fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosja już mogła być w Grodnie

AFP
Gdyby Mińsk w 2019 roku zgodził się na warunki Moskwy, Polska zamiast Białorusi graniczyłaby już z Federacją Rosyjską.

Białorusko-rosyjskie negocjacje dotyczące „głębszej integracji" w ramach powołanego jeszcze w 1999 roku Państwa Związkowego Białorusi i Rosji (ZBiR) rozpoczęły się pod koniec 2018 roku. Temat był wielokrotnie opisywany w „Rzeczpospolitej", a białoruscy niezależni analitycy od początku ostrzegali, że stawką jest niepodległość kraju. Mieli rację. We wtorek ambasador Białorusi w Moskwie Uładzimir Siamaszka zdradził szczegóły. W lutym 2019 roku Mińsk dostał propozycję z Moskwy, z której wynikało, że „95 proc. uprawnień państwowych Białoruś przekazałaby do ponadnarodowych organów władzy", które miały powstać w ramach ZBiR.

– Powiedziałem prezydentowi, że to oznaczałoby całkowite podniesienie rąk do góry – relacjonował Siamaszka swoją ówczesną rozmowę z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką, cytowany przez Biełta. – Trzeba było oddać najważniejsze uprawnienia (chodzi o ponadpaństwowe organy władzy – red.). Pozostałoby tyle, że u nas byłaby milicja, a tam policja – tłumaczył.

Wszystko wskazuje na to, że nie chodziło tylko o przyjęcie przez Białoruś rosyjskiego rubla, ale Siamaszka szczegółów nie zdradza. Na pytanie „Rzeczpospolitej" białoruskie MSZ nie odpowiedziało, milczy też służba prasowa Łukaszenki.

Co ciekawe, wypowiedzi Siamaszki padły następnego dnia po wizycie Aleksandra Łukaszenki w Rosji. – To nie jest przypadek, ponieważ obecność Łukaszenki na paradzie w Moskwie 24 czerwca oraz kolejny wyjazd do Rosji 30 czerwca skończyły się niczym. Moskwa nie chce rozmawiać – mówi „Rzeczpospolitej" Jurij Caryk, politolog z mińskiego Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej, były analityk w administracji Łukaszenki. – Tam uważają, że całkowicie kontrolują sytuację na Białorusi i są w stanie docisnąć Mińsk w kwestii „integracji" – dodaje.

Łukaszenko wielokrotnie sugerował, że to Rosja ingeruje w tegoroczne wybory prezydenckie na Białorusi. Zapowiadał nawet, że porozmawia o tym Putinem podczas ostatniej wizyty w Rżewie 30 czerwca. Powrócił na Białoruś, komunikatu lub komentarza o przebiegu wizyty brak. Wcześniej wsadził za kraty swojego czołowego przeciwnika w tegorocznych wyborach prezydenckich. Tym razem jest nim były prezes Biełgazprombanku (należy do Gazpromu) Wiktar Babaryka. Oficjalnie Moskwa nie zareagowała na jego areszt. Kreml pozostawił też bez komentarza wypowiedź innego rywala Łukaszenki Waleryja Cepkały, który liczy na to, że „Rosja zajmie stanowisko" wobec wydarzeń w jego kraju.

– Moskwa nie będzie ingerowała w proces wyborczy, bo na Zachodzie tylko na to czekają. Ale czy uzna wynik wyborów? Łukaszenko ma bardzo niskie poparcie, będzie musiał tłumić społeczeństwo i używać siły – mówi „Rzeczpospolitej" Andriej Suzdalcew, sympatyzujący z Kremlem politolog z prestiżowej Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie. – Rosja bez wątpienie poprze naród Białorusi. Przypomnijmy 2018 rok w Armenii, mieliśmy świetne relacje z ówczesnym prezydentem Serżem Sarkisjanem. Ale gdy Ormianie wyszli na ulice, Rosja poparła wybór narodu Armenii – sugeruje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA