fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dawid Bunikowski: Uznajmy wybory pod warunkiem ich uczciwości

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Red. Bogusław Chrabota w artykule z 13 lipca br. pisze, żeby uznać wyniki wyborów prezydenckich z 12 lipca br. Chrabota używa wyrażenia: „uszanujmy ten wybór”. Takie są wszak reguły. Jest to bowiem demokratyczna decyzja narodu. Oczywiście, jest to spojrzenie propaństwowe Chraboty. Wydaje się jednak, że trzeba przyjrzeć się okolicznościom podjęcia tej decyzji w wyborach nieco bardziej szczegółowo. Wybory i ich wyniki można uznać, jeśli były uczciwe. Jeśli wybory nie były uczciwe, to i wyniki nie są uczciwe. Trudno je wówczas uznać. Tak po ludzku, społecznie czy moralnie, nie tylko prawnie czy politycznie.

Ważność wyborów oceni Sąd Najwyższy. Będzie to konkretnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Ma ona problem z własnym statusem na gruncie uchwały SN z 23 stycznia br. i prawa unijnego. Niemniej, w krajowym porządku prawnym domniemywa się, że jest to sąd. Izba orzekała już w sprawie protestów wyborczych jesienią 2019 r. Zachowała się wówczas przyzwoicie. PiS kwestionował ważność wyborów do Senatu, ale Izba nie uległa i stwierdziła ich ważność. Podobnie dobrze Izba zachowała się po tzw. porozumieniu Jarosławów przed 10 maja br. Przewodnicząca Izby wypowiedziała się stanowczo na temat takich porozumień politycznych o przekładaniu wyborów. Jak będzie teraz? Jakie okoliczności trzeba wziąć pod uwagę w sprawie orzekania o ważności wyborów prezydenckich?

Przeczytaj także: Bogusław Chrabota: Uszanujmy ten wybór

Uczciwość wyborów może być oceniona na wielu poziomach czy płaszczyznach. Wymieńmy je: stronniczość mediów publicznych, agitacja aparatu państwa, naruszenia prawa do głosowania, zmiany w prawie wyborczym, fałszerstwa wyborcze, niekonstytucyjny termin wyborów. Skala nieprawidłowości musi być na tyle poważna, że zaważyła na wyniku wyborczym. Nie może to być skala, która nie wypacza wyniku wyborów. Proszę jednak zwrócić uwagę, że niekiedy trudno jest ocenić, czy dane wydarzenie miało wpływ na wynik wyborów. Np. w 1995 r. setki tysięcy protestów wyborczych dotyczyło kłamstwa A. Kwaśniewskiego na temat jego wykształcenia. SN stwierdził, że nie wie, jak ocenić wpływ tego na wybory i zostawił tę sprawę. Uznał wybory za ważne. A co zrobić teraz?

Po pierwsze, media publiczne były bardzo stronnicze, a dostęp do nich był nierówny nawet pod względem czasowym. Kandydat opozycji był atakowany mocno. Dominowały oceny, nie stwierdzenia faktów. Doszły do tego tematy homofobiczne, ksenofobiczne i antysemickie.

Po drugie, premier i wielu urzędników agitowali w terenie za urzędującym prezydentem. Obiecywano czeki na inwestycje lokalne, z wątpliwą podstawą prawną. Tworzono wrażenie zasług urzędującego prezydenta. Dawano promesy na wozy strażackie za frekwencję w małych gminach. Tam miał poparcie urzędujący prezydent. Mieszano sferę państwa i partii, co stwierdził raport OBWE po wyborach. Naruszono tym samym zobowiązania pkt 5.4 dokumentu kopenhaskiego KBWE. Zasoby państwowe służyły urzędującemu prezydentowi w nieuczciwy sposób.

Po trzecie, wiele było problemów z realizacją prawa do głosowania, zwłaszcza za granicą. Pakiety wyborcze były wysyłane za późno. Czasem nie było możliwości odesłania ich na czas. Także w kraju powstało zamieszanie ze spisami wyborców, pieczątkami, głosowaniem na podstawie zaświadczenia czy głosowaniem w miejscu głosowania w 1. turze, np. nad morzem.

Po czwarte, zmiany w prawie wyborczym w ostatnim półroczu były tak częste, że nawet epidemia tego nie usprawiedliwia. Wprowadzało to chaos w pracy PKW, komisarzy wyborczych i komisji wyborczych. Nie mówiąc o tym, jaki chaos to był dla obywateli. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, zmiany powinny być wprowadzone z wyprzedzeniem półrocznym. W tym przypadku mieliśmy od marca chaos w prawie, zmiany i więcej polityki niż prawa. Epidemia wymagała ponadto ogłoszenia stanu nadzwyczajnego, co przeniosłoby wybory na jesień czy zimę.

Po piąte, jak w każdych wyborach, mogły być przypadki fałszerstw. Pamiętamy sprawę z 1. tury z Bytomia, gdzie członek komisji wyborczej dostawiał „krzyżyki”, by unieważnić głosy oddawane na głównego kandydata opozycji. Trzeba takie przypadki sprawdzić.

Po szóste w końcu, wedle konstytucji (art. 128 ust. 2), tylko dwa terminy wyborów prezydenckich są konstytucyjne. Pierwszy to 10 maja br. A drugi to termin po zakończeniu obecnej kadencji, czyli po 6 sierpniu br. Terminy 1. i 2. tury, tj. 28 czerwca i 12 lipca, były zgodne z kodeksem wyborczym (art. 293 ust. 3), ale sprzeczne z konstytucją. To też trzeba wziąć pod uwagę. Uchwała PKW z 10 maja br., która stwierdzała, że nie było kandydatów w wyborach, tworzyła fikcję. Nie była konstytucyjna. To trzeba rozważyć. Trzeba spokoju, kompleksowego spojrzenia, rozwagi oraz odwagi w Sądzie Najwyższym, by podjąć mądrą decyzję na temat ważności wyborów.

Chcę powiedzieć jasno, że ze względu na propaństwową postawę i zasadę dobra wspólnego wszystkich obywateli powinniśmy uznać te wybory i uszanować je, ale powinniśmy to zrobić, wiedząc, że wybory były uczciwe, a wszelkie nieprawidłowości nie wpłynęły na wynik wyborów. W innym przypadku propaństwowa postawa wymaga żądania powtórzenia głosowania w wyborach prezydenckich. Nie można bowiem tolerować nieuczciwości władzy, zwłaszcza skrajnej nieuczciwości. Św. Tomasz uczył, że trzeba przestrzegać prawa, ale nie prawa rażąco niesłusznego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA