fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Boris Johnson: Los Krymu dotyczy nas wszystkich

AFP
Cztery lata po aneksji musimy zdwoić wysiłki w obronie naszych wartości, stojąc na straży międzynarodowego prawa – pisze minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

W nocy 22 lutego 2014 r. doszło na Kremlu do spotkania najbardziej wpływowych osób w Rosji. Podjęły one decyzję o odebraniu Ukrainie Krymu. Dopiero później rozpoczęto złożone wysiłki, by decyzji tej nadać pozory legitymizacji, organizując m.in. fikcyjne referendum. Niemniej to spotkanie prezydenta Władimira Putina z szefami służb bezpieczeństwa, które odbyło się równo cztery lata temu, miało na celu przypieczętowanie losów mieszkańców Krymu.

Wiemy o tym od samego prezydenta Putina, który w filmie dokumentalnym zrobionym na zlecenie telewizji rosyjskiej i nadanym w 2015 r. opisał przebieg tych wydarzeń. Samą decyzję o przejęciu Krymu podjął w trakcie owego konklawe na Kremlu na trzy tygodnie przed zmyślonym referendum. Wszelkie twierdzenia, iż działał on w celu ochrony ludzi lub realizując ich życzenia, jak to prezydent Putin relacjonował, są kompletnie nieprawdziwe.

Złamane obietnice

Tak więc Rosja zajęła 10 tys. mil kw. (26 tys. km kw. – red.) Ukrainy, łamiąc w ten sposób pierwszą zasadę prawa międzynarodowego – że państwa nie mogą wchodzić w posiadanie terytoriów obcych państw lub zmieniać ich granic siłą. Prezydent Putin dokonał formalnej aneksji Krymu do Federacji Rosyjskiej 18 marca 2014 r. Cztery lata po tym wydarzeniu winniśmy przypomnieć sobie skalę tego, co się stało, i zdwoić wysiłki w obronie naszych wartości, stojąc na straży międzynarodowego prawa.

Rosyjskie zagarnięcie ziemi krymskiej stało się pierwszym przypadkiem siłowej aneksji terytorium europejskiego kraju oraz pierwszym przypadkiem siłowej zmiany europejskiej granicy od 1945 r. W procesie tym Rosja złamała szereg międzynarodowych umów – tak wielu, że trudno byłoby je tu wymienić. Kilka przykładowych to: artykuł 2 Karty Narodów Zjednoczonych, Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Rosyjsko-Ukraiński Traktat o Przyjaźni.

Prezydent Putin złamał także konkretną obietnicę ujętą w Memorandum Budapeszteńskim z 1994 r. o poszanowaniu „istniejących granic Ukrainy” oraz „powstrzymaniu się od stosowania groźby lub użycia siły przeciw integralności terytorialnej bądź politycznej niezależności Ukrainy”. Po aneksji Krymu Putin poszedł dalej, rozpalając i energicznie rozniecając ogień konfliktu we wschodniej Ukrainie. Rosja do dzisiaj posiada tam stacjonujące oddziały wojska i czołgów. W efekcie tej obecności zginęło ponad 10 tys. osób, a 2,3 mln musiało opuścić swoje domy.

Lot MH17 był kolejną ofiarą tej tragedii, kiedy to rosyjski pocisk wystrzelony z terytorium kontrolowanego przez rosyjskich bojowników zestrzelił ów pasażerski samolot, zabijając 298 niewinnych ludzi, w tym dziesięciu Brytyjczyków.

Z Krymu cały czas dochodzą do nas doniesienia o represjach wobec rdzennej ludności tatarskiej oraz nękaniu tych, którzy nie zgadzają się z rosyjską aneksją. Pomimo powtarzanych apeli ze strony Zgromadzenia Ogólnego ONZ Rosja odmawia wstępu do zatoki międzynarodowym obserwatorom ds. praw człowieka.

Bezpieczeństwo każdego narodu zależy ostatecznie od podstawowej zasady, jaką jest nienaruszalność granic lub zakaz anektowania terytoriów przez państwa siłą. Dlatego los Krymu dotyczy nas wszystkich. Wszyscy jesteśmy w obowiązku przeciwstawić się Rosji w sposób wyważony i stanowczy. Oznacza to utrzymanie związanych z Krymem sankcji wobec Rosji tak długo, jak długo region pozostaje pod kontrolą Kremla, a także utrzymanie dalszych sankcji wynikających z nieprzestrzegania postanowień Porozumienia Mińskiego.

Kroki te mają na celu wykazanie, iż żaden kraj, bez względu na to, jak wielki, nie może dokonać rozbioru swego sąsiada i łamać prawa międzynarodowego, nie ponosząc tego konsekwencji. Niemniej, ściśle trzymając się naszych zasad, chcemy jednocześnie w sposób stanowczy i treściwy rozmawiać z Rosjanami. Powinniśmy jasno i bezpośrednio wyrażać swoje zaniepokojenie działaniami Kremla.

Miejmy się na baczności

Jak powiedziałem podczas mojej grudniowej wizyty w Moskwie, nie ma sprzeczności między dialogiem a odstraszaniem – jedno może wręcz wzmacniać drugie. Jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa Wielka Brytania i Rosja dzielą także szczególną odpowiedzialność za międzynarodowy pokój i stabilność. Nasze motto wobec Rosjan winno brzmieć „angażujemy się, lecz miejmy się na baczności” – oba człony tej frazy winny być realizowane z równą stanowczością. Jednak nigdy nie możemy zapomnieć i nie zapomnimy o tych strasznych konsekwencjach owego nocnego spotkania na Kremlu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA