fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Chiny wypływają na oceany

Chiński lotniskowiec „Liaoning” w drodze na Pacyfik.
AFP
USA próbują umocnić sojusz przeciw Pekinowi państw leżących nad Pacyfikiem.

Japoński premier Shinzo Abe złożył kwiaty w amerykańskiej bazie w Pearl Harbor, przed pomnikiem upamiętniającym marynarzy pancernika „Arizona" zatopionego przez japońskie samoloty 7 grudnia 1941 roku.

– Wraz z wcześniejszą, majową wizytą prezydenta Obamy w Hiroszimie stanowi symboliczne zamknięcie rozdziału związanego z drugą wojną światową na Pacyfiku – zauważył jeden z australijskich komentatorów.

Z kim

Teraz Tokio i Waszyngton starają się wzmocnić swój sojusz w obliczu rosnącej potęgi Pekinu i wojskowego zagrożenia ze strony Korei Północnej. „Obama nie wygłosił żadnych przeprosin w Hiroszimie, ale za to podkreślał tam wagę współpracy amerykańsko-japońskiej i konieczność uniknięcia błędów przeszłości" – pisze prasa z Singapuru. Abe również nie przeprosił za atak, ale także mówił o ścisłej współpracy.

Problemem dla Tokio i Waszyngtonu jest ciągłość amerykańskiej polityki zagranicznej. Premier Abe, jak się zdaje, jest ostatnim przywódcą zagranicznym, z którym spotkał się Barack Obama jako prezydent USA. Ale ustępujący amerykański przywódca wraz z prezydentem Xi Jinpingiem podkreślali, że to stosunki amerykańsko-chińskie są najważniejsze dla przyszłości świata.

Jednak Japończyk był też pierwszym zagranicznym liderem, którego przyjął prezydent elekt Donald Trump. On tymczasem uważa, że stosunki z Chinami są najważniejsze tylko dla dobrobytu USA, a nieuczciwa konkurencja ze strony chińskiej gospodarki jest głównym powodem ekonomicznych kłopotów Ameryki. Sądząc z jego wypowiedzi, Waszyngton podczas jego prezydentury będzie prowadził wobec Chin znacznie ostrzejszą politykę niż za czasów poprzednika. „Jego prezydentura to nie będą czasy bussines as usual" – ostrzega Bonnie Glaser, ekspert CSIS z Waszyngtonu.

Poza problemami gospodarczymi Pekin i Waszyngton podzieliła chińska ekspansja na Morzu Południowochińskim. Pekin ogłosił prawie cały akwen swoimi wodami terytorialnymi, rozpoczynając spór najpierw z pięcioma państwami leżącymi nad tym morzem, a potem i z USA. Teraz jeszcze do listy problemów Donald Trump dodał nagle podważenie zasady „jednych Chin", której przyjęcie przez USA w 1979 roku stało się fundamentem stosunków amerykańsko-chińskich. Jednocześnie jednak w kampanii wyborczej żądał od Japonii, by więcej płaciła na swą obronę i za amerykańską ochronę.

Tokio już powoli przygotowuje się do zbliżającej się konfrontacji amerykańsko-chińskiej. W zeszłym tygodniu japoński parlament zatwierdził największy w powojennej historii budżet wojskowy. Wydatki na armię rosną czwarty rok z rzędu. Obecnie Japończycy zamierzają tworzyć system antyrakietowy dla obrony przed ewentualnym atakiem ze strony Korei Północnej oraz budować nowoczesne okręty podwodne, by móc przeciwstawić się rosnącej sile chińskiej marynarki wojennej.

Przeciw komu

Tymczasem chińska armia zaczęła demonstrować swe muskuły. Na otwarty ocean – poza archipelagi wysp oddzielające Chiny od Pacyfiku – wypłynął jedyny chiński lotniskowiec „Liaoning".

„Rolą okrętu (...) jest również sprawdzenie swej siły geopolitycznej oraz odpowiedzi, jakiej na to udzielą główne mocarstwa świata. Lotniskowiec jest narzędziem strategicznym, który ma pokazać światu potęgę Chin. (...) Chińskie interesy są związane głównie z rejonami przybrzeżnymi, ale lotniskowce muszą sięgnąć daleko poza ten obszar. Rywalizacja musi się przenieść na odleglejsze rejony, by zmniejszyć (zagraniczny) nacisk na chińską strefę (interesów)" – napisał wprost chiński państwowy dziennik „Global Times".

Pekin zapowiedział stworzenie całej floty zbudowanych u siebie lotniskowców („Liaoning" to nieukończony radziecki lotniskowiec sprzedany Chinom). „Gdy flota będzie zdolna osiągać rejony istotnych interesów USA, całkowicie zmieni się sytuacja, w której Ameryka wywiera jednostronny nacisk na Chiny" – dodał „Global Times". Amerykańscy eksperci nie sądzą, by Pekinowi łatwo udało się stworzyć taką flotę zdolną okazywać chińską potęgę na oceanach. „Bez doświadczonych załóg statków i specjalnie wyszkolonych lotników, budując wszystko od podstaw, w oparciu o żołnierzy dwuletniej służby zasadniczej" – wyraził te wątpliwości Carl Schuster w CNN.

Ale rejs wywołał zaniepokojenie chińskich sąsiadów. – Zagrożenie ze strony wrogów wzrasta z dnia na dzień – ostrzegł premier Tajwanu Lin Chuan. Korea Południowa, Japonia, Tajwan, Malezja już dziś znajdują się wśród potencjalnych amerykańskich sojuszników w starciu z Chinami. Mogą też skutecznie zablokować dostęp chińskiej flocie do oceanów. Głównym aliantem pozostanie jednak Japonia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA