Polska i Węgry grożą zawetowaniem unijnego budżetu i funduszu odbudowy w związku z przyjęciem przez 25 państw UE rozporządzenia wiążącego wypłatę środków unijnych z kryterium praworządności. Warszawa i Budapeszt nie były w stanie zablokować tego rozporządzenia, ponieważ było ono przyjmowane większością kwalifikowaną.
Zdaniem przedstawicieli polskiego rządu, rozporządzenie jest niezgodne z traktatami unijnymi, które stanowią, że sankcje za łamanie praworządności przyjmuje się jednogłośnie, a nie - jak przewiduje rozporządzenie - większością kwalifikowaną.
W Brukseli rozpoczęły się przygotowania do prowizorium budżetowego, które wejdzie automatycznie w życie 1 stycznia 2021 r., jeśli Polska w najbliższych dniach nie zniesie weta wobec pakietu, który obejmuje blisko 1,8 bln euro w budżecie UE na lata 2021–2027 i 750 mld euro w funduszu odbudowy gospodarki po pandemii.
Dowiedz się więcej: Alternatywny fundusz odbudowy może powstać bez Polski i Węgier
Prowizorium będzie oznaczało cięcia – głównie w polityce spójności – o 25–30 mld euro w stosunku do tego, co jest wetowane przez Polskę. Bruksela uważa też, że jest możliwe już w styczniu zawarcie alternatywnego porozumienia o funduszu odbudowy przez 25 państw – bez Polski i Węgier.
W Radiu Plus wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS Ryszard Terlecki był pytany, czy utworzenie przez 25 państw odrębnego mechanizmu byłoby porażką Polski. - No tak, tylko znaleźliśmy się w niezwykle trudnej sytuacji, która wynika z faktu, że większość w tej chwili, która stoi za Brukselą, za propozycjami, które zgłasza Komisja, ta większość jest trudna dla nas - powiedział polityk.
Wicemarszałek Sejmu dodał, że większość 25 państw UE chce "ograniczyć bardzo radykalnie naszą suwerenność" i "w sposób bardzo znaczący naruszyć traktaty, które obowiązują".
Czy ewentualne prowizorium budżetowe i brak możliwości skorzystania z funduszu odbudowy to nie zbyt duże ryzyko? - To byłby bardzo poważny kłopot, choć nie tak poważny, jak czasem się to próbuje przedstawiać - ocenił szef klubu PiS.
- Staramy się doprowadzić do kompromisu, który byłby dla nas do przyjęcia, to znaczy do rezygnacji przez większość, o której mówimy z postulatu, na który zgodzić się nie możemy - mówił Terlecki.
- Jesteśmy przekonani, że to my mamy rację, bo ta większość chce naruszyć traktat, który wszyscy podpisaliśmy - dodał.
Szef klubu PiS był też pytany, czy partia rządząca będzie się zastanawiać nad "nowym otwarciem", czy też premier Mateusz Morawiecki pozostanie na stanowisku do końca kadencji.
- Nie ma w tej chwili takich rozmów, nie ma takich pomysłów - odparł Ryszard Terlecki. - Nie mogę dziś powiedzieć, że przez trzy lata nic się nie zmieni w polityce. Tak jak nie mogę powiedzieć, czy będę przez te trzy lata szefem klubu parlamentarnego, tak może nastąpić jakaś zmiana w rządzie, ale z pewnością w tej chwili nie ma takich projektów - podkreślił.