fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Brexit: Opozycja chce uniknąć chaosu

shutterstock
Jeremy Corbyn zamierza stanąć na czele tymczasowego rządu, żeby nie dopuścić do bezumownego brexitu.

Lider brytyjskiej Partii Pracy zamierza zgłosić wniosek o wotum nieufności wobec rządu i jego premiera Borisa Johnsona. Jeśli zostałby przyjęty, to Jeremy Corbyn stanąłby na czele tymczasowego gabinetu. Do poparcia swojego planu wezwał całą opozycję i tę część Partii Konserwatywnej, która sprzeciwia się strategii bezumownego brexitu forsowanej przez Borisa Johnsona.

– Jeśli na poważnie chcecie zatrzymać bezumowny brexit, to poprzyjcie mój wniosek o wotum nieufności, żeby powstrzymać ten rząd przed zaprowadzeniem nas na skraj urwiska 31 października – powiedział w poniedziałek Corbyn.

Rząd Borisa Johnsona ma większość wynoszącą tylko jeden głos. I forsuje niezmiennie swoją strategię: albo UE zmieni poważnie wynegocjowane porozumienie o wyjściu z UE, albo też Wielka Brytania opuści Unię bez umowy 31 października.

Pod koniec tygodnia nowy brytyjski premier po raz pierwszy będzie rozmawiał z europejskimi liderami Angelą Merkel i Emmanuelem Macronem. – Widzieli, jak Izba Gmin trzykrotnie odrzuciła porozumienie o wyjściu, widzą, że backstop nie działa, jest niedemokratyczny – mówił Johnson. Po drugiej stronie jednak nie widać żadnego sygnału o zmianie stanowiska. Przede wszystkim dlatego, że nie chce tego Irlandia, a UE nie może potraktować lepiej państwa trzeciego, jakim już w praktyce staje się Wielka Brytania, niż państwa członkowskiego. Dublin nie zgadza się na zmianę dotyczącą tzw. backstopu, czyli mechanizmu, która ma zapewnić nieskrępowany przepływ towarów przez granicę między Irlandią (zostaje w UE) i Irlandią Północną (jako część Wielkiej Brytanii opuszcza UE) już po brexicie, na cały okres przed podpisaniem nowej umowy z Wielką Brytanią.

Bruksela uważa, że to jedyny sposób na zapobieżenie powrotu twardej granicy na wyspie irlandzkiej i ewentualnej wojny domowej. Londyn się sprzeciwia, bo uważa, że wiąże mu to ręce w negocjacjach przyszłej umowy.

W razie chaotycznego brexitu Wielkiej Brytanii mogą grozić braki w zaopatrzeniu w leki, żywność i paliwo – takie wnioski z raportu przygotowanego przez rząd w ramach operacji „Trznadel" ujawnił „The Sunday Times". Bruksela nie komentuje tych przecieków, ale potwierdza, że skutki będą poważne.

– Nie będzie żadnego okresu przejściowego, który był przewidywany w umowie o wyjściu. To oczywiście spowoduje znaczące utrudnienia, zarówno dla obywateli, jak i dla firm. I będzie miało poważne negatywne skutki gospodarcze. Proporcjonalnie będą one znacznie większe dla Wielkiej Brytanii niż dla UE – powiedziała Natasha Bertaud, rzeczniczka Komisji Europejskiej.

Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker w wywiadzie sprzed dziesięciu dni stwierdził, że jeśli dojdzie to bezumownego brexitu, to wielkimi przegranymi będą Brytyjczycy. UE przygotowuje się na taki scenariusz od wielu miesięcy. Sama Bruksela poprzez legislację, którą proponuje państwom członkowskim, i porady, co robić w poszczególnych dziedzinach życia. W praktyce przygotowaniami zarządzają poszczególne państwa członkowskie. Zaangażowane są w różnym stopniu, w zależności od skali wystawienia na brexit, co z kolei jest funkcją odległości od Wielkiej Brytanii i wielkości wymiany handlowej.

Polska jest wśród krajów, które ucierpią najmniej. Na drugim końcu skali jest Irlandia, a za nią Luksemburg, Holandia, Dania, Belgia i Szwecja. To według najpełniejszej i najbardziej dokładnej analizy sporządzonej przez Fundację Bertelsmanna. Według tego raportu w razie twardego brexitu (to lepsza wersja brexitu bezumownego) Wielka Brytania straci 57 mld euro rocznie, czyli 873 euro na mieszkańca. A Irlandia 3,4 mld euro, czyli 726 euro na mieszkańca. Straty Polski wyniosłyby miliard euro rocznie, czyli 28 euro na mieszkańca.

Polska mogłaby być bardziej wystawiona na skutki bezumownego brexitu ze względu na fakt, że na Wyspach mieszka blisko milion naszych obywateli. Ale Londyn zapowiedział, że niezależnie od tego, jak nastąpi brexit, prawa unijnych rezydentów będą honorowane. Jedyna różnica w porównaniu z umową o wyjściu jest taka, że gwarantowane są prawa tych przybyłych do Wielkiej Brytanii przed brexitem, czyli przed 31 października 2019 roku. Tymczasem umowa przewidywała gwarancje dla tych przybyłych też w okresie przejściowym, czyli do końca 2020 roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA