fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Pijemy więcej wina, także polskiego

123RF
Krajowe wina trafiają na salony, na przyjęciach dyplomatycznych zaczęło je wreszcie serwować MSZ, oferuje je także LOT. Ale głównym źródłem zaopatrzenia Polaków są Włochy. Sprzedaż prosecco skoczyła o połowę, szampana – spadła.

Zapowiada się dobry rok dla koneserów wina. Zbiory w Polsce były rekordowo dobre, po krajowe wina sięgają wreszcie nawet polskie instytucje. Krajowe wino, które długo cieszyło się dyskusyjną opinią, wkroczyło na salony, co jest oznaką pokonania ciążącego na nim mitu słabej jakości. I nawet jeśli konferencja bliskowschodnia nie okazała się takim dyplomatycznym sukcesem, jak oczekiwali organizatorzy, producenci polskich win mogą ją uznać za sukces.

Czytaj także: Roboty przejmują nalewanie alkoholu

– Na przyjęciach z okazji konferencji bliskowschodniej serwowane było wino polskie, riesling z winnicy Turnau, a także wina węgierskie, francuskie, włoskie i z RPA – poinformowało „Rzeczpospolitą" biuro prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Trunek w przestworzach

Polskie wina nie są jednak jeszcze wręczane w formie prezentów. Są natomiast serwowane przez PLL LOT, choć mają tam na nie szansę jedynie pasażerowie klasy biznes oraz saloników na lotniskach.

– Z dumą pokazujemy, że winiarstwo w Polsce rozwija się bardzo dobrze i polskie wina z powodzeniem mogą konkurować z trunkami topowych producentów wina – mówi Anna Czabowska z działu produktu pokładowego i lotniskowego PLL LOT.

Winnice małe, ale krajowe

Polskie wina trafiły też do sieci handlowych. Ten krok jest dla winiarzy wprawdzie szansą na sukces, ale i dużym wyzwaniem, bo krajowe winnice są w porównaniu ze światowymi miniaturowe. Turnau – największa polska winnica – ma 28 ha, co pozwala na zapewnienie stałych dostaw dla gastronomii. Ale mali też potrafią: zaledwie 1,5-hektarowa winnica Łany przygotowała w październiku wino Polonez na specjalne zamówienie Biedronki. Lidl już wcześniej nawiązał współpracę z krakowską winnicą Srebrna Góra. Nowością w dyskontach są wina bio.

Polski rynek wina jest jeszcze na etapie współpracy, nie rywalizacji. – Zainteresowanie jest coraz większe, a producentów wciąż relatywnie mało. Winiarze nie są więc dla siebie konkurencją. Przeciwnie, polscy winiarze, robiąc dobre wino, robią sobie wzajemnie reklamę – mówi Jacek Turnau, współwłaściciel winnicy Turnau.

Sympatia Polaków do tego trunku szybko rośnie. Według GUS od 2010 do 2018 r. import wina do Polski niemal się podwoił. Moda na prosecco potroiła w tym czasie wartość importu wina musującego. W 2018 r. do listopada sprowadzono do Polski wino o wartości 1,004 mld zł. Największym dostawcą są bezdyskusyjnie Włochy, które przysłały nam wino o wartości 64,9 mln euro, czyli w przeliczeniu 218,13 mln zł. Drugie były USA (156 mln zł) i Niemcy (154,21 mln zł) – obliczyła ICE Agencja Promocji i Internacjonalizacji Przedsiębiorstw Włoskich.

Według Nielsena wino stołowe jest co do ważności czwartą największą kategorią alkoholową w Polsce, ze sprzedażą wartą rocznie ok. 2,16 mld zł, po piwie, wódce i... whisky. Łącznie jednak wino jest więcej warte, jeśli dodać do niego osobną dla Nielsena kategorię wina musującego (0,41 mld zł) oraz deserowego (0,18 mld zł).

Sprzedaż wina rosła w ubiegłym roku w tempie 7 proc. Eksplozję popularności zanotowało natomiast wino musujące, zwłaszcza prosecco i cava – sprzedaż tych odmian wzrosła w 2018 r. odpowiednio o 46 i 22 proc.

– Co ciekawe, drugi rok z rzędu spada sprzedaż szampana, który przestał się cieszyć takim uznaniem, częściowo ze względu na wspomnianą konkurencję z Włoch i Hiszpanii – mówi Adam Dużyński, konsultant w Nielsenie.

Włoskie wina musujące zajmują w Polsce 64 proc. rynku, a import wina wszystkich kategorii skoczył w ubiegłym roku o 10 mln euro. Włosi intensywnie promują swoje wina i producentów nad Wisłą, co roku organizują targi włoskiego wina Borsa Vini Italieni – tegoroczna edycja odbędzie się w Warszawie w najbliższy czwartek.

Musujące marzenie

Wino musujące zdobyło taką popularność, że także polscy winiarze zaczęli mówić, iż Polska ma podobny klimat do Szampanii, chłodnej, północnej prowincji Francji, skąd pochodzi najsłynniejsze w końcu wino musujące na świecie. – Nasz klimat sprzyja tworzeniu win z nieco wyższą kwasowością, a to jest pożądane przy winach musujących, więc tak, polski klimat jest dobry dla wina musującego – mówi Jacek Turnau. W Polsce radzą sobie dobrze szczepy białych win Solaris i Seyval Blanc oraz Riesling. Z czerwonych szczepy Rondo i Regent.

Klienci lubią taniej

Kolejną barierą w rozwoju polskich win jest cena. Butelka z krajowej winnicy to wydatek zaczynający się od 50 zł. Tymczasem polscy klienci są oszczędni. – Średnia cena butelki wina stołowego w sklepach małoformatowych wynosi 18–19 zł – mówi Elżbieta Szarejko, analityk firmy badawczej CMR. A i to są dane zawyżone, bo spora część transakcji dotyczy znacznie tańszych trunków. W grudniu 2018 r. prawie 9 proc. klientów sięgnęło po butelkę wina stołowego nie droższą niż 10 zł, 30 proc. transakcji dotyczyło win w cenie 10–15 zł. Ponad połowa klientów kupuje wino za 15 do 25 zł.

– Zakup wina w cenie powyżej 30 zł zdarza się bardzo rzadko. Nawet w grudniu, kiedy rośnie zainteresowanie droższymi alkoholami, na zakup wina w tej cenie zdecydował się tylko co 30. klient – mówi Szarejko.

Robert Ogór prezes, Ambra

Prosecco jest globalnym fenomenem, dzięki niemu wino musujące stało się na powrót winem w oczach konsumentów, przez wiele lat konsumowane było dla celebracji sylwestrowej, otwarcie butelki było ważniejsze niż napój. Nasze najlepsze wina są już porównywalne z dobrymi winami zagranicznymi. Myślę, że ważne jest zwiększenie wielkości winnic, ponieważ największą barierą jest rozdrobnienie i mała powierzchnia upraw. To ekstremalnie niekorzystne ekonomicznie warunki dla rozwoju, stąd wysokie ceny wina.

Rynek alkoholi wciąż rośnie

Polski rynek alkoholi przekroczył w ubiegłym roku 30,41 mld zł, wynika z danych Nielsena. A i tak są to dane jedyne ze sprzedaży sklepowej, do której firma tradycyjnie nie wlicza alkoholi, które szerokim strumieniem leją się w klubach i restauracjach. Sprzedaż wina stołowego wzrosła w ubiegłym roku o 7,1 proc. do wartości 2,16 mld zł, za to wina premium z tej półki wzrosły aż o 20 proc. Sprzedaż win musujących wzrosła ogółem o 9 proc., ale głównymi motorami była ogromna popularność prosecco i cavy. Wina deserowe zanotowały 12-proc. wzrost dzięki... grzańcom, choć to rynek wart jedynie 0,18 mld zł. Tradycyjnie w 2018 r. największą sprzedaż, 16,7 mld zł, ma piwo. Druga jest wódka ze sprzedażą wartą 11 mld zł, na trzecie miejsce z wynikiem 2,3 mld zł wskoczyła whisky.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA