fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Piotr Plebaniak: Maszerujemy, choć świat się wali

AFP
Cywilizacja zapewnia nam dziewięć posiłków, które dzielą nas od anarchii, o czym pisał amerykański dziennikarz A.H. Lewis sto lat temu.

Cywilizacja to bardzo cienka ściana oddzielająca nas od życia w stanie natury. To, że pozwala nam żyć w wygodach i bezpieczeństwie oraz wprowadzać w życie idee takie jak humanizm czy wolność indywidualna, jest i błogosławieństwem, i przekleństwem – trochę tak jak w słynnej chińskiej opowiastce o starcu, który traci konia.

Epidemia koronawirusa przetestuje solidnie nasz pancerz cywilizacji. Margines bezpieczeństwa, który stworzyliśmy tworząc bogactwo materialne i który umożliwiał w świecie zachodnim wolność osobistą, uśpił naszą czujność. A pandemia wywołana przez wirusa COVID-19 przyniosła wielkie przebudzenie. Dorobek indywidualnej wolności skonfrontował nas z tym smutnym faktem, że w społeczeństwach zachodnich utraciliśmy zdolność kolektywnego dbania o nasze bezpieczeństwo.

Najbardziej klarownym przejawem tej konfrontacji było nieodwołanie marszu feministek w Madrycie 8 marca 2020. Demonstracja własnej siły politycznej była ważniejsza dala organizatorek. Rząd Hiszpanii nie odważył się powstrzymać wydarzenia. „Maszerujemy, choć świat się wali”, można nawiązać do pieśni śpiewanej w języku Goethego – najwidoczniej nie dość dawno temu. Świetnie podsumowuje to ewolucję ruchów tzw. feministycznych.

Jakże inny od hiszpańskiego obraz dotarł do nas z Chin w styczniu i lutym. Podziwialiśmy nie tylko karność społeczeństwa, ale i to, że Komunistyczna Partia Chin jest w stanie tą dyscyplinę narzucić. Zduszenie epidemii odczytywane jest to jako efekt totalitarnego i opresyjnego systemu politycznego. Ale działania KPCh są dla mnie przejawem po konfucjańsku pojmowanej roli państwa jako opiekuna i rodzica dla narodu. Nie wypleniły tego postrzegania ani Rewolucja Kulturalna, ani dekady „komunizmu”. 

W naszej tradycji zachodniej na linii obywatel-rządzący rządzi konflikt, robienie na przekór i brak dostrzegania kolektywnego interesu stron… to ostatnie nie bez racji. Niestety. Obserwując je jeszcze w styczniu rozumieliśmy już słabość naszych własnych społeczeństw, sterowanych „systemem operacyjnym” wartości liberalnych i braku dyscypliny społecznej. Koreańczycy, Japończycy i Chińczycy, nauczeni m.in. doświadczeniem epidemii SARS z 2003 roku, rozumieją lepiej od nas, że bezpieczeństwo i harmonia społeczna to dobra wspólne. I wspólna odpowiedzialność.

W Japonii, na Tajwanie i ogólnie w Azji Wschodniej noszenie maseczki postrzegane jest nie jako ochrona siebie, ale jako ochrona innych. To jedyna „odporność stada” jaka może nas uratować przed masowymi śmierciami i odbieraniem dostępu do respiratorów ludziom starszym, co ma już miejsce we Włoszech i w Hiszpanii. No ale niech ktoś przetłumaczy feministkom z Madrytu, że powinny zakładać maseczki dla dobra całego społeczeństwa.

Jednak Azjaci wiedzą lepiej od nas także o tym zdolność dostrzegania i osiągania kolektywnych celów jest kwestią życia i śmierci. Wiedzą lepiej od nas, że dla dobra wspólnego trzeba poświęcić dobro prywatne. W tym nasze święte nawyki. Choć pozornie łatwe do zmiany, zdają się być integralną częścią naszej tożsamości na równi z wyznawaną religią czy ideologią polityczną. A problem z ich zmianą w dobie pandemii to już nie wina polityków czy rządu. To zadanie dla nas samych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA