fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Medialny problem Putina

Moskiewska policja zatrzymuje uczestników środowego protestu
AFP
Podrzucone dziennikarzowi narkotyki wywołały protesty. Największa afera w MSW Rosji od 15 lat.

W środę funkcjonariusze policji brutalnie stłumili protest w Moskwie. Ponad 400 osób zatrzymano, w tym wielu dziennikarzy. Oprócz dziennikarzy stacji telewizyjnej Dożd, dzienników „Kommersant",„Nowej Gaziety", radia Echa Moskwy i portalu „Meduza" zatrzymali również dziennikarzy Reutersa oraz współpracownika niemieckiego tygodnika „Der Spiegel". Jeden z inicjatorów protestu, dziennikarz Jewgienij Berg, został zatrzymany w trakcie rozmowy telefonicznej z zastępcą mera Moskwy Aleksandrem Gorbenką. Zadzwonił do niego, by zapytać, z jakiego powodu policja masowo zatrzymuje uczestników pokojowego protestu.

Większość protestujących miała koszule z napisem „Ja, My, Iwan Gołunow". Chodzi o dziennikarza śledczego, którego uratowała solidarność rosyjskich mediów. Funkcjonariusze MSW podrzucili mu narkotyki i groziło mu, że spędzi w łagrze nawet 20 lat.

Kokaina w plecaku

Gołunow miał łzy w oczach, gdy wyszedł na wolność we wtorek wieczorem i został powitany przez tłum moskiewskich i zagranicznych kolegów po fachu. Od tygodnia jest większą gwiazdą w rosyjskich mediach niż prezydent Władimir Putin. Funkcjonariusze MSW zatrzymali go w czwartek, został pobity, aresztowany i oskarżony o handel narkotykami. Nikt w to nie uwierzył.

Już w poniedziałek najważniejsze dzienniki: „Kommiersant", „Wiedomosti" i „RBK" zamieściły czołówki „Ja, My, Iwan Gołunow". Czegoś takiego jeszcze nie było w historii współczesnej Rosji. Sprawa zaczęła się sypać, gdy MSW Moskwy opublikowało zdjęcia narkotyków z mieszkania Gołunowa. Okazało się, że na zdjęciach widnieje mieszkanie kogoś innego. Podczas zatrzymania w plecaku dziennikarza „znaleziono" pięć woreczków z „białą substancją", ale na jego rękach nie znaleziono żadnych śladów narkotyków. W sądzie Gołunow oświadczył, że jest prześladowany z powodu jednego z ostatnich reportaży, w którym opisywał wojnę o biznes pogrzebowy w Rosji, którą toczą między sobą służby, kryminaliści i politycy.

– Mamy dowody, że funkcjonariusze MSW podrzucili Iwanowi narkotyki – mówiła w poniedziałek „Rzeczpospolitej" adwokat Gołunowa Olga Dinze z moskiewskiego centrum obrony praw człowieka Agora.

We wtorek wieczorem szef MSW Władimir Kołokolcew oświadczył, że dziennikarz jest niewinny. Funkcjonariuszy, którzy go zatrzymali, „usunięto ze służby", a ich działaniom ma przyjrzeć się Komitet Śledczy. Kołokolcew zwrócił się też do prezydenta Władimira Putina z wnioskiem o dymisję dwóch generałów MSW: jednego z szefów MSW Moskwy Andrieja Puczkowa i szefa stołecznego departamentu ds. walki z przestępstwami narkotykowymi Jurija Diewiatkina.

Szef rosyjskiego MSW powołał się na badania kryminalistyczne, biologiczne, daktyloskopijne i genetyczne, z których wynika, że dziennikarz nie miał żadnej styczności z narkotykami, które znaleziono w jego plecaku i mieszkaniu. Jak więc tam się znalazły?

Wilkołaki w pagonach

Z pewnością sprawa Gołunowa jest największą aferą w MSW, która miała miejsce w najnowszej historii Rosji. Znany rosyjski politolog Aleksiej Makarkin przypomina inną aferę sprzed piętnastu lat, nazywaną w mediach aferą „wilkołaków w pagonach". Chodziło o wysokiej rangi oficerów MSW, którzy w pierwszej dekadzie XXI wieku działali w układzie z rosyjskimi środowiskami kryminalnymi. Szantażowali i wymuszali pieniądze od przedsiębiorców, podrzucali narkotyki i broń, fałszowali dokumenty. Kryminaliści pomagali im nawet poprawiać statystyki wykrywalności, wskazując przypadkowych „sprawców". Do dzisiaj nikt nie policzył, ile niewinnych osób trafiło wtedy za kraty. Wiadomo jedynie, że ponad 700 funkcjonariuszy MSW w Moskwie zostało zawieszonych i musieli ponownie przejść „weryfikację".

– Wtedy tłumaczono, że „wilkołaki w pagonach" to pozostałości lat 90. Wszystko, co się działo złego w Rosji za rządów Putina, próbowano powiązać z czasami przed jego rządami. Teraz to się nie uda, sprawa Gołunowa dzieje się we współczesnym MSW, to dzisiejsze zasady gry. Była przecież wielka reforma prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, gdy milicja stała się policją, prawo miało być ponad wszystkim. Teraz mamy podsumowanie tej reformy – mówi „Rzeczpospolitej" Makarkin. – Gdyby dziennikarze nie stanęli murem w obronie Gołunowa, poszedłby siedzieć. Burza w mediach uświadomiła części elit politycznych, że jutro mogą się znaleźć na miejscu tego dziennikarza – dodaje.

Sprawiedliwy car

Protest w Moskwie w sprawie Gołunowa to już kolejny głośny protest, który miał miejsce w Rosji w ostatnim czasie. Niedawno mieszkańcy Jekaterynburgu protestowali nawet nocą w obronie miejscowego parku, który miał zostać wycięty, bo w tym miejscu władze wspólnie z Rosyjską Cerkwią Prawosławną postanowiły wybudować świątynię. Do protestujących skierowano OMON, dziesiątki zatrzymanych i pobitych, ale to nic z tego. Protest robił się coraz liczniejszy, aż musiał interweniować Putin. W konsekwencji lokalne władze stwierdziły, że cerkiew zostanie zbudowana w innym uzgodnionym z mieszkańcami miejscu. Tym razem rosyjski przywódca również wchodzi w rolę „sprawiedliwego cara", zwłaszcza w obliczu malejącego poparcia w sondażach.

– Mówi się, że to Putin wydał rozkaz uwolnienia Gołunowa i przeprowadzenia wszystkich badań. Duże znaczenia miało to, że afera Gołunowa wybuchła tuż przed zakończeniem Międzynarodowego Forum Gospodarczego w Petersburgu i odwróciła uwagę mediów. To była niekomfortowa sytuacja – twierdzi Makarkin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA