fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Jak Amerykanie wybierają prezydenta?

Zwolennicy Trumpa i Bidena
AFP
Najbardziej specyficzną cechą amerykańskich wyborów prezydenckich jest to, że są to wybory pośrednie. Oznacza to, że wyborcy nie oddają głosu bezpośrednio na kandydatów na prezydenta, lecz wyłaniają elektorów, którzy tworzą Kolegium Elektorskie - i formalnie to dopiero to ciało wyłania prezydenta USA.

Dość specyficzny sposób wyłaniania prezydenta sprawia, że w USA możliwe są takie sytuacje jak ta, która miała miejsce w 2016 roku - w głosowaniu powszechnym (popular vote) kandydatka Partii Demokratycznej, Hillary Clinton, uzyskała w skali całego kraju 65 853 516 głosów - o 2 868 691 więcej niż Donald Trump.

Głosy oddane na Clinton były jednak skupione w małej liczbie stanów (wygrała w 20 i Dystrykcie Kolumbia, podczas gdy Trump w 30) - i w efekcie w Białym Domu zasiadł Trump, na którego zagłosowało 46,09 proc. Amerykanów (na Clinton - 48,18). Kandydat zdobywający więcej głosów w skali całego kraju przegrywał wybory w USA również w 2000 roku (George W. Bushu uzyskał o ok. 550 tysięcy głosów mniej niż Al Gore) oraz w 1876 i 1888 roku.

W tym pierwszym przypadku Thomas A. Hendricks, kandydat Partii Demokratycznej, uzyskał w skali całego kraju 50,9 proc. głosów, ale w Kolegium Elektorskim do wygranej zabrakło mu jednego głosu - i głową państwa został Rutherford B. Hayes.

W 1888 roku Grover Cleveland uzyskał o ok. 90 tysięcy głosów mniej od rywala - ale w Kolegium Elektorskim przegrał w stosunku 233 do 138.

Wybory elektorów jakimi de facto są wybory prezydenckie w USA opierają się na zasadzie "zwycięzca bierze wszystko" - niezależnie od tego ile wynosi różnica głosów między kandydatem zwycięskim a jego głównym rywalem w danym stanie, to zwycięzca uzyskuje wszystkie głosy elektorów.

Jak wygląda to w praktyce najlepiej widać na przykładzie wyborów prezydenckich w USA z 2000 roku - wówczas na Florydzie George W. Bush wygrał przewagą zaledwie 537 głosów (z niemal 6 mln oddanych) a mimo to zgarnął wszystkie 25 głosów elektorskich, co przesądziło o jego wygranej.

Kolegium Elektorskie składa się - od 1961 roku - z 538 elektorów, co oznacza, że do wygranej potrzeba 270 głosów. Co ciekawe elektorzy wybierani w 18 stanach nie są zobowiązani do zagłosowania na forum Kolegium Elektorskiego na kandydata, którego popierali (to tzw. wiarołomni elektorzy). W praktyce jednak we współczesnej historii USA nie zdarzyło się, aby tacy wiarołomni elektorzy zmienili wynik wyborów.

Teoretycznie - wobec faktu, że w wyborach prezydenckich w USA startuje więcej niż dwóch kandydatów (w obecnych wyborach teoretyczne szanse na zdobycie 270 głosów elektorskich ma czterech kandydatów - oprócz Donalda Trumpa i Joe Bidena również Jo Jorgensen z Partii Libertariańskiej i Howie Hawkins z Partii Zielonych) możliwe jest, że żadne z kandydatów na prezydenta nie uzyska większości 270 głosów w Kolegium Elektorskim.

Co wtedy? Wówczas najlepszego kandydata na prezydenta wyłania Izba Reprezentantów. W przypadku gdy żaden z kandydatów na wiceprezydenta nie uzyska 270 głosów w Kolegium Elektorskim, wówczas wiceprezydenta wyłania Senat.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA