fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawnicy

Sędzia: zbyt wielu mamy prawników zasłaniających się napisanymi przez siebie ustawami

shutterstock
Zbyt wielu mamy dzisiaj prawników zasłaniających się napisanymi przez siebie ustawami.

Sierpień jest miesiącem wspomnień o klęskach powstańczych i poległych, naprawdę poległych w walce o wolność. Nie wspominamy natomiast bohaterów prawników oraz nauczycieli z okresu wojny i okupacji, którzy ryzykowali życie, a nawet je oddali, by przekazać wiedzę, wykształcić pokolenie gotowe na służbę krajowi.

Czytaj także: Prawnicy to nie lekarze

Jedną z pierwszych decyzji okupanta z początku drugiej wojny światowej była likwidacja szkolnictwa wyższego. Jesienią 1939 r. wykładowcy Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego umożliwiali studentom zdanie zaległych egzaminów. Szybko jednak zdano sobie sprawę, że trzeba zorganizować tajne nauczanie. W listopadzie 1939 r. uwięziono wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego, następnie zlikwidowano Uniwersytet Poznański. Jego wykładowcy i studenci mogli kontynuować naukę na utworzonym Uniwersytecie Ziem Zachodnich w Warszawie. Początkowo były to dwa tajne komplety po siedem osób na pierwszym i drugim roku.

Nauka w obliczu śmierci

Nauczyciele szkół średnich też tworzyli tajne szkolnictwo wyższe. Tajny Wydział Prawa UW rozpoczął organizację zajęć jesienią 1940 r., ale tylko dla studentów trzeciego roku, a w 1941 r. też dla studentów czwartego roku. Od 1941 r. prowadzono pełne zajęcia, które trwały do wybuchu powstania warszawskiego. Podczas okupacji tytuł magistra prawa uzyskało 54 studentów. Nauka groziła śmiercią czy aresztowaniem, prowadzona była w domach, mieszkaniach, z zachowaniem konspiracji, a mimo to liczba kompletów stale wzrastała. Dziekanem Wydziału Prawa UZZ był prof. Józef Rafacz, pracownik naukowy UJ, KUL i UW. Po aresztowaniu i śmierci na Pawiaku w maju 1941 r. współtwórcy Tajnego Wydziału Prawa prof. Romana Rybarskiego (profesora skarbowości, wykładowcy ekonomii społecznej na UJ, ekonomii politycznej na Politechnice Warszawskiej, podsekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu) to właśnie prof. Rafacz został dziekanem Wydziału Prawa na UW w czasie okupacji.

Należy przypomnieć prof. Stanisława Śliwińskiego, doktora prawa na Uniwersytecie Lwowskim, sędziego, a od 1923 do 1939 r. sędziego SN, profesora na UW, wybitnego specjalistę od prawa karnego i procesowego. On też od 1940 r. ryzykował życie, wykładając prawo karne materialne i procesowe na Tajnym Wydziale Prawa UW, prowadził seminaria dla studentów. Sędzia SN Śliwiński otrzymywał informacje o mordach i sądach doraźnych organizowanych przez okupanta. Na wieść o rozstrzelaniu prezesa Sądu Apelacyjnego w Lublinie Bolesława Sekułowicza, wykładowcy KUL ks. Stanisława Bryły i ks. Michała Niechaya, rozpoczął prace nad podręcznikiem i organizacją tajnego nauczania.

Profesor niezłomny

Najważniejsze dla tych bohaterów było zachowanie najwyższych wartości społeczeństwa polskiego, ciągłości i przekazania wiedzy kolejnemu pokoleniu, aby mogło odbudować kraj po wojnie. Ze wspomnień jego studentów jawi się obraz człowieka niezwykle opanowanego i zaangażowanego. Studenci przygotowywali referaty i proponowali rozwiązanie prawne z uzasadnieniem, a kierowana przez profesora dyskusja wykazywała błędy rozumowania, rozbieżności orzecznicze czy niejasności. Była to najlepsza szkoła prawniczego myślenia. Profesor Śliwiński, wspominając czasy wojny, nie mówił o sobie, lecz o studentach: „W czasie nalotu żandarmerii studenci rozbiegli się po różnych piętrach i mieszkaniach, na szczęście tym razem była to rewizja natury handlowej, nie politycznej". Jego opanowanie, jak wspominał Stefan Kalinowski („Studia Iuridica" XXV/1993), świadczyło o dużej odporności psychicznej. Po wojnie profesor Śliwiński wykładał na UW, był sędzią SN, a jego podręcznik, przygotowany w najsurowszych warunkach, był podstawą nauki prawa karnego dla wszystkich pokoleń.

Uczestnicy tajnego nauczania w swoich wspomnieniach zgodnie zauważali, że wykładowcy i nauczyciele traktowali swoją pracę jako ważną i niezbędną służbę społeczną i swój wkład w walkę z okupantem.

Wykład na wsze czasy

Jeden wykład był szczególny. Powinien być odczytany każdemu studentowi prawa. To wykład prof. Józefa Rafacza, prowadzony na tajnych kompletach przy ul. Świętojerskiej w pobliżu getta, przekazany przez Antoniego Symonowicza, spisany w czasopiśmie „Studia Iuridica" XXV/1993: „Dzień był piękny, wiosenny. Pióropusz białego dymu nad miastem wyglądał jakoś niegroźnie, niemal sielankowo. Wrażenie tej sielankowości pierzchło jednak natychmiast, gdy tylko zbliżałem się do placu Krasińskich. Na placu stało małe działko z niemiecką obsługą w hełmach.(...)

Na wykład wszyscy przyszli punktualnie. Każdy wchodził w milczeniu. Normalnie witano się głośno i hałaśliwie, rzucając dowcip czy wiadomość. Tym razem cisza, zupełna cisza.(...) Jest dziekan Rafach, taki sam jak zawsze, wyprostowany, spokojny, może trochę smutniejszy niż zwykle. (...) Profesor Rafacz mówił: obok nas palą się żywi ludzie. Słychać strzały, giną starcy, chorzy, kobiety i dzieci. Są to istoty tworzące wspólnotę najwyższego rzędu, jaką jest ludzkość...

To niespotykane okrucieństwo dzieje się zgodnie z zarządzeniami i przepisami państwa, w którym nauka prawa stoi na wysokim poziomie. Generalny gubernator dr Frank to prawnik, i to prawnik wybitny, prezes Akademii Niemieckiego Prawa. większość wyższych urzędników niemieckiej administracji w Polsce to również prawnicy. Afisze z listami osób niewinnie skazanych też podpisali, między innymi, prawnicy. Po cóż w takim razie uczyć się prawa? Czy to ma w ogóle jakiś sens?

W historii były wypadki palenia zdobytych miast, zarzynania niewinnych i bezbronnych, gwałtów i grabieży. Zwykle jednak dokonywał tego dziki tłum zgłodniałych i spragnionych krwi żołdaków, podnieconych walką, szalonych w chwili akcji. Tutaj mord i palenie żywcem ludzi odbywa się ze spokojem i na zimno, według z góry opracowanych instrukcji, wydanych zarządzeń i przeprowadzonych odpraw. Tu nie ma przygodnego bezprawia. Tu działa zorganizowana maszyna. Maszyna śmierci i zniszczenia.

W tym tkwi sedno sprawy. Ustawa jest ustawą, prawo prawem, a człowiek jest człowiekiem, któremu ono ma służyć. Przepisy stwarzają ramy na ogół formalne. Żywy człowiek wypełnia je swoją treścią. Od żywego człowieka zależy wszystko. Dlatego to dobrze, że wy właśnie dziś uczycie się prawa, ażeby obracać je na dobro ludzi – nie na śmierć, a na obronę słabych i chorych, kobiet i dzieci. Wy, zbrojni wiedzą prawa, będziecie musieli też dopilnować, by ci, którzy dziś prawa używają do pohańbienia i zagłady człowieka, ponieśli karę przepisaną prawem. Na straży każdego prawa musi stać człowiek, bo człowiek jest najważniejszy, a jego prawo do życia jest najwyższym prawem".

Profesor Józef Rafacz zginął w czasie powstania warszawskiego, 3 sierpnia 1944 r., niedaleko domu. Do końca prowadził wykłady i opiekował się swoimi studentami.

Odwaga i zaangażowanie

Mamy swoich prawdziwych bohaterów, to nauczyciele, wykładowcy przekazujący uniwersalne wartości i wiedzę kolejnym pokoleniom.

Nie potrzebujemy bohaterów „chwilowych", jak obecnie czczeni bandyci z lasu czy honorowana brygada kolaborantów. Zbyt wielu mamy teraz prawników zasłaniających się treścią napisanych przez siebie ustaw, dla własnego interesu.

Ci prawnicy, którym postawa profesorów z okresu wojny oraz przepiękne przesłanie z wykładu prof. Rafacza, są bliskie, którzy kierują się swych poczynaniach ochroną słabszych, mniejszości, szacunkiem do prawa, są najlepszymi uczniami. I chociaż czasy nie są wojenne, trzeba wykazać się odwagą i zaangażowaniem, by stać na straży prawa, bo człowiek jest najważniejszy.

Autorka jest sędzią Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA