fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Nord Stream: Tylko Dania nie boi się Rosji

Dzięki Nord Stream 2 aż 80 proc. rosyjskiego gazu do Unii byłoby pompowane pod Bałtykiem
materiały prasowe
Kopenhaga poważnie rozważa blokadę Nord Stream 2. Reszta zachodniej Europy nie odważy się postawić Putinowi.

Decyzja zapadnie zaraz po wejściu w życie 1 stycznia ustawy, która umożliwia wydanie zakazu budowy gazociągu ze względów bezpieczeństwa, a nie tylko z uwagi na ochronę środowiska. Duński parlament uchwalił ją w miniony czwartek. Teoretycznie nowe prawo zakłada, że ostatnie słowo będzie miał minister spraw zagranicznych Anders Samuelsen. Sprawa jest jednak tak dużej wagi, że w praktyce rozstrzygnięcie należy do konserwatywnego premiera Larsa Lokke Rasmussena.

– Dania znalazła się pod ogromną presją. Niedawno do Kopenhagi przyjechała delegacja amerykańskiego rządu, aby przekonać Rasmussena do zablokowania Nord Stream 2. Tego samego oczekuje od nas Polska i kraje bałtyckie. Ale jednocześnie Niemcy, Wielka Brytania i Francja chcą, aby projekt był kontynuowany. Szanse, że premier zablokuje projekt, oceniam dziś na 50 proc. – mówi „Rz" Hans Mouritzen, specjalista ds. bezpieczeństwa w Duńskim Instytucie Spraw Międzynarodowych DIIS.

Ustawa duńskiego parlamentu już jednak wywołała wściekłość Kremla. Rzecznik Gazpromu, który jest głównym udziałowcem spółki budującej wart blisko 20 mld dol. gazociąg, przyznał, że „z powodu niestabilnej sytuacji politycznej w Danii" koncern „podjął prace nad możliwością alternatywnego przebiegu inwestycji". Zgodę na budowę rurociągu muszą jeszcze wydać Szwedzi i Finowie. Oba kraje analizują jednak projekt tylko pod kątem wpływu na środowisko. Dlatego jest mało prawdopodobne, aby decyzja była negatywna. – Tu nie ma żadnej solidarności między krajami skandynawskimi – uważa Mouritzen.

Pierwotnie odcinek o długości 130 km Nord Stream 2 miał przebiegać przez ekskluzywną strefę ekonomiczną Danii na Bałtyku. Gdyby to nie było możliwe, rura musiałaby zostać położona dużo bardziej na południe od Bornholmu. To nie tylko dużo dłuższa trasa, ale także obszar, gdzie morze jest o wiele głębsze. W takim przypadku duńskie firmy straciłyby jednak kontrakty warte setki milionów dolarów na rzecz spółki budującej gazociąg.

Dania i bez Nord Stream 2 ostatnio mocno naraża się Kremlowi. Lewica i konserwatyści właśnie podjęli decyzję o podwyższeniu wydatków na obronę z 1,1 do 1,4 proc. PKB. Chcieli w ten sposób wyjść naprzeciw oczekiwaniom Donalda Trumpa, przyczynić się do wzmocnienia NATO. Ale na tym nie koniec. Teraz Rasmussen musi rozstrzygnąć, czy duńskie okręty będą wyposażone w elementy amerykańskiej tarczy rakietowej, do której należy także m.in. budowana w Redzikowie wyrzutnia.

– Dla premiera podjęcia w jednym czasie dwóch decyzji, którym przeciwna jest Rosja, to bardzo duże wyzwanie – przyznaje Mouritzen. – Dania miała nadzieję, że warunki budowy Nord Stream 2 będzie w imieniu całej Unii negocjowała Komisja Europejska. Pod naciskiem Niemiec tak jednak się nie stało, zostaliśmy osamotnieni – dodaje ekspert DIIS.

W listopadzie Komisja Europejska zaproponowała, aby przepisy obowiązujące na unijnym rynku energii objęły także podmorskie rurociągi dostarczające gaz do krajów Wspólnoty. W takim przypadku Nord Stream 2 nie byłby zgodny z unijnymi regulacjami, bo Gazprom jest w tym projekcie zarówno dostawcą surowca, jak i właścicielem infrastruktury przesyłowej. Tyle że szanse, iż Rada UE zatwierdzi takie rozwiązanie, są niewielkie.

Dania ma jednak potężnego sojusznika w walce z Nord Stream 2: Amerykę. Przed przyjazdem we wtorek do Europy sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że jest przeciwny projektowi, bo Kreml wykorzystuje dostawy energii, aby dzielić Zachód.

– Administracja Donalda Trumpa jest przeciwna budowie tego gazociągu – mówi „Rz" Daniel Fried, który niedawno w Departamencie Stanu odpowiadał za sankcję wobec Rosji.

Ku oburzeniu Niemiec Senat USA przyjął ustawę, która nakłada sankcje na zachodnie koncerny biorące udział w budowie Nord Stream 2. Uchwała musi zostać jednak jeszcze zatwierdzona przez Izbę Reprezentantów i Biały Dom. Połowę inwestycji finansuje francuski Engie, austriacki OMV, holendersko-brytyjski Royal Dutch Shell oraz niemieckie Uniper i Wintershall. Resztę kosztów przejął Gazprom.

Już teraz Rosja zapewnia 34 proc. gazu używanego przez Unię. Nord Stream 2, który ma być gotowy pod koniec 2019 r., będzie mógł dostarczyć 80 proc. rosyjskiego surowca dla zjednoczonej Europy. Wówczas Rosjanie całkowicie przerwą przesył gazu przez Ukrainę i częściowo przez Polskę.

– Dania słusznie ma obawy przed Nord Stream 2, bo to rosyjski projekt polityczny, zagrożenie dla europejskiego bezpieczeństwa, zniweczenie wszystkiego, co Europa zrobiła dla bezpieczeństwa energetycznego – uważa Anders Fogh Rasmussen, były szef NATO.

Angela Merkel podtrzymuje jednak, że projekt ma charakter czysto biznesowy – zapewni stabilne i tanie źródło energii, gdy wyczerpują się zasoby gazu pod Morzem Północnym. Amerykanie chcą jednak zwiększyć dostawy skroplonego gazu do Europy, którego mają pod dostatkiem dzięki rewolucji łupkowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA