Głosowanie było sprawdzianem dla partii politycznych przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

Z sondaży exit poll wynika, że w skali kraju prezydencka partia LREM zdobyła 7 proc. głosów. "Fatalny wynik - oraz nadzwyczaj niska frekwencja, szczególnie wśród młodych wyborców - oznacza dotkliwą porażkę partii, która chciała zrewolucjonizować i odmłodzić francuską politykę" - pisze agencja AFP zaznaczając, że wynik LREM to także osobista porażka prezydenta Emmanuela Macrona.

Sondażowe wyniki pokazują, że Zjednoczenie Narodowe mającej ambicje prezydenckie Marine Le Pen nie wygrało w żadnym z 13 regionów kontynentalnej Francji.

- Dziś wieczorem nie wygramy w żadnym z regionów ponieważ kontrkandydaci weszli w nienaturalne sojusze i zrobili wszystko, co mogli, by uniemożliwić nam wygraną i pokazanie Francuzom, że potrafimy kierować regionalną administracją - mówiła do swych zwolenników Le Pen.

Polityk skrytykowała władze za przygotowanie wyborów zwracając uwagę, że ok. dwie trzecie uprawnionych do głosowania zostały w domach.

Według exit poll, w regionie Hauts-de-France reelekcję otrzymał konserwatysta Xavier Bertrand. Przemawiając do swych wyborców po zamknięciu lokali wyborczych polityk powiedział, że udało się zatrzymać skrajną prawicę i "mocno ją odepchnąć".

- Ten wynik daje mi siłę, by starać się o głosy w całym kraju - oświadczył Bertrand, sugerując swój start w wyborach prezydenckich.

Według sondaży, największe szanse na zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach mają Macron, Le Pen i Bertrand.

W zakończonych właśnie wyborach lokalnych we Francji odnotowano najniższą frekwencję w historii V Republiki. W pierwszej turze 66,72 proc. uprawnionych do głosowania nie oddało głosu. Według sondaży, w drugiej turze frekwencja wyniosła ok. 35 proc.

- Nie mam zamiaru dziś głosować, straciłem wiarę w naszych polityków - powiedział Reuterowi Jean-Jacques, mieszkaniec Paryża, który wybrał się na spacer nad Sekwaną.