fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

80 tys. kontroli umów

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Inspekcja pracy wielką akcją wesprze rząd w walce z tzw. śmieciówkami.

Główna Inspekcja Pracy ogłosiła plan swoich działań na najbliższe dwa lata. Z informacji przedstawionych na ostatnim posiedzeniu Rady Ochrony Pracy wynika, że w przyszłym roku inspektorzy będą sprawdzać szczególnie umowy-zlecenia i umowy o dzieło.

„S": najwyższa pora

Inspekcja zakłada, że w 2016 r. przeprowadzi ok. 80 tys. kontroli. Na pierwszy ogień pójdzie budownictwo. Tę branżę czekają kontrole w przyszłym roku. W kolejnym PIP sprawdzi gastronomię i hotelarstwo, a w 2018 r. agencje ochrony osób i mienia. – To branże szczególnie zagrożone naruszeniami prawa w tym zakresie – tłumaczyła na posiedzeniu Rady Iwona Hickiewicz, główny inspektor pracy.

PIP będzie też kontrolować, czy zakłady pracy przestrzegają znowelizowanych przepisów o umowach terminowych, które wejdą w życie 22 lutego przyszłego roku.

Z niepełnych jeszcze danych inspekcji za 2015 r. wynika, że obecnie co czwarta umowa-zlecenie, którą sprawdzali kontrolerzy, powinna być etatem. Dlaczego? Bo wykonywana była zazwyczaj w siedzibie pracodawcy, pod jego nadzorem i w czasie przez niego wyznaczonym. W ubiegłym roku inspektorzy zakwestionowali co piątą umowę cywilnoprawną.

– Najwyższa pora na walkę ze śmieciówkami. Szkoda tylko, że inspekcja zabiera się to tego dopiero teraz, skoro pracownicy z nadużywaniem umów śmieciowych muszą sobie radzić już z dziesięć lat – komentuje Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność".

Inicjatywę inspekcji popierają także przedsiębiorcy. – Nadużywanie umów cywilnoprawnych szkodzi uczciwym pracodawcom. Ci, którzy zatrudniają zgodnie z prawem, płacą składki i podatki, nie mają szans konkurować z tymi, którzy stosują nieuczciwe praktyki – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wylicza, że przedsiębiorcy zatrudniający na etaty są dokładnie dwa razy drożsi niż ci zatrudniający na umowę-zlecenie. – Nie mają więc szans wygrać żadnego przetargu – dodaje.

Lewiatan: co z elastycznością

Tyle że nie wiadomo, czy kontrole coś zmienią. Inspektor pracy może nakładać mandaty w wysokości 1–2 tys. zł, a kiedy stwierdzi, że w firmie doszło do nadużyć, może jedynie wnioskować do pracodawcy, by zmienił tę umowę na etat. Pracodawca zaś może się do tego wniosku nie przychylić albo zapłacić mandat. Zwykle opłaca mu się to drugie rozwiązanie.

– Brakuje współpracy między inspekcją pracy a ZUS czy skarbówką. Przecież gdy ktoś zatrudnia na śmieciówce, to traci na tym także budżet państwa. Dlaczego inspekcja nie powiadamia o stwierdzonym fakcie policji skarbowej, która ma lepsze narzędzia wywierania presji na przedsiębiorców? – pyta rzecznik „S".

Kontrole to tylko jedne z działań przeciwko tzw. umowom śmieciowym. Walkę z patologiami na rynku pracy zapowiada także rząd. Resort pracy przygotowuje projekt ustawy o podwyższeniu stawki godzinowej do 12 zł w przypadku zatrudnienia na umowę-zlecenie. To więcej, niż wynosi minimalna kwota, którą trzeba zapłacić etatowemu pracownikowi. Ma to być zachęta do zatrudniania na podstawie umowy o pracę.

Jeremi Mordasewicz zwraca uwagę, że nadużywanie umów-zleceń to nie tylko sprawa pieniędzy. Przypomina, że firmy nie są w stanie zapewnić ciągłości pracy, bo nie zawsze mają tyle samo zleceń, muszą więc mieć możliwość elastycznego reagowania.

– Ale nie zawsze prawo na to pozwala – tłumaczy ekspert Lewiatana. – Finał jest więc taki, że zwykle starsi wiekiem i stażem pracownicy mają maksymalną ochronę i długie okresy wypowiedzenia, a młodzi mniej korzystne umowy i żadnej ochrony. Powinno się dać pracownikom większą ochronę, ale pracodawcom możliwość łatwiejszego rozwiązywania umów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA