Polityka

Zawiniła opozycja w Sejmie, a nie ja

Rzeczpospolita, Robert Gardziński
Nie jestem Jarosławem Kaczyńskim, który poświęca się tylko polityce – mówi liderka Inicjatywy Polskiej.

Rzeczpospolita: Dlaczego po przegranej walce w Sejmie o projekt „Ratujmy Kobiety" wyjechała pani na ferie?

Barbara Nowacka, Inicjatywa Polska: Prezentowałam projekt sejmowy „Ratujmy Kobiety", pod którym przez trzy miesiące z wolontariuszkami i wolontariuszkami zbieraliśmy podpisy. Nie jestem parlamentarzystką i nie mam wpływu na to, kiedy projekt będzie procedowany. Nie sądziliśmy, że zostanie on odrzucony przez nieudolność opozycji. Niestety, opozycja parlamentarna zawiodła. Jeśli mam do wyboru biegać po mediach i krytykować ich lub spędzić czas z dziećmi, tak jak im to obiecałam, to wybieram wcześniej zaplanowany wyjazd na ferie. Nie jestem Jarosławem Kaczyńskim, który poświęca się tylko polityce. Łączę życie rodzinne z pracą zawodową i aktywnością społeczno-polityczną.

Ale po tym, jak projekt o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie przepadł w Sejmie, pani jak gdyby nigdy nic jedzie na urlop.

Nie ja zawaliłam, ale posłowie PO i Nowoczesnej. Zrobiłam wszystko, co mogłam, i dotrzymałam słowa danego tym, o których prawa walczę. Musiałam też dotrzymać słowa dzieciom, którym obiecałam wcześniej rodzinny wyjazd. Jestem przecież przede wszystkim mamą.

Platforma Obywatelska nigdy nie chciała naruszenia status quo w sprawie prawa aborcyjnego. A i w Nowoczesnej są politycy o poglądach konserwatywnych.

PO chciała zwiększenia dostępności produktów antykoncepcyjnych, antykoncepcji awaryjnej, edukacji seksualnej. Mieliśmy jasną deklarację z klubów poselskich PO i Nowoczesnej, że będą głosować za dalszym procedowaniem projektu obywatelskiego. Nikt nie każe nikomu głosować wbrew sumieniu. Ale projekty obywatelskie nie powinny być odrzucane. Opozycja bierze pieniądze za swoją pracę w Sejmie i powinna wiedzieć, nad czym głosuje. A głosowanie było nad dalszymi pracami.

Jarosław Kaczyński był jednym z 58 posłów PiS, którzy głosowali za dalszym procedowaniem projektu „Ratujmy Kobiety".

PiS wykazało zmysł taktyczny. Poprzedni projekt obywatelski, bardzo podobny do projektu „Ratujmy Kobiety", upadł głosami PiS. Nie jest prawdą, że PiS głosuje za każdym projektem obywatelskim do dalszego procedowania. Są za tymi projektami, za którymi jest im wygodnie. Teraz również większość PiS głosowała za odrzuceniem projektu obywatelskiego. Najsmutniejsze jest to, że opozycja nie potrafi się zmobilizować w najważniejszych momentach. Zabrakło tylko kilku głosów, przy czym część posłów była na sali plenarnej – 39 głosów opozycji. Wielomiesięczna praca Komitetu „Ratujmy Kobiety", wielu wolontariuszek i wolontariuszy została wyrzucona do kosza przez nieudolność opozycji sejmowej.

Więcej podpisów udało się zebrać pod projektem o zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Zwolennikom zaostrzenia prawa aborcyjnego w zbieraniu podpisów pomagał Kościół, co nie powinno mieć miejsca, jeśli mamy konstytucyjną gwarancję rozdziału państwa od Kościoła. Pomagali też politycy rządzącej partii.

Narzeka pani na PO i Nowoczesną, a możliwe, że przed wyborami parlamentarnymi zbudujecie z nimi wspólne listy wyborcze.

Sensowniejszym pomysłem na zabranie większości PiS jest zbudowanie dwóch bloków. Bloku konserwatywnego i bloku lewicowo-liberalnego. To najuczciwsze wobec wyborców. Mimo wpadki opozycji parlamentarnej podczas głosowania nad projektem „Ratujmy Kobiety" nadal powinna ona ze sobą współpracować w kluczowych sprawach. Możemy mieć do siebie uwagi, nawet głośno wypowiedziane, ale opozycja nie może się na siebie obrażać. Wrogiem opozycji jest PiS i postępująca anihilacja demokracji przez rządzących. Opozycja nie może się wzajemnie zwalczać, ale musi skutecznie odsunąć PiS od władzy, póki jeszcze nie pogrzebali demokracji do końca, nie wyprowadzili Polski z UE i nie nakazują kobietom rodzić chorych płodów skazanych na śmierć po urodzeniu. Rozmawiajmy dzisiaj nie o wspólnych listach, ale o skutecznej współpracy.

Na czarne protesty po odrzuceniu projektu „Ratujmy Kobiety" przyszła garstka ludzi.

Prawa kobiet i świadome rodzicielstwo dotyczą nie tylko garstki Polaków. To szeroki problem, na który składa się dostęp do środków antykoncepcyjnych, nowoczesnej medycyny, informacji medycznej, której pacjentki w szpitalach są często pozbawione. Projekt „Ratujmy Kobiety" miał być uprzedzeniem projektu prawicy, który prowadzi do zaostrzenia prawa aborcyjnego i upadku medycyny prenatalnej.

PiS jest za ustawą zakazującą aborcji eugenicznej.

Przypomnę barbarzyńskie słowa Jarosława Kaczyńskiego z wywiadu dla PAP: „Będziemy dążyli do tego, by aborcji w Polsce było dużo mniej niż w tej chwili (...), by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię". Dodam do tego, że wyrzucono edukację równościową, o zagrożeniach, które niesie ze sobą świat. A wychowanie do życia w rodzinie niesie treści rodem ze średniowiecza.

Pani chce, żeby aborcja była dokonywana na dowolnym etapie życia płodu?

Nieprawda! Do 12. tygodnia, tak jak w większości krajów europejskich. Tak jak dokonuje dzisiaj 80–120 tys. Polek rocznie za granicą. Chcę, żeby jak najmniej kobiet było narażonych na podziemie aborcyjne. Skończmy z hipokryzją – aborcja jest dokonywana w Polsce. Bardzo często w warunkach urągających życiu i godności kobiet. Szczególnie kobiet niezamożnych.

PiS broni życia dzieci z zespołem Downa.

A my domagamy się szacunku dla decyzji kobiety i jej rodziny. Nikt nie może zmuszać kobiet do heroizmu. A PiS chce decydować za kobiety i zmuszać, by rodziły dzieci, których trwałe i nieodwracalne uszkodzenia powodują, że czasem krótkie życie jest pasmem cierpień i bólu. To zazwyczaj wady ciężkie. A z informacji, które dostaliśmy z ministerstwa zdrowia wynika, że  21 proc. aborcji jest dokonywane w Polsce w wyniku zespołu Downa.

Dużo?

Na pewno nie jak głoszą propagandziści „zdecydowana większość". Rodziny, którym rodzą się dzieci z zespołem Downa lub innymi niepełnosprawnościami, nie mają wystarczającego wsparcia ze strony państwa. Większości tych dzieci w Polsce nie czeka dobra przyszłość. Politycy nie mogą zmuszać polskich rodziny do bohaterstwa.

Czy lewica próbuje wrócić do Sejmu na hasłach proaborcyjnych?

Nie, lewica musi rozmawiać o wyzwaniach, które nas czekają. Musimy rozmawiać ze sobą o tym, jaką my możemy być opozycją i wokół jakich spraw będziemy musieli się skupić w najbliższych latach. Lewica musi ze sobą współpracować, tak jak współpracowała przy okazji projektu „Ratujmy Kobiety". Nie możemy zamykać się w jednym temacie. Musimy przygotować na Polskę po PiS.

PiS ma doskonałe sondaże, świetne wyniki gospodarcze, zmieniony częściowo rząd...

PiS się nie zmienia. Kaczyński chował się za Beatą Szydło, a teraz chowa się z Mateuszem Morawieckim, żeby tylko zdobyć głosy elektoratu centrowego i większość konstytucyjną. Polacy zmęczą się PiS i skrajnościami, które ta partia proponuje. Nie da się ukryć skrajnych działaczy, którzy pojawiają się wokół rządzących. Nie da się ukryć przymykania oczu na rasizm. Nie wystarczy, że PiS da ludziom z łaski 500+, z naszych wspólnych pieniędzy. PiS daje ludziom pieniądze, zabierając wolność i godność. Społeczeństwo, prędzej czy później, się obudzi.

28 stycznia mają spotkać się wszyscy politycy lewicy, którzy zaangażowali się w inicjatywę Komitetu „Ratujmy Kobiety". Chce pani budować nowy projekt lewicy z SLD i Razem?

Nie chcę łączyć SLD z Razem. Nie musimy budować wspólnych list. Możemy współpracować przy poszczególnych sprawach. Nic na siłę. Nie budujemy dziś nowego projektu. Partie pozostaną pod własnymi szyldami. Z tego, co już wiem, SLD i Razem idą osobno do sejmików. Szkoda. A my musimy przygotować się wspólnie do wyborów parlamentarnych. Ponad szyldami. Zapraszam tych, którzy myślą progresywnie, do współpracy. Razem musimy odbudować Polskę po PiS.

Wcześniej będą wybory samorządowe.

Inicjatywa Polska chce budować sojusze przede wszystkim z lokalnymi stowarzyszeniami. By zatrzymać PiS, by nie dać im rozwalić samorządów. Zaczynamy prace od podstaw odwiedzając gminy i powiaty.

A dzisiaj PO i Nowoczesna nie reprezentuje lewicy?

Liberałowie nigdy nie będą reprezentantami lewicy w sprawach gospodarczych czy społecznych. Widzieliśmy, jak te ugrupowania zachowały się w przypadku „Ratujmy Kobiety", czy też jak PO kokietowała lewicowych wyborców przez osiem lat postulatami np. o związkach partnerskich. Nie możemy zgodzić się na podział PO-PiS. Nowoczesna coraz mniej odróżnia się od PO. Polska nie jest tylko konserwatywna lub liberalna. Dlatego zapraszam wszystkich, nie ugrupowania, partie, polityków, ale każdego, dla kogo ważna jest godność i potrzeby Polaków 28 stycznia na spotkanie ludzi lewicy.

—rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL