fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy przekonują, że Ameryka jeszcze nie porzuciła NATO

Mike Pompeo i Jens Stoltenberg
AFP
Emmanuel Macron uważa, że Europa nie może dłużej liczyć na gwarancje bezpieczeństwa Waszyngtonu. Dla Niemców to przedwczesny wniosek.

Nowym polem walki dla NATO będzie przestrzeń kosmiczna. Sojusz zajmie się także monitorowaniem potencjału wojskowego Chin, kraju z największym po USA budżetem wojskowym (250 mld USD w ub.r.) na świecie. Decyzje podjęte na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych sojuszu na początku tego tygodnia mają spowodować, że w oczach Donalda Trumpa sojusz stanie się bardziej użyteczny, bardziej atrakcyjny.

Amerykański prezydent, który 3 grudnia weźmie udział w szczycie przywódców NATO w Londynie, zaraz po objęciu władzy uznał, że pakt jest „przeżytkiem". Ale w Berlinie uznano, że to na razie tylko deklaracje, za którymi nie musi wcale iść zmiana polityki. Tym bardziej że perspektywa reelekcji Trumpa w przyszłym roku pozostaje kwestią absolutnie otwartą.

– Emmanuel Macron zachowuje się jak analityk i nie rozumie, że jego słowa jako prezydenta mają konsekwencje, przybliżają spełnienie scenariuszy, które nie są pożądane – mówi „Rzeczpospolitej" Thomas Kleine-Brockhoff, dyrektor berlińskiego biura German Marshall Fund.

– Ale nawet na poziomie analitycznym prezydent myli zmiany strukturalne w polityce amerykańskiej z cyklicznymi. Uważa, że NATO nie ma przyszłości, i woli uczestniczyć w budowie czegoś nowego zamiast brać udział w agonii starych struktur. Tylko że działania Trumpa, który przecenia siłę Ameryki na świecie, lekceważy korzyści dla USA ze wsparcia sojuszników i nie docenia obiektywnej siły swoich przeciwników, okażą się kosztowne i nieskuteczne dla Stanów Zjednoczonych. Widać to już jasno choćby w Syrii, na Bliskim Wschodzie. Dlatego istnieje spora szansa, że Waszyngton wróci do tradycyjnej polityki atlantyckiej, bo jest ona po prostu dla Amerykanów bardziej efektywna – mówi Thomas Kleine-Brockhoff.

W środę szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas zaproponował powołanie grupy ekspertów pod kierunkiem sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga, która opracuje nową strategię sojuszu. Po części chodzi o uniknięcie w przyszłości sytuacji, jaka właśnie zdarzyła się na Bliskim Wschodzie: bez konsultacji z innymi członkami NATO Stany Zjednoczone porzuciły kurdyjskich sojuszników w Syrii, zaś Turcja przystąpiła do ataku na ich pozycje.

Ale jednocześnie w przeciwieństwie do Macrona Berlin nie uważa, aby to stawiało pod znakiem zapytania dalszą przynależność Ankary do NATO.

– Leży w naszym interesie, aby Turcja, która jest kluczowym partnerem w ramach sojuszu atlantyckiego, nie oddalała się od Europy – powiedział Heiko Maas.

Zdaniem polskich źródeł dyplomatycznych natychmiastowa reakcja Niemiec na deklaracje Macrona podważające sens istnienia NATO jest bardzo cenna. Odkładanie tej kwestii poza szczyt przywódców sojuszu w Londynie na początku grudnia jeszcze bardziej pogłębiłoby kryzys wywołany przez Paryż. Jednak zdaniem Warszawy zwieńczenie prac nad nową doktryną strategiczną paktu przed rozstrzygnięciem wyborów prezydenckich w USA jesienią przyszłego roku nie ma sensu. Zwycięstwo demokratów może zasadniczo zmienić kierunku amerykańskiej polityki zagranicznej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA