fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Minister spraw zagranicznych Mołdawii Andrei Galbur: Głosuj na mnie, twoje jabłka pojadą do Rosji

Andrei Galbur
materiały prasowe
Powoli odbudowujemy zaufanie do integracji z Unią – mówi minister spraw zagranicznych Mołdawii Andrei Galbur.

Za ile lat Mołdawia będzie członkiem Unii Europejskiej ?

- Nie sądzę, by ktokolwiek  mógł odpowiedzieć na to pytanie. Z powodu dwóch grup czynników. Pierwsza dotyczy wewnętrznej sytuacji w samej Unii. Po Brexicie i na skutek zwiększającego się wpływu polityków-eurosceptyków w UE zaczęto okazywać pewne zmęczenie procesem rozszerzenia. Słychać rzecz jasna w Europie głosy cały czas wspierające ten proces, przede wszystkim ze strony „Wyszehradzkiej Czwórki” (w tym, rzecz jasna Polski). Bardzo jasno zostało to wyrażone podczas warszawskiego spotkania „Wyszehradu” i państw należących do Partnerstwa Wschodniego.

Ale z części europejskich stolic słyszymy, że należy poczekać aż pojawi się  właściwa atmosfera.

Druga grupa to problemy wewnętrzne naszego kraju, na ile my sami gotowi bylibyśmy wejść w europejskie drzwi, gdyby nagle, jutro otworzyły się przed nami.

A my znajdujemy się w trakcie wprowadzania proeuropejskich reform, przy czym bardziej na zależy na ich jakości niż szybkości przeprowadzenia. Robimy je zgodnie z umową stowarzyszeniową z UE z lipca 2016 roku, ale w końcu one są nie dla Brukseli, tylko dla nas. Obywatele powinni lepiej poczuć się w swoim własnym kraju. A poza tym, powinniśmy zrobić wszystko by Unia nie mogła nam odmówić przyjęcia.

Ilu obywateli Mołdawii wyjechało do pracy Rosji ?

- Dwa lata temu byłem ambasadorem w Moskwie i wtedy bardzo dokładnie to sprawdzaliśmy. Około 300 tysięcy Mołdawian przebywa na stałe w Rosji. Co nie znaczy, że wszyscy tam pracują – znaczną część stanowi młodzież który wyjechała by się uczyć.

Ale do strefy Schengen wyjechało około jednego miliona Mołdawian – choć to nie znaczy, że pojechali tam do pracy.

Czy proeuropejski kurs Kiszyniowa nie doprowadzi do konfliktu w samej Mołdawii: wewnętrznego lub z udziałem zewnętrznego interwenta – jak na Ukrainie?

- To scenariusz skrajny. Kurs w stronę Europy nie koliduje z rozwijaniem dobrych stosunków z Rosją. To znaczy – my nie widzimy takiej sprzeczności.

Tylko co na to Rosja ?

- Rosja od wielu lat mówi o swoich „prawomocnych strefach wpływu”, szczególnie w krajach tzw. bliskiej zagranicy. Wszyscy rozumiemy, że chodzi o kraje postsowieckie.

Ale jednocześnie, na najwyższym szczeblu – prezydent Putin, premier Miedwiediew i minister spraw zagranicznych Ławrow – powtarzają jedną rzecz: Rosja szanuje suwerenne prawo państw wybrania modelu swego rozwoju. A my wybraliśmy model europejski.

Ale proeuropejskim jest rząd i parlament, gdy prezydent Igor Dodon kieruje się w drugą stronę.

- Mołdawskie społeczeństwo podzielone jest na dwie, mniej więcej równe części. Przede wszystkim dlatego, że mocno podgrzewany jest problem geopolitycznego wyboru - głównie przez prorosyjskich polityków. A Mołdawianie nie powinni wybierać między Wschodem a Zachodem, lecz głosować na rozwój gospodarczy by mogli normalnie żyć w swoim kraju, a nie emigrować w poszukiwaniu pracy.

Tymczasem kampanie wyborcze cały czas były budowane wokół pytań: jesteś za Rosją, czy za Europą ? Jak agitował pod koniec ubiegłego roku obecny prezydent Igor Dodon ? Jechał do sadownika, który ma jabłka i mówił mu: „Głosuj na mnie i twoje jabłka jeszcze dzisiaj trafią na rosyjski rynek. Zagłosujesz na moich przeciwników i będziesz 10 lat czekał, aż Europa weźmie twoje jabłka”. Sadownik chce sprzedać szybko swoje owoce i głosuje na Dodona.

W kraju w ciągu kilku lat spadło poparcie dla idei integracji europejskiej. Przyczyna jest czysto wewnętrzna. Część klasy politycznej, wymachując flagami Unii, jednocześnie zajmowała się przestępczą działalnością, w tym wyprowadzeniem z naszych banków 600-625 mln dolarów. Niektórzy mówią nawet o „aferze miliarda dolarów”.

Przy czym zniknęły pieniądze zwykłych obywateli czy firm. Nic natomiast się nie stało z pieniędzmi z pomocy unijnej, UE bardzo ich pilnowała, my też co potwierdziły wszystkie kontrole i audyty. Tych pieniędzy nie straciliśmy, nasz rząd zwiększył nawet odpowiedzialność karną za defraudację pieniędzy pomocowych. Cała afera natomiast świadczyła o słabości naszego systemu bankowego.

Nasz rząd wynajął międzynarodową firmę specjalizująca się w śledztwach bankowych i jej specjaliści stwierdzili że tak dobrze obmyślonego i skomplikowanego przestępstwa bankowego jeszcze nie widzieli.

Teraz mamy dalszy ciąg problemu. Tym razem nasi śledczy prowadza dochodzenie w sprawie wyprania w jednym z naszych banków aż 22 miliardów dolarów pochodzących z Rosji. Sprawa nazywa się „Pralnia”.

Wszyscy pytają co mamy zamiar robić, by zapobiec takim przestępstwom. Reformujemy system bankowy ściśle przy tym współpracując z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym. Dzięki temu pod koniec ubiegłego roku odblokowano nam pomoc z UE i Banku Światowego.

Ale afery zjednoczyły Mołdawian niechętnych Unii Europejskiej i stąd pewnie tak wysoki wynik wyborczy preferującego Rosję prezydenta Igora Dodona.

- Nie powiedziałbym, że ci wyborcy byli niechętni UE. Raczej był to protesty przeciw znacznej części establishmentu politycznego, który posługiwał się retoryka i symbolika unijną do dokonywania własnych przekrętów. W rezultacie ich działań część opinii publicznej łączyła Unię z przestępstwami bankowymi.

Na nasz rząd spadła konieczność przywrócenia zaufania do całej klasy politycznej oraz europejskiej integracji. Gdy zaczynaliśmy w styczniu 2016 roku poparcie eurointegracji w społeczeństwie osiągnęło najniższy poziom 40 proc., obecnie wynosi 52 proc.

Niezależnie od odbudowywania zaufania do Europy, jednak znaczna część Mołdawian jest materialnie uzależniona od dostępu do rosyjskiego rynku. Bezpośrednio zależy od niego 300 tysięcy osób, o których mówił pan wcześniej.

- Mamy tu dwie grupy problemów. Pierwsza to stosunki dwustronne z Rosją dotyczące problemów migracji (w tym zarobkowej).  Obecnie prowadzimy z Moską negocjacje o pakiecie umów tzw. imigracyjnych. W jego skład wchodzi umowa o imigracji zarobkowej (przewidująca pewien rodzaj ochrony socjalnej dla imigrantów), umowa o zwalczaniu nielegalnej imigracji i umowa o readmisji. Doszliśmy już do końcówki negocjacji.

Pozostaje problem z dostępem naszych towarów do rosyjskiego rynku – znów zamknęli go przed nami. Po raz pierwszy stało się to w 2006 roku, gdy nasz prezydent Władimir Woronin odmówił podpisania rosyjskiego memorandum o rozwiązaniu konfliktu w Naddniestrzu (przewidujący m.in. pozostawienie tam na czas nieokreślony rosyjskich baz wojskowych-red.). Zakończyło się to rosyjskim embargiem na nasze towary, głównie wino i napoje alkoholowe. Miało ono i swój pozytywny aspekt. Szukając dostępu do rynków innych niż rosyjski nasi producenci zmuszeni byli inwestować w marketing, modernizację produkcji i podwyższanie jakości swoich wyrobów, która wcześniej szczerze mówiąc nie była porażająca.

Później Rosja dopuściła nas na swój rynek ale przyszedł rok 2014, gdy podpisaliśmy umowę stowarzyszeniową – i znów embargo (tym razem na więcej produktów). Ale mołdawskie produkty i tak trafiają na tamtejszy rynek: wina, jabłka, winogrona, brzoskwinie. Jeśli firma eksportująca jest zarejestrowana południu Mołdawii, w Gagauskiej Autonomii jest tam dopuszczana. To samo gdy pochodzi z Naddniestrza. Ale też, gdy jest firmą wspierająca partie prorosyjskie. Rynek rosyjski wabi, dlatego też na liście dopuszczonych znajduje się wielu eksporterów nie mających nic wspólnego z Gagauzją, Naddniestrzem czy polityką prorosyjską. Przy czym te listy można kwalifikować jako pośrednią ingerencję w wewnętrzną politykę Mołdawii.

Cały poprzedni rok próbowałem namówić ministra Ławrowa do zlikwidowania tej dyskryminacji: albo dopuszczenia wszystkich, albo zamknięcia przed wszystkimi. Nic z tego nie wyszło, ale mówienie że rosyjski rynek jest zamknięty przed mołdawskimi towarami to znaczna przesada.

Ale i tak obecnie 65 proc. naszego handlu idzie do UE.

Poparcie dla Rosji ogniskuje się w dwóch miejscach Mołdawii: Naddniestrzu i Gagauzji.

- Nie powiedziałbym, byśmy mieli obecnie jakikolwiek terytorialny problem z Gagauzją. Choć tam rzeczywiście popierają partie polityczne, którym bliżej do Moskwy.

Z Naddniestrzem jest zupełnie inna sytuacja. Próbujemy pracować z nimi w formatach międzynarodowych (pod egidą ONZ, OBWE i innych). Ponieważ jednak w Tyraspolu nie są skłonni obecnie rozmawiać o swoim statusie, a nie wolno stać w miejscu i nic nie robić, próbujemy rozwiązywać sprawy w których możemy się pogodzić.

Przy czym od momentu wprowadzenia ruchu bezwizowego ze strefą Schengen około 100 tysięcy mieszkańców Naddniestrza (co piąty !) poprosiło o biometryczne paszporty Mołdawii. W dodatku, wraz z umową stowarzyszeniową powstała strefa wolnego handlu między Mołdawią a UE. Doprowadziło to do tego, że 63 proc. naddniestrzańskiego handlu skierowało się do Europy – a nie do Rosji.

Nie obawia się pan, że i druga strona po cichu robi swoje i nagle, powiedzmy w Gagauzji pojawi się u was kolejne ognisko konfliktu ? W 2014 roku, gdy wybuchła wojna na Ukrainie, w tym regionie aresztowano osoby, jakie przeszły przeszkolenie wojskowe w Rosji.

- W 2016 roku powstały u nas zupełnie nowe stosunki między centrum  a władzami miejscowymi. Pamiętam czasy, gdy Kiszyniów i Komrat (stolica Gagauzji) w ogóle nie rozmawiały ze sobą. A obecnie baszkan (szef władz wykonawczych Autonomii) jest formalnym członkiem mołdawskiego rządu. Były też wspólne posiedzenia rządu z władzami Gagauzji, mamy parlamentarną platformę współpracy. Nie ma żadnych powodów dla których miałyby pojawić się jakieś problemy.

Jest za to cały czas w Naddniestrzu...

- Bez przerwy rozmawiamy o tym z Rosją. Pierwszym problemem są ich żołnierze, którzy nielegalnie tam przebywają. Chodzi o to, że w porozumieniu z 1992 roku zgodziliśmy się tylko by były to oddziały tzw. sił pokojowych. Tymczasem oni mają tam ogromne składy wojskowe i oddziały, które je ochraniają znajdując się tam nielegalnie, bez naszej zgody. W 1999 roku Rosja zgodziła się wycofać swoje oddziały i zabrać wszystko z magazynów. Początkowo proces ewakuacji postępował, ale w 2006 roku – wraz ze sporem o rozwiązanie sprawy Naddniestrza – został ostatecznie wstrzymany. A ostatni rosyjski transport wojskowy wyjechał stamtąd w marcu 2003 roku.

Jeśli chodzi o rosyjskie „siły pokojowe” cały czas prosimy, by objęła nad nimi patronat jakaś solidna organizacja międzynarodowa: ONZ lub OBWE, i by zamieniły się ona w misję cywilną. Wojskowi bowiem są tam niepotrzebni. Konflikt w Naddniestrzu nie jest etnicznym (skład narodowościowy jest prawie identyczny po obu stronach Dniestru), lecz geopolityczny. Rozwiązywać go więc należy sposobami politycznymi.

Nie sądzi pan, że rosyjskie wojska nigdy nie opuszczą Naddniestrza ? Wyjeżdżając należy zabrać wszystko z magazynów, a wtedy okazałoby się że tam nic już nie ma – ukradziono. Słynny, rosyjski handlarz bronią Wiktor But (siedzący w amerykańskim więzieniu, doczekał się nawet filmu o sobie z Nicholasem Cagem „Pan życia i śmierci”) pierwsze pieniądze zarobił na handlu bronią z Naddniestrza.

- Trudno tu spekulować. My nie mamy dostępu do tych magazynów. Nikt zresztą nie ma tam dostępu, ani OBWE, ani żadna organizacja międzynarodowa. Nie mamy więc wyjścia , musimy wierzyć w to co mówi Rosja . A ona mówi, że było tam ok. 40 tys. ton amunicji, ponad 21 tys. już wywieziono i zostało ok. 20 tys. ton. Ale nikt nie może tego sprawdzić.

W dodatku to jest amunicja przestarzała, której nie można już używać. Próbujemy wytłumaczyć Moskwie jakie niesie to ze sobą niebezpieczeństwo.  Teraz nam odpowiadają, że nie mogą wywieźć bo Ukraina się nie zgadza. Ale jeśli to jest jedyny problem, to na pewno się dogadamy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA