fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Marine Le Pen: Rosji nie trzeba się bać

Marine Le Pen
AFP
Nie rozumiem niechęci Prawa i Sprawiedliwości do nawiązania relacji politycznych z największym ugrupowaniem we Francji, jakim jest Zjednoczenie Narodowe – mówi szefowa tej partii Marine Le Pen.

Oceniając ostatnie wydarzenia w USA mówiła pani, że nie tylko prezydent Donald Trump za to odpowiada, ale też amerykańskie media, a częściowo także Joe Biden. Czy w pani ocenie ustępujący prezydent przejdzie do historii jako ofiara potężnych firm, jak Facebook czy Twitter?

Sposób sprawowania władzy przez Donalda Trumpa przez ostatnie cztery lata okazał się nieskuteczny i nie może uchodzić za modelowy. Uderza mnie jednak siła, z jaką prywatne organizacje usiłują w bezpośredni sposób ingerować w proces demokratyczny. Uważam, że jest to atak na jedną z podstawowych wartości demokratycznych, czyli prawo do obrony i wolność głoszenia opinii.

Nie sądzi pani, że to jednak Trump ingerował w proces demokratyczny?

Pewne jest to, że Trump najwyraźniej nie wyważył swoich wypowiedzi w dniu protestu jego zwolenników w Waszyngtonie.

Czego można się spodziewać w relacjach UE–USA za prezydentury Joego Bidena?

Myślę, że ze strony amerykańskiej niewiele się zmieni. Obawiam się jednak, że Joe Biden zerwie z tym fragmentem polityki Donalda Trumpa, który oceniałam pozytywnie. Chodzi mianowicie o to, że Stany Zjednoczone powinny przestać grać rolę imperium, lecz zachowywać się jak normalne państwo.

Jeszcze kilka lat temu widziała pani Unię bez własnej waluty, swobody handlu czy prymatu prawa europejskiego nad narodowym. Dzisiaj jest pani zwolenniczką Europy narodów. Czym różni się ta wizja od realizowanego obecnie modelu integracji europejskiej?

Jest całkowicie odmienna. W ostatnich latach Unia Europejska odeszła od zasad współpracy pomiędzy państwami członkowskimi opartych na idei pomocniczości i jednomyślności, chroniących suwerenność narodową i pozwalających każdemu państwu bronić swego interesu narodowego lub też odrzucać decyzje, które były z nim sprzeczne. UE przyznaje sobie coraz większe uprawnienia, wkraczając w sferę suwerennych decyzji państw. W rzeczywistości celem obecnych ideologów Unii jest nawet nie federalizm, ale „państwo europejskie". Ta konstrukcja, rozwijająca się kosztem państw członkowskich, zagraża ich istnieniu. Jest to koncepcja katastrofalna dla naszych wolności oraz mechanizmów demokratycznych.

Zmagając się z pandemią codziennie notujemy tysiące zgonów spowodowanych koronawirusem. Czy to doświadczenie zmieni Europę i świat, czy też po tych doświadczeniach nastąpi powrót do dawnej rzeczywistości?

Obecny kryzys jest gwoździem do trumny systemu globalizacji bez żadnych regulacji, z jego nieokiełznanym wzrostem wymiany handlowej, bez troski o uwarunkowania środowiskowe, miejsca pracy, przedsiębiorstwa oraz stan zdrowia ludności. Wierzę, że kryzys ten działać będzie na korzyść państw narodowych. Sądzę, że powstaje nowa rzeczywistość, świat państw narodowych, świat zdrowego rozsądku i świat regulacji. Unia Europejska przez wiele miesięcy kierowała się podstawową zasadą, żeby przede wszystkim nie dopuścić do zamykania granic. Tymczasem zdrowy rozsądek wskazywał, że najlepszym sposobem na ograniczenie zasięgu pandemii jest ograniczenie jej geograficznego zasięgu.

Po raz trzeci stara się pani o stanowisko prezydenta Francji, wybory odbędą się na wiosnę 2022 roku. Czy kluczem do sukcesu ma być radykalna zmiana programu pani ugrupowania, Zjednoczenia Narodowego, w porównaniu z poprzednimi kampaniami prezydenckimi? W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku ta taktyka była skuteczna.

Ruch, któremu mam zaszczyt przewodzić, wnosi do debaty publicznej fundamentalne kwestie. Dotyczy to nie tylko Francji, ale też innych państw Europie, a także poza nią. Chodzi o problem fundamentalizmu islamskiego, czyli morderczej nowej ideologii, o sprawę dzikiej globalizacji oraz o rozwiązania dotyczące rozsądnego protekcjonizmu: uczciwą wymianę handlową, powrót do rozwiązań narodowych oraz ochrony ich wartości. Jesteśmy ruchem, który akceptuje kompromisy, i nie mamy dogmatycznych zapędów. Skoro Francuzi opowiadają się za wspólną walutą euro pod warunkiem obrony ich interesów, przyjęliśmy to do wiadomości i zaproponowaliśmy rozwiązania, które uwzględniają niewątpliwe korzyści z euro – stabilność, niskie stopy procentowe i mechanizm zabezpieczający w sytuacjach kryzysowych.

Z końcem tego roku odchodzi z polityki Angela Merkel. W jaki sposób zmieni się Europa, gdy to nie ona będzie kierować Niemcami?

W czasie poprzedniej debaty prezydenckiej we Francji powiedziałam Emmanuelowi Macronowi, że to kobieta będzie przewodzić Europie. Albo będzie to nadal Angela Merkel, albo ja. Nie zostałam wybrana, więc pozostała Angela Merkel. Nie uważam, aby była ona politykiem dogmatycznym. Wręcz przeciwnie, jest pragmatyczna. W każdej sprawie broni interesów Niemiec. Tego oczekiwałabym także od przywódców mojego kraju. Problem w tym, że kiedy ścierają się interesy Francji i Niemiec, nasi przywódcy nie bronią interesów Francji. Korzysta z tego Angela Merkel i za każdym razem zapada decyzja uwzględniająca interesy Niemiec. Za to właśnie winię Angelę Merkel. Nic ponadto.

Czy w realizacji pani wizji UE ma pani sojuszników w Parlamencie Europejskim spoza grona grupy Tożsamość i Demokracja, do której należy Zjednoczenie Narodowe?

Grupa Tożsamość i Demokracja w Parlamencie Europejskim prezentuje wizje nieróżniące się od wizji innych sił politycznych. Myślę tu o grupie Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Godne ubolewania jest to, że ruchy, które walczą w gruncie rzeczy o to samo, co my, nie ośmielają się tego powiedzieć. Jakby starali się przypodobać przeciwnikom politycznym. To zadziwiające.

Obserwuje pani działania w UE Viktora Orbána oraz polskiego rządu, którzy twierdzą, że Komisja Europejska wykracza poza umocowania prawnotraktatowe w sprawach przestrzegania praworządności. Czy jest pani tego samego zdania?

Unia Europejska coraz częściej ucieka się do szantażu. Często jest to szantaż finansowy. To technika, której stosowanie rozpoczęto wobec Grecji. Okazała się skuteczna, wobec czego UE próbuje ją wykorzystać także wobec Polski i Węgier. Pragnę przypomnieć, że systematycznie stawaliśmy po stronie Polski, gdy była atakowana w Parlamencie Europejskim. Broniąc suwerenności Francji, bronię także prawa każdego narodu do decydowania w swoich sprawach, funkcjonowania organów państwowych oraz respektowania wyborów dokonywanych przez społeczeństwa. Na tym zasadza się moja krytyka pod adresem Unii Europejskiej i jej coraz bardziej autorytarnych posunięć prowadzących do przekształcenia UE już nawet nie w federację państw, ale w prawdziwe imperium.

Czy podejmuje pani starania, aby nawiązać współpracę z węgierskim Fideszem oraz PiS?

Wielokrotnie chcieliśmy nawiązać dialog z Fideszem i PiS. Nawet jeśli nie należymy do tej samej grupy w PE, to nie ukrywam, że nie rozumiem niechęci tych partii do nawiązania relacji politycznych z największym ugrupowaniem we Francji, jakim jest Zjednoczenie Narodowe.

Partnerzy pani partii w ID – austriacka FPÖ – mają porozumienie o współpracy z kremlowską Jedną Rosją. Podobnie włoska Liga. Niemiecka AfD sprzyja Rosji. Pani też miała bezpośrednie kontakty z Władimirem Putinem. Czy nie obawia się pani, że te partie mogą być postrzegane jako rosyjska piąta kolumna w Europie?

W pełni rozumiem obawy i zastrzeżenia Polski, która doświadczyła okupacji i której narzucono następnie reżim totalitarny. Ale chciałabym również, aby Polska rozumiała, jaka jest sytuacja we Francji. Francja zawsze utrzymywała relacje z wielkimi mocarstwami, USA i Rosją, zachowując równy dystans. Jeśli sięgnąć do historii, Rosja kilkakrotnie pomagała Francji, w szczególności podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Ze swej strony Francja pomagała Polsce w potrzebie. Polski hymn przywołuje zresztą postać Napoleona Bonapartego, co podkreśla silną więź łączącą Polskę i Francję.

Mówimy jednak o dzisiejszej Rosji Putina.

Musimy spojrzeć w przeszłość, aby zrozumieć obecne stanowisko. Interesują mnie jednak teraźniejszość i przyszłość. Sądzę, że Unia Europejska popełniła poważny historyczny błąd, pchając Rosję z powrotem w ramiona Chin. Pomogła tym samym w utworzeniu giganta, którego należy się obawiać, przynajmniej w znaczeniu ekonomicznym. Dlatego staram się wzywać Unię do normalizacji stosunków z Rosją, tak aby pozostała w europejskiej strefie wpływów i nie ustanowiła silnych relacji politycznych, gospodarczych, a w przyszłości być może nawet finansowych, z Chinami. I raz jeszcze chciałabym zapewnić, że jeśli ktokolwiek zakwestionuje suwerenność Polski, Węgier czy innego państwa z UE, Francja stanie w jego obronie. To nie ulega wątpliwości.

współpraca Mathias Vanesse

Liderka francuskiej skrajnej prawicy

Marine Le Pen obchodziła właśnie dziesiątą rocznicę przejęcia kierownictwa Frontu Narodowego, założonego na początku lat 70. XX w. przez jej ojca Jeana-Marie Le Pena. Partia była wtedy ugrupowaniem mocno ksenofobicznym i skrajnie nacjonalistycznym. Dzisiaj po zmianie nazwy na Zjednoczenie Narodowe obowiązuje inna retoryka, chociaż we francuskich mediach nie brak opinii, że w gruncie rzeczy partia niewiele się zmieniła.


To zasługa obecnej szefowej, która walczyła z radykalizmem ojca i jego wypowiedziami (komory gazowe były w czasie II wojny światowej zdaniem Jeana-Marie Le Pena „niewiele znaczącym szczegółem"). Na podobnym tle doszło nawet do ostentacyjnego zerwania przez Marine Le Pen relacji z ojcem. W 2018 r. doprowadziła do zmiany nazwy partii, co uzasadniała przełamaniem „bariery psychologicznej". Pewnej zmianie uległ też jej program. Partia nie nawołuje już do przeprowadzenia referendum na temat wyjścia Francji z UE, lecz nie zrezygnowała z radykalnych postulatów przebudowy Unii, mającej zapobiec pogłębianiu dalszej integracji. Partia potwierdziła w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego swą dominację na francuskiej scenie politycznej.


Przewodnicząca dzisiejszego Zjednoczenia Narodowego poniosła porażkę w walce o fotel prezydenta w wyborach w 2017 r. Weszła do drugiej tury wraz z Emmanuelem Macronem, przegrywając zaledwie ponad 2 punktami procentowymi. W ostatecznym starciu zdobyła jednak dwa razy mniej głosów niż obecny prezydent Francji. Media nazywają to szklanym sufitem, co oznacza, że Marine może liczyć na elektorat własnego ugrupowania przy niechęci pozostałej części wyborców.


Taka sytuacja nie musi się powtórzyć wiosną przyszłego roku, gdy Marine Le Pen będzie się starać pozbawić władzy prezydenta Macrona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA