsza, robi to tylko raz w roku. Dlaczego tak jest, skoro w ten sposób zdobyte doświadczenie to ogromny atut w CV i szansa na uczynienie dobrego gestu dla najbliższego otoczenia?

Badania przeprowadzone w ramach olimpiady „Zwolnieni z Teorii” pokazują, że młodzi ludzie nie są świadomi ani indywidualnych korzyści, ani nie znają sposobu na rozpoczęcie rozdziału pt. Własna inicjatywa społeczna. Okazuje się, że najlepszym motywatorem jest zorganizowanie konkretnej akcji, np. praktycznej olimpiady, która wskaże kierunek, skalę działania i pozwoli nawiązać nowe relacje z podobnymi ludźmi.

Spektakularne efekty przychodzą ze zdwojoną siłą. Najciekawsze pomysły młodych, aktywnych ludzi nie znają granic - pokazują, jak miasto może wyglądać bez wieloformatowych reklam, czy zarażają rówieśników pasją do historii XX w. Cenny czas pierwszych lat odkrywania siebie jako pracownika najlepiej zainwestować w poszerzającą horyzonty działalność społeczną, która daje szansę na zderzenie teorii z rzeczywistością.

Samodzielność i doświadczenie

Słychać narzekania, że reforma edukacji czy szkolnictwa wyższego wymaga ogromnych sum pieniędzy. Ciężko się nie zgodzić, ale jest szereg rzeczy, które można zrobić praktycznie bezkosztowo. Przeznaczmy 20 proc. czasu studentów na projekty społeczne. Aby edukacja przydała się w przyszłości, trzeba ją przeżyć, a nie biernie „wkuwać”. Niemiecki neurobiolog prof. Gerald Huether wskazuje, że ludzie lepiej zapamiętują, kiedy angażują się emocjonalnie. Nie wymyślajmy koła od nowa, lecz wsłuchajmy się w tę radę, konstruując scenariusz zajęć, bo zamiast standardowego wykładu czy teoretycznego kursu online lepiej uczniów czy studentów nakłonić do pracy w grupie, samemu wchodząc w rolę mentora.

Świat wygląda pięknie na papierze, a rzeczywistość robi swoje. Tak samo jest ze schematem edukacji, który można zobrazować na prostym przykładzie nauki konstruowania biznesplanu i sposobów na zdobycie dofinansowania. Chyba zgodzimy się, że znacznie skuteczniejsze będzie wprowadzenie planu w życie i sprawdzenie, czy teoretyczne ścieżki dojścia do decydentów, grantów i sponsorów faktycznie mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niestety, nauczyciel, pomimo szczerych chęci, nie posiada ani aktualnej wiedzy, ani nie ma biznesowego zacięcia. Warto uczyć się tego w relacjach z innymi ludźmi, nawiązywać kontakty i samodzielnie działać, nie obawiając się porażek. Taką właśnie możliwość daje zrobienie własnego projektu społecznego.

W Stanach Zjednoczonych powszechne jest zjawisko niepodejmowania lub rezygnacji ze studiów. W amerykańskim dyskursie istnieje silnie spopularyzowany termin „dropout”, używany w odniesieniu do osób, które zrezygnowały ze studiów. Jednak historie amerykańskich „dropoutów” nie mają nic wspólnego z polskim stereotypem „nieudaczników”. Przykłady osób, które porzuciły studia i osiągnęły oszałamiające sukcesy w biznesie można mnożyć, a dwa najgłośniejsze to przypadek Marka Zuckerberga (Facebook) i Steve’a Jobsa (Apple).

W amerykańskiej mentalności rezygnacja ze studiów lub odmowa podjęcia nauki w oczach pracodawcy nie są niczym złym. W polskiej kulturze sprawa ma się zupełnie inaczej. Jak twierdzą socjologowie edukacji, wynika to w dużej mierze z umasowienia się dyplomu uczelni wyższej. Zanim studenci pierwszych lat studiów wpadną w wir nauki i sesji warto im uzmysłowić, że tytuł magistra jest sygnałem dla pracodawców świadczącym o wytrwałości, ambicjach i zaangażowaniu, a nie o praktycznych umiejętnościach. Te natomiast najlepiej zdobyć w procesie edukacji, podejmując samodzielne działania społecznie - pomagając innym i samemu sobie.

Paula Bruszewska jest prezesem fundacji Social Wolves organizującej praktyczną olimpiadę Zwolnieni z Teorii, przygotowywaną we współpracy z Coca-Cola Foundation, Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności oraz Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego

 

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL