fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Pompeo: Całkiem możliwe, że Iran stoi za sabotażem

AFP
Sekretarz stanu USA Mike Pompeo powiedział we wtorek, że jest "całkiem możliwe", iż Iran był odpowiedzialny za sabotaż "interesów naftowych w Zatoce Perskiej".

- Biorąc pod uwagę regionalne konflikty, które widzieliśmy w poprzedniej dekadzie i przebieg tych ataków, wydaje się całkiem możliwe, że stał za nimi Iran - powiedział Pompeo w rozmowie z jedną z amerykańskich stacji radiowych.

Sekretarz stanu USA skomentował w ten sposób akty sabotażu skierowane przeciwko czterem tankowcom w Zatoce Perskiej - dwóm pływającym pod saudyjską banderą, jednemu pływającemu pod banderą ZEA i jednemu pływającemu pod banderą Norwegii.

Iran zaprzeczał, jakoby miał coś wspólnego z tymi atakami.

O tym, że to Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej może stać za aktami sabotażu informował już wcześniej norweski ubezpieczyciel badający sprawę ataków na tankowce.

Niejawny raport przygotowany w tym tygodniu przez DNK, norweskiego ubezpieczyciela wskazuje, że atak na tankowce został prawdopodobnie przeprowadzony przez jednostkę morską z pokładu której wysłano podwodne drony przenoszące od 30 do 50 kg materiałów wybuchowych.

Do ataku doszło po rozszerzeniu na początku maja przez USA embargo na import irańskiej ropy - Stany Zjednoczone z początkiem maja nie przedłużyły wyłączeń dla ośmiu krajów (m.in. Chin i Turcji), które - mimo sankcji nałożonych na Teheran jesienią 2018 roku, nadal mogły sprowadzać ropę z Iranu. Rozszerzenie sankcji ma doprowadzić do zmniejszenia eksportu ropy przez Iran do zera.

DNK uważa, że za atakiem na tankowce może stać irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), ponieważ organizacja ta wcześniej wyposażyła milicje Huti walczące z saudyjską koalicją i rządem Jemenu w bezzałogowe łodzie mogące przenosić ładunki wybuchowe; odłamki znalezione w zaatakowanym tankowcu norweskim były podobne do tych pochodzących z nawodnych dronów z ładunkami wybuchowymi używanych przez Huti w Jemenie. Ponadto DNK przypomina, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej w przeszłości groził użyciem siły a wobec przeciwnika dysponującego większą siłą militarną (USA) prawdopodobnie użyłby "środków asymetrycznych, których użycia można łatwo się wyprzeć". DNK zwraca uwagę, że atak w pobliżu Fudżajry wiązał się ze "stosunkowo niewielkimi zniszczeniami", a przeprowadzono go w czasie, gdy grupa bojowa lotniskowca Abraham Lincoln wciąż nie dotarła w rejon Zatoki Perskiej.

Z raportu DNK wynika również, że do ataków na tankowce doszło w pobliżu cieśniny Ormuz, której zablokowaniem Iran groził, po rozszerzeniu przez USA sankcji.

Do aktów sabotażu doszło w czasie, gdy relacje między Teheranem a Waszyngtonem są napięte. Źródłem napięcia jest jednostronne wypowiedzenie przez USA porozumienia nuklearnego zawartego przez mocarstwa Zachodnie z Iranem w 2015 roku. Donald Trump wypowiedział to porozumienie w maju 2018 roku domagając się wynegocjowania nowej umowy dotyczącej irańskiego programu nuklearnego, a także programu rakietowego.

Jesienią 2018 roku USA nałożyły sankcje na Iran, wprowadzając m.in. embargo na import irańskiej ropy. Początkowo osiem krajów (w tym m.in. Chiny i Turcja) korzystały z wyłączenia spod sankcji, ale od maja 2019 roku embargo ma charakter bezwzględny. Celem USA jest doprowadzenie do spadku eksportu ropy przez Iran do zera, tak aby wywrzeć ekonomiczną presję na Teheran i zmusić Iran do rozpoczęcia negocjacji z USA.

W odpowiedzi na rozszerzenie sankcji przez USA Iran zagroził m.in. blokadą strategicznej cieśniny Ormuz, co mogłoby zakłócić transport ropy z innych krajów Zatoki Perskiej. Z kolei USA zdecydowały się na wysłanie w rejon Iranu grupy bojowej lotniskowca Abraham Lincoln i grupy zadaniowej bombowców B-52, a także baterii Patriotów, w związku ze zdobytymi przez amerykański wywiad informacjami, że siły amerykańskie stacjonujące na Bliskim Wschodzie mogą stać się celem ataku ze strony Iranu lub jego sojuszników.

"New York Times" ujawnił, że w przypadku ataku na siły USA, Waszyngton chce wysłać nawet 120 tys. żołnierzy do Iraku. Oficjalnie administracja Donalda Trumpa zdementowała te doniesienia.

Europejscy sojusznicy USA wyrażają zaniepokojenie możliwością eskalacji konfliktu, który - zdaniem szefa brytyjskiego MSZ, Jeremy'ego Hunta, może nawet doprowadzić do "przypadkowego wybuchu konfliktu". Zaniepokojenie rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie wyraziła też Rosja (prezydent Władimir Putin spotkał się w Soczi, 14 maja, z sekretarzem stanu USA Mike'm Pompeo).

Źródło: AFP
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA