fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Piłkarski wątek afery finansowej SK Banku w Wołominie

SK Bank w Wołominie
SK Bank w Wołominie upadł w 2015 roku
PAP, Jakub Kamiński
Trener piłkarski i znany działacz PZPN oskarżony w sprawie wyłudzeń z SK Banku. On sam twierdzi, że był słupem.

Sprawa SK Banku w Wołominie, czyli Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa, to – obok afery SKOK Wołomin – jedna z największych afer gospodarczych. W ciągu kilku lat (2011–2014 roku) miało z niego wyparować co najmniej 1,6 mld zł. Prokuratura ustaliła to w oparciu o dowody, choć ostateczna kwota strat może sięgać aż 2,7 mld zł.

Po akcie oskarżenia sprzed roku, który objął blisko 100 osób, jest kolejny – przeciwko Jerzemu Sz., jednemu z najbardziej wpływowych działaczy piłkarskich w kraju – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Siedem kredytów

– Jerzy Sz. został oskarżony o narażenie oraz doprowadzenie SK Banku do wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach, w łącznej wysokości ponad 130 mln zł – mówi nam Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie, która rozpracowuje wyłudzenia w jednym z najstarszych banków spółdzielczych w Polsce.

Sz. przez lata był związany z drużyną Dolcan Ząbki (sponsorem klubu była firma Dolcan), wciąż jest liczącą się postacią w PZPN – jest członkiem komisji rewizyjnej. Według prokuratury brał udział w procederze wyłudzeń kredytów z SK Banku i za to w 2017 r. trafił na trzy miesiące do aresztu, teraz jest na wolności za poręczeniem majątkowym.

Mechanizm był prosty: władze banku przyznawały kolejne kredyty spółkom związanym ze Sławomirem D. z grupy Dolcan, chociaż te nie miały zdolności kredytowej. Z kolei Jerzy Sz. – właściciel żwirowni pod Warszawą – jak ustalili śledczy, brał kredyty zarówno na swoją firmę, jak i na spółki powiązane z grupą Dolcan.

Z aktu oskarżenia, który poznała „Rz", wynika, że Sz. podpisał wnioski dotyczące siedmiu umów, na kwotę ponad 130 mln zł. W 2012 r. wziął kredyt w wysokości 19,9 mln zł dla swojej firmy, a spłacił zaledwie 2,8 mln zł. Również w pozostałych przypadkach spłacana była znikoma część pożyczonych sum – reszta, według śledczych, trafiała do Sławomira D., który miał znajomości z władzami SK Banku, w czym tkwiła łatwość, z jaką przyznawano kredyty.

„Rola Jerzego Sz. w procederze polegała bądź to na reprezentowaniu podmiotów przy zawieraniu umów kredytowych, bądź na udzieleniu zabezpieczeń kredytów zaciąganych przez inne spółki" – podaje akt oskarżenia.

Według prokuratury Sz. działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, w porozumieniu ze Sławomirem D. (był w banku klientem VIP) lub firm z nim powiązanych.

Ze zbiorczej opinii biegłej z października 2017 r. dotyczącej 50 powiązanych ze sobą firm (z grupy Dolcan) które w latach 2005–2015 zawarły z SK Bankiem umowy, wynika, że łączna wartość niespłaconych kredytów wynosiła 1,6 mld zł. Z przyznanych kredytów wypłacono kwotę 1,4 mld zł, a spłacono tylko 73 mln zł. W 2012 r. sam kapitał niespłaconych „kredytów dolcanowskich doszedł do 1 mld zł" – czytamy w akcie oskarżenia.

Kredyty dostawały firmy z minimalnym kapitałem założycielskim, powstałe na krótko przed złożeniem wniosku.

Świadkowie i podejrzani zeznali, że całością grupy Dolcan zarządzał Sławomir D., „który był traktowany jako właściciel i szef". Wszystkie decyzje zawsze zapadały u niego w gabinecie i to on miał „ostatnie zdanie" – wynika z zeznań. Pomysły na kredytowanie spółek nazywano „inżynierią finansową".

Był tylko słupem?

Wyłudzone miliony trafiały m.in. do szefów SK Banku, Dolcanu i ich rodzin oraz pracowników powiązanych firm.

„Jerzy Sz. wybierał pieniądze ze swojego konta i wręczał je Sławomirowi D. Miał mu przekazać w ten sposób ok. 20 mln zł" – wynika z aktu oskarżenia. W dokumentach księgowych podawano zaś, że pieniądze z kredytów szły np. na „zakup materiałów budowlanych".

Środki na kredyty dla spółek związanych ze Sławomirem D. pochodziły głównie z depozytów klientów banku i emisji obligacji. W efekcie SK Bank utracił płynność finansową i upadł, tak jak i grupa Dolcan.

Jerzy Sz. nie przyznał się do zarzutów. W śledztwie twierdził, że „był słupem", działał na zasadzie „pełnego zaufania". Nie wie, kto negocjował pożyczki, on sam tylko „jeździł i podpisywał umowy lub dokumenty zabezpieczające kredyty". Sz. przyznał, że „kilka – kilkanaście razy" na polecenie Sławomira D. chodził do banku i wypłacał pieniądze. „Były to kwoty kilkuset tysięcy złotych" – zeznał Jerzy Sz. Co działo się z gotówką, nie wie.

Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, zna Jerzego Sz. – To porządny, lubiany człowiek. Być może te jego kłopoty to efekt kompromisów, jakie działacze muszą podejmować, by klub nie upadł, a jego właścicielem jest ktoś z biznesu. Od oceny tych oskarżeń jest sąd, sam jestem tego przykładem – mówi nam Listkiewicz.

– Do czasu wydania wyroku istnieje domniemanie niewinności. W przypadku skazania sprawa będzie zero-jedynkowa – komentuje z kolei Jakub Kwiatkowski, rzecznik PZPN.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA