fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dorota Gawryluk: Wyjść ze swojej bańki

PAP/ Wojciech Olkuśnik
Każdy myślący człowiek powinien porównywać informacje i szukać ich potwierdzenia - mówi Dorota Gawryluk, dziennikarka, dyrektor pionu informacji i publicystyki telewizji Polsat.

Dlaczego to ważne, by wiedzieć skąd pochodzi informacja i kto jest jej nadawcą?

Powinniśmy wiedzieć, kto jest nadawcą informacji, by móc stwierdzić, czy jest ona prawdziwa. Jeżeli nie znamy źródła, to nie wiemy, kto taką informację stworzył, a jeżeli nie wiemy, kto ją stworzył, to nie znamy jego intencji i nie jesteśmy w stanie zweryfikować tej informacji, ponieważ nie wiemy do kogo zadzwonić, by ją sprawdzić. Ponadto informacje musimy potwierdzać także w innych źródłach. Bez znajomości źródła weryfikacja nie jest możliwa, wtedy możemy się jedynie zastanawiać, co to za informacja i podchodzić do niej tylko intuicyjnie. A intuicja za mało, gdy mowa o dziennikarstwie informacyjnym. W przypadku dziennikarzy informacyjnych źródło jest kwestią podstawową.

A w przypadku odbiorców?

Każdy inteligentny człowiek powinien poszukiwać. Poszukiwanie i porównywanie to podstawowa zasada bycia w świecie informacji, weryfikacji pewnych zdarzeń. Każdy myślący człowiek, bez względu na to czy źródło jest podane czy nie, powinien porównywać informacje, szukać ich potwierdzenia. Istnieją też informacje, co do których nie ma wątpliwości, one są powielane przez media i nikt nigdy nie powiedział, że one są nieprawdziwe. Natomiast istnieją informacje podejrzane i wtedy warto zastanowić się na ile one są rzetelne. To wszystko jest opisane w prawie prasowym. Wydaje mi się, że zastanawiając się nad źródłami czy fake newsami, wyważamy już otwarte drzwi. Gdy zostałam szefem Polsatu News, to zaczęłam swoją pracę od wydrukowania wszystkim, również sobie, prawa prasowego. To jest – skoro mówimy o przykazaniach – biblia dziennikarstwa. Tam to wszystko, o czym rozmawiamy, jest opisane: źródło informacji, weryfikacja. Jak mówi prawo prasowe, weryfikować należy w więcej niż jednym źródle, tak by być pewnym tego, co się przekazuje, by dochować należytej staranności w zbieraniu informacji.  My dziennikarze często mamy kontakt z sądami, bo przecież nie wszystkim podobają się informacje, które podajemy, czasami oczywiście też się mylimy, ale często próbuje się nam wmawiać, że nie podaliśmy prawdziwej informacji i musimy się bronić w sądach. W każdym procesie sądowym, w którym uczestniczą dziennikarze, jest tak, że sędzia bada, czy dziennikarz dochował należytej staranności w zbieraniu i weryfikacji źródeł. To jest podstawowa zasada.

Jak profesjonalna redakcja weryfikuje informacje przesyłane przez widzów?

Zależy o jaką informację chodzi. Jeżeli jest to informacja o wybuchu, pożarze, zdarzeniu drogowym, to na pewno jest to odnotowane także w innych źródłach, policja czy straż pożarna na pewno mają informacje na ten temat. Wtedy dzwonimy i potwierdzamy informację, a nasz reporter jedzie na miejsce zdarzenia. Nie podajemy takich informacji natychmiast. Nie przekazujemy informacji na zasadzie „jak donoszą nasi widzowie”. Dopiero gdy wiemy na pewno, że coś się wydarzyło, wtedy możemy to publikować. Często jest tak, że ktoś nam coś przekazał i chciałoby się taką informację od razu podać, ponieważ telewizja informacyjna musi być szybka, na tym polega jej istota. Miałam wiele takich przypadków, że np. tuż przed emisją Wydarzeń spłynęła jakaś ważna informacja. Niedawno była taka sytuacja i to dotyczyło śmierci ważnej osoby ze świata kultury, czekałam wtedy, żeby potwierdzić tę informację, bo była to informacja z jednego źródła, dobrego, bo Polskiej Agencji Prasowej, ale wciąż z jednego źródła. Przed podaniem takich informacji na antenie musimy je potwierdzać. Bo co, jeżeli bez potwierdzenia podamy informację dla kogoś istotną i ona okaże się nieprawdą? Ileż to razy produkowano informacje o czyjejś śmierci, a potem okazywało się, że – jak mówi literatura – „informacje o mojej śmierci okazały się przesadzone”. Próba jak najbardziej rzetelnego zweryfikowania informacji to podstawowa sprawa, zawsze należy wykonać wszystkie możliwe ruchy, by coś potwierdzić.

Jak zachowywać się przed kamerą by być wiarygodnym i uczciwym dziennikarzem?

Jesteśmy ludźmi i dziennikarz też powinien wczuwać się w informację. Nie jesteśmy robotami, które tylko odczytują newsy, przekazują informacje bez emocji, bez filtra osobowościowego. Bardzo potrzebna jest uczciwość w podejściu do tego, jak prezentuje się daną informację. Często patrzę na aktorów, którzy są dziennikarzami i wydaje mi się, że oni robią to dobrze, dlatego, że potrafią zagrać pewne rzeczy. Trzeba odpowiednio dobierać i tonować emocje. Nie wyobrażam sobie w dziennikarstwie informacyjnym nadmiernego epatowania emocjami, podgrzewania atmosfery, gestykulowania w sytuacjach, gdy dzieją się rzeczy straszne. Telewizja jest skomplikowana. Jest publicystyka, gdzie osobowość prowadzącego jest istotna. Natomiast, gdy chodzi o przekazywanie informacji, to jestem zwolenniczką podejścia umiarkowanego, rzetelnego, spokojnego, merytorycznego. Jak przy przechodzeniu przez pasy: miarowym, nie za wolnym, nie za szybkim krokiem, tak by wszystkim umożliwić spokojny ruch i być niekolizyjnym.

Czy to w możliwe, by przedstawiać fakty bez cienia opinii, interpretacji?

Tak, to możliwe, czysta informacja na pewno istnieje. W dziennikarstwie informacyjnym informacja powinna być czysta. Na studiach dziennikarskich wykładowcy uczą jak w sposób rzetelny buduje się informacje. Należy przekazywać informacje od najważniejszego do najmniej istotnego szczegółu: co się wydarzyło, gdzie się wydarzyło, dlaczego się wydarzyło. Przy tym „dlaczego” może być najwięcej problemów, ponieważ tu wkracza opinia, ale wtedy można pokazać różne punkty widzenia. Czysta informacja to dążenie do ideału, na pewno może pojawić się pewnego rodzaju zabarwienie emocjonalne czy naznaczenie przekazu swoją osobowością, doświadczeniem.

A jak radzić sobie z kłamstwami, półprawdami polityków? Jak chronić przed tym odbiorców np. w programach na żywo?

Zależy czy to jest kłamstwo, półprawda czy opinia, z którą trudno dyskutować. Gdy to jest kłamstwo, to oczywiście na bieżąco należy je prostować. Gdy np. ktoś mówi, że wzrost PKB w tym roku jest na poziomie X, a jest zupełnie inaczej, to wystarczy zapytać z jakiego źródła ta osoba korzystała, bo inne źródło mówi coś zupełnie innego. To nie jest wielki problem. Często zdarza się, że prostujemy, może nie tyle kłamstwa, tylko coś, co wynika z niewiedzy, braku informacji. Nie podchodzę do tego w ten sposób, że to jest od razu kłamstwo, że cała polityka składa się z kłamstwa, że wszyscy kłamią. Polityka to brutalna gra, to nie jest zabawa w piaskownicy i wiadomo, że tam stosuje się również chwyty poniżej pasa. Trudno natomiast jest dyskutować z opiniami. Każdy ma swoją opinię i często jest do niej przywiązany. Sztuka polega na tym, żeby konfrontować opinie, tak by osoby w studiu mogły się do tego odnieść, tak by widz miał całe spektrum sytuacji. Jeżeli polityk X mówi o pewnym spojrzeniu na jakąś sprawę, to absolutnie trzeba pokazać też inne spojrzenie, tak by widz mógł to porównać. Taka jest nasza rola. Często słyszę dziennikarzy, którzy siedzą i potakują, ale to nie jest wygodna sytuacja nawet dla polityków, bo każdy człowiek potrzebuje jakiegoś zderzenia, żeby wydobyć z siebie więcej, żeby dokonać wysiłku intelektualnego. Monolog i wystąpienia to zupełnie inny typ programu.

 

W jakiej kondycji, jeżeli chodzi o wiarygodność, są polskie media?

Osobiście cieszę się, że żyję w kraju, w którym jest tyle mediów, tyle stacji telewizyjnych, radiowych, tyle gazet, że ciągle jeszcze mogę czytać gazety w wersji i elektronicznej i papierowej. Ta różnorodność mnie bardzo cieszy, zawsze mi tego brakowało. Pamiętam dziennikarstwo w różnych fazach podczas ostatnich trzydziestu lat i nigdy nie było takiej różnorodności jak teraz. Zawsze tęskniłam za tą różnorodnością, za możliwością wymiany opinii, za możliwością zderzenia opinii i pod tym względem mogę powiedzieć, że moje marzenia się spełniły. Ale wiadomo, że gdy spełniają się marzenia, to czasami pojawiają się problemy. Problem polega na tym, że spora część dziennikarzy uwierzyła, że to oni są twórcami świata. Kreują świat informacji, chcieliby budować go pod swoje wyobrażenie i angażują się w politykę. Często pojawia się problem chęci wyjścia ze swojej roli. To nie dotyczy wszystkich, ale są przypadki dziennikarzy, którym wydaje się, że mogą być kreatorami świata. Jeżeli czują taką potrzebę, to powinni pójść do polityki i tak też często się zdarza. Natomiast jeżeli nie wchodzą do polityki, a udają, że to co robią, jest dziennikarstwem, wtedy pojawia się problem. To nie tylko wina dziennikarzy, ale także polityków, którzy często używają dziennikarzy do swoich celów. To jest problem nie tylko Polski, ale całego świata. To wynika również z tego, że część dziennikarzy uważa, że robią to dla dobra ogólnego, bo uważają, że partia X jest lepsza od partii Y. Dlatego należy wiedzieć, kto jest kim, jakie poglądy reprezentuje. Osoby, które tego nie wiedzą, mogą przyjmować pewne opinie jako obiektywne i rzetelne, nie wiedząc, co się za nimi kryje, że ktoś jest tylko narzędziem albo ktoś po prostu oszukuje. Ale to jest w ogóle problem każdego towaru, nie tylko informacyjnego. W każdej branży pojawiają się podróbki, udawanie i oszustwo, ale wydaje mi się, że widzowie i czytelnicy o tym wiedzą i sięgają po sprawdzone produkty, mówiąc językiem marketingowym.

Czy fake newsem możemy nazwać manipulujące przedstawienie danego faktu? Np. to w jak zróżnicowany sposób odwiedziny cmentarza przez prezesa Kaczyńskiego opisywali 10 kwietnia 2020 r. dziennikarze TVN i TVP?

W tym konkretnym przypadku pojawił się absolutny problem manipulacji od początku do końca. Pojawiła się informacja, że Jarosław Kaczyński złamał prawo, wchodząc na cmentarz, a to była nieprawdziwa informacja. Dziennikarze nie sprawdzili tych informacji. Na podstawie jedynie obrazków poinformowali, że prezes nielegalnie wdarł się na cmentarz. Tego przypadku nie da się obronić. Dziennikarze powinni byli to sprawdzić od razu.

 

Jakie zagrożenia niosą fake newsy? Jakie konsekwencje czerpania informacji z niesprawdzonych źródeł może ponieść odbiorca?

Skutki mogą być bardzo różne. To zależy od tego, jaki to jest odbiorca, gdzie mieszka, ile ma lat, jaka jest jego kondycja fizyczna, psychiczna itd. Ale jeżeli nie weryfikuje się informacji, to zawsze mogą być tego bardzo złe skutki. Na podstawie informacji, którą się dostaje, podejmuje się często nawet życiowe decyzje. Jak chociażby w dobie koronawirusa: czy się szczepić? Dlatego tak ważne jest weryfikowanie informacji. Nie tylko denerwowanie się na to, że ktoś produkuje fake newsy, nie tylko protestowanie, ale praca u podstaw, czyli docieranie do informacji, przekazywanie informacji, tak żeby odbiorca mógł rzeczywiście wyrobić sobie na ich podstawie zdanie. Z samych nerwów nic nie wynika, a tworzą się niepotrzebne emocje, postępująca nienawiść jednych do drugich i podział. Ludzie ze sobą nie rozmawiają, utwierdzają się w pewnych przekonaniach na podstawie często niesprawdzonych informacji, a gdy dochodzi do rozmowy, to pojawiają się tylko wyzwiska i emocje. Istotne jest też pytanie o gotowość przyjęcia argumentów po zweryfikowaniu informacji, jedni są gotowi je przyjąć, a inni nie. Ale często jest tak, że gdy przedstawia się argumenty, to wielu ludzi jest w stanie się do nich przekonać. Ja wierzę w to, że rzeczowa rozmowa i argumenty mogą wiele zdziałać.

Jak sprawić, by odbiorcy nauczyli się świadomego odbioru informacji? Jak brzmi „złota rada” na fake newsy?

Nie należy być przywiązanym tylko do jednego źródła. To tak, jak w naszej pracy, czyli po prostu weryfikować, czytać jak najwięcej. Wyjść ze strefy komfortu bycia w bańce informacyjnej podawanej przez jedno źródło. Konfrontować informacje w innych mediach. Być otwartym, mieć otwarty umysł i trochę nie dowierzać, być sceptycznym, nie przyjmować wszystkiego tak po prostu.

Rozmawiała Magdalena Pernet

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA