fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Trump kocha Izrael najbardziej

AFP
Prezydent USA zamierza wprowadzić porządek na kampusach amerykańskich uniwersytetów, gdzie podobno kwitnie antysemityzm.

Donald Trump podpisał w środę dekret, na mocy którego agendy rządowe będą mogły nakładać kary w postaci wstrzymania funduszy rządowych dla kampusów uniwersyteckich tolerujących antysemityzm jak np. debat krytycznych wobec Izraela.

Regulacje, o które zabiegały od dawna środowiska żydowskie w USA, skierowane są głównie przeciwko ruchowi BDS. Jest to akronim nazwy Boycott, Divestment and Sanctions (Bojkot, Wycofanie Inwestycji, Sankcje). Ruch jest obecny na amerykańskich uniwersytetach przede wszystkim za sprawą środowisk palestyńskich. Promuje izolację Izraela poprzez nie tylko bojkot produktów, ale też naukowców, artystów i oczywiście polityków.

Dekret prezydenta został pomyślany także jako środek zabezpieczający prawa żydowskich studentów w Stanach Zjednoczonych. Jedna z organizacji monitorujących przypadki antysemityzmu na 400 amerykańskich kampusach twierdzi, że w roku ubiegłym liczba takich incydentów wzrosła o 70 proc.

Zdaniem krytyków najnowszy dekret prezydenta Trumpa jest jednak nie do pogodzenia z Pierwszą Poprawką do konstytucji USA gwarantującą wolność słowa i wypowiedzi. Jakkolwiek go jednak oceniać, jest wyrazem przywiązania obecnego prezydenta USA do państwa żydowskiego.

– Musimy sprawić, by mieszkańcy naszego kraju bardziej kochali Izrael – takich oraz podobnych słów używał kilka dni temu Donald Trump na spotkaniu z przedstawicielami jednej z organizacji żydowskich w USA – National Jewish Democratic Council, podkreślając swą lojalność wobec Izraela.

Nieco wcześniej, w sierpniu tego roku, Trump ogłosił, że Żydom oddającym w USA głosy na Partię Demokratyczną „brak wiedzy albo też prezentują brak lojalności". Pojawiły się natychmiast opinie, że taką wypowiedź należy uznać za antysemicką, gdyż została żywcem wyjęta z katalogu historycznych zarzutów formułowanych wobec Żydów.

Trump powołuje się w swym akcie prawnym na roboczą definicję antysemityzmu przyjętą trzy lata temu przez Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA). Wiele z jej punktów nie budzi najmniejszych wątpliwości, jak nawoływanie do zabijania lub krzywdzenia Żydów w imię radykalnej ideologii czy oskarżanie Żydów jako narodu lub Izraela o wymyślenie czy też wyolbrzymianie Holokaustu. Kontrowersje jednak dotyczą np. punktu mówiącego o odbieraniu Żydom prawa do samostanowienia m.in. przez wyrażanie poglądu, że istnienie Państwa Izrael jest przedsięwzięciem rasistowskim. Zdaniem przeciwników takiego sformułowania zakłada ono, że każda krytyka państwa żydowskiego jest antysemityzmem. Tym bardziej jeżeli jej przedmiotem jest okupacja terenów palestyńskich czy prawa Palestyńczyków.

Z okazji ceremonii podpisania dekretu prezydent nie omieszkał zaznaczyć, że jest „najbardziej przyjaznym wobec Izraela prezydentem w historii". Mimo to, jak udowadnia Pew Research Center, w ubiegłorocznych wyborach do Kongresu 79 proc. amerykańskich Żydów oddało swe głosy na kandydatów Partii Demokratycznej. Z danych American Jewish Committee wynika natomiast, że decyzję Trumpa o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy poparło jedynie 34 proc. Żydów w USA, 47 proc. było przeciwko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA