fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca, emerytury, renty

Grunty przekazane państwu za rentę ciężko odzyskać

Fotorzepa, Jakub Ostałowski
Grunty przekazane w przeszłości państwu w zamian za rentę są obecnie z reguły nie do odzyskania.

Przekonują się o tym spadkobiercy rolników, którzy podważają w sądach ważność takich decyzji.

Z reguły jest o co walczyć. Ceny ziemi, zwłaszcza gdy obecnie są to działki budowlane czy zagospodarowane tereny, są wysokie i nadal pną się w górę. Do sądów administracyjnych napływają więc kolejne skargi.

Sześć hektarów w graniczącej z Warszawą miejscowości Majdan, o dużej obecnie wartości, zostało przejęte wraz z całym gospodarstwem rolnym na własność państwa w 1980 r., decyzją naczelnika gminy Wiązowna. Podstawę prawną stwarzał art. 45 uchylonej już ustawy z 27 października 1977 r. o zaopatrzeniu emerytalnym oraz innych świadczeniach dla rolników i ich rodzin. Jako swój główny cel ustawa wskazywała zastąpienie starzejących się rolników młodymi następcami.

Gospodarstwo rolne można było przekazać następcy umową cywilnoprawną. Gdy jednak ten nie spełniał warunków przejęcia gospodarstwa rolnego albo tego odmówił, na wniosek rolnika gospodarstwo przejmowało państwo w trybie administracyjnym.

We wniosku do Urzędu Gminy Wiązowna Stanisława Z. (dane zmienione) napisała: „Nie posiadam następcy prawnego, gdyż żadne z dzieci nie pracuje w rolnictwie i nie ma uprawnienia do prowadzenia gospodarstwa rolnego".

W 2012 r. córka Stanisławy Z. zakwestionowała przed ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie oraz przed Naczelnym Sądem Administracyjnym prawdziwość tych twierdzeń.

– Gospodarstwo przejęto z rażącym naruszeniem prawa, a wniosek był nieważny, gdyż urzędnikom gminy było wiadomo, że wskutek zaawansowanych zmian miażdżycowych Stanisława Z. nie miała możliwości swobodnego wyrażenia woli – mówiła pełnomocniczka spadkobierczyni adwokat Ewa Sawicka podczas rozprawy w NSA. – Mogła więc podpisać się pod wnioskiem, który jej podyktowano. To umożliwiło przejęcie gruntów. Był też następca, któremu było można przekazać gospodarstwo rolne, gdyż córka Stanisławy Z. miała tytuł kwalifikacyjny w zawodzie „ogrodnik warzywnik".

Minister rolnictwa nie uwzględnił jednak tych argumentów i nie stwierdził nieważności decyzji naczelnika gminy Wiązowna, czego domagała się spadkobierczyni rolniczki. Zwrócił uwagę, iż o nieważności złożonego oświadczenia woli mógł rozstrzygać jedynie sąd powszechny w osobnym postępowaniu. Takiego postępowania nie było. Według ówczesnych przepisów również kwalifikacje rolnicze córki Stanisławy Z. nie wystarczyły do przejęcia gospodarstwa.

Zgodnie z rozporządzeniami Rady Ministrów z 1964 r. oraz z 1977 r. kwalifikacje do prowadzenia gospodarstwa rolnego dawało jedynie ukończenie szkoły rolniczej lub przysposobienia rolniczego. Potwierdził to Sąd Najwyższy w uchwale składu siedmiu sędziów z 1982 r.

W ocenie WSA, a następnie NSA nie doszło więc do rażącego naruszenia ówczesnych przepisów. Gospodarstwo przejęto zgodnie z nimi, z powodu braku następców prawnych spełniających warunki do jego przejęcia, na podstawie wniosku rolniczki. Sędzia NSA Izabella Kulig-Maciszewska przypomniała jeszcze, że w 2001 r. Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie ocenił, iż poprzednie przepisy określające wymogi przejmowania gospodarstw rolnych były zgodne z konstytucją.

Sygn. akt: I OSK 33/14

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA