fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ukarany, bo dał się wybrać AfD

Erfurt, 6 lutego, godzina 14. Thomas Kemmerich ogłasza swoją dymisję. Mniej więcej 23 godziny po wyborze na premiera Turyngii
AFP
Niecałą dobę premierem Turyngii był Thomas Kemmerich. Płaci, bo złamał kordon sanitarny wokół skrajnej prawicy. Skutki odczuje cały kraj.

Prawdopodobna jest dymisja szefa liberalnej FDP Christiana Lindnera. Na piątek zwołał on nagłe posiedzenie zarządu partii, na którym zapadnie decyzja o jego dalszych losach.

Zagrożona jest też posada jednej z najważniejszych postaci niemieckiej polityki – szefowej współrządzącej CDU Annegrett Kramp-Karrenbauer. Nogami przebiera już jej partyjny rywal (i rywal kanclerz Merkel) Friedrich Merz.

Bez wybaczenia

„Turbulencje z Turyngii" – jak określały niemieckie portale wybór premiera tego landu Kemmericha z FDP ze wsparciem izolowanej dotychczas Alternatywy dla Niemiec – dopadły i samej Angeli Merkel, która jest w podróży po Afryce. Uznała ona głosowanie FDP i CDU razem z AfD za „niewybaczalne" i zażądała likwidacji jego skutków. O środowym głosowaniu mówiła, że to „zły dzień dla demokracji".

Niektórzy uważają jednak, że niedobre dla demokracji jest wymuszanie dymisji wybranego dzień wcześniej premiera.

Na tym wszystkim raczej zyska skrajnie prawicowa AfD – całkowicie wbrew intencjom krytyków Kemmericha.

Kemmerich dzień wcześniej został drugim w historii politykiem FDP, któremu udało się stanąć na czele rządu, poprzedniego przypadku już prawie nikt nie pamięta, bo było to zaraz po drugiej wojnie w Badenii-Wirtembergii.

Jak mówi mi miejscowy dziennikarz, nie jest jasne, jaką formę porozumienia zawarły lokalne FDP i CDU z AfD przed wyborem szefa rządu.

Z AfD wcześniej nikt nie chciał współpracować na poziomie federalnym (jest trzecią siłą w Bundestagu) ani landowym (jest drugą siłą w kilku landach).

Kemmerich zaraz po wyborze też zapewniał, że jest anty-AfD i nie dopuści jej do rządu, nie zaproponuje żadnego stanowiska. Ale skorzystanie z głosów nazywanej faszystowską czy neonazistowską AfD establishment potraktował jako złamanie tabu.

Takiego zwarcia szeregów przez niemieckie elity nie było od dawna. Na ulicach, nie tylko w stolicy Turyngii Erfurcie, pojawili się protestujący z napisami „Hańba!", a nawet sugerującymi, że litera F w nazwie FDP pochodzi od faszyzmu.

Nagła wizyta szefa FDP

– To nie nacisk central partyjnych wywołał dymisję, to nacisk społeczeństwa obywatelskiego w Turyngii był tak duży, że wmieszali się politycy federalni – mówi „Rzeczpospolitej" Jan Hollitzer, redaktor naczelny miejscowego dziennika „Thüringer Allgemeine". Jak dodaje, do Erfurtu, stolicy landu, w czwartek rano przyjechał szef liberałów Christian Lindner i to on skłonił Kemmericha do dymisji, a także opowiedzenia się za nowymi wyborami w Turyngii. Lindner zagroził, że inaczej to on poda się do dymisji, bo pod jego przywództwem FDP nigdy nie będzie miała premiera „z łaski AfD".

Lokalna frakcja FDP, najmniejsza w landtagu Turyngii, opowiedziała się w czwartek za rozwiązaniem parlamentu i nowymi wyborami. Ale do zamknięcia tego numeru gazety nie było wiadomo, czy takie rozwiązanie poprze odpowiednia większość posłów. Nadal w rachubę wchodziła próba wybrania innego premiera.

W środę za faworyta uchodził poprzedni szef rządu Bodo Ramelow z postkomunistycznej Lewicy, która wygrała wybory w październiku, ale nieoczekiwanie pokonał go Kemmerich.

„Najważniejsze, że odsunięto socjalistów" – tak komentował tamto głosowanie Hans-Georg Maaßen, były szef kontrwywiadu. Jest jednym z niewielu członków CDU cieszących się ze współpracy z AfD. Gorsza dla niego jest postkomunistyczna Lewica, dziedziczka „morderców strzelających do uciekających przez mur berliński".

AfD: oni grają na naszą korzyść

– Oni sami się zniszczą, my nic nie musimy robić, oni grają na naszą korzyść – mówi „Rzeczpospolitej" o reakcjach liderów partii mainstreamowych na wydarzenia w Turyngii Lutz Jankus, szef frakcji AfD w radzie 57-tys. Görlitz (w sąsiednim landzie Saksonia). – To w sumie nasze zwycięstwo. Spadły maski. Jak już pani kanclerz mówi, że trzeba cofnąć wyniki wyboru premiera, bo nie pasuje, że nie wygrał przedstawiciel skrajnej Lewicy, to już nie jest demokracja. To przypomina Kubę.

AfD wygrała w zeszłym roku wybory do rady miasta Görlitz, ale rządzi tam CDU z poparciem innych ugrupowań. Jednak na poziomie komunalnym nie odrzuca się poparcia Alternatywy. – A my – mówi Lutz Jankus – głosujemy za projektami korzystnymi dla mieszkańców, nawet lewicowymi. Trudno, byśmy byli przeciw remontowi szkoły czy sensownej rozbudowie komunikacji miejskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA