– Pozdrawiam z okazji święta! – zawołał na początku konferencji jeden z rosyjskich dziennikarzy do prezydenta, byłego pułkownika KGB. – A ja pana, a ja pana – odpowiedział z uśmiechem Putin.
Czytaj także:
"Starannie wyreżyserowana impreza Władimira Putina"
W ciągu 3 godzin i 43 minut odpowiedział na ponad 50 pytań i pozostawił znaczny niedosyt. „Tym razem było nudniej niż zwykle, a Putin jakby nie miał nastroju, by odpowiadać zaczepnie i polemicznie” – zauważył jeden z dziennikarzy Aleksandr Poliwanow.
Czytaj także:
Starannie zaaranżowane
Znudzenie polityką
– Proszę, by pytanie zadał ten pan, który trzyma tabliczkę „KGB i dzieci”. Dziś przecież Dzień Czekisty – mówił prezydent, pokazując jednego z dziennikarzy.
– Ale ja nie chcę pytać o KGB. Ludzie tęsknią za ZSRR, w społeczeństwie rośnie popyt na sprawiedliwość. Czy możliwa jest restauracja socjalizmu w Rosji? – pytał wskazany.
Zamiast odpowiedzieć, prezydent zaczął tłumaczyć, że możliwa i konieczna jest walka z ubóstwem. Potem przekonywał, że realne dochody Rosjan rosną, a bezrobocie zmniejsza się. Nawet wśród potulnych rosyjskich dziennikarzy wywołało to szemranie.
Putin musiał kilkakrotnie wracać do tematu, tłumacząc, że miał na myśli „dane średniostatystyczne” – czyli, że nie każdy mieszkaniec kraju musi odczuwać poprawę sytuacji gospodarczej, która jego zdaniem nastąpiła. Nim skończył, dziennikarze sprawdzili dane i okazało się, że zamiast 0,5-procentowego wzrostu realnych dochodów (o którym mówił Putin) jest spadek o 0,1 proc.
– Widać, jak bardzo ciąży mu mówienie o polityce wewnętrznej i jak dosłownie promienieje, gdy zaczyna mówić o wojnie jądrowej – zauważył opozycyjny aktywista i bloger Kiriłł Szulika.
– W ostatnich latach na świecie narasta tendencja do bagatelizowania niebezpieczeństwa (wybuchu) wojny jądrowej. A przecież może ona doprowadzić do zniknięcia cywilizacji, a nawet całej planety – mówił z wyraźnym ożywieniem na konferencji prasowej. Dwa miesiące temu przyznał, że i Rosja może zniknąć z powierzchni ziemi w wyniku konfliktu nuklearnego. – A po co nam świat bez Rosji? – dodał. – Poza tym my pójdziemy do raju, a oni (przeciwnicy Rosji) po prostu zdechną – podsumowywał 21 października rezultaty ewentualnego konfliktu nuklearnego.
Czy prezydent się ożeni
– Wyglądało to jak retrospekcja jego własnych oświadczeń z całego roku – stwierdził Szulika.
Rzeczywiście, w sprawie na przykład Ukrainy Putin powtórzył wszystkie znane już oświadczenia: starcie w Cieśninie Kerczeńskiej było ukraińską prowokacją mającą na celu zwiększenie popularności prezydenta Poroszenki, Kijów nie chce pokoju w Donbasie i każe ostrzeliwać cywilną ludność etc. – Dopóki w korytarzach kijowskiej władzy są rusofobi – nierozumiejący, jakie są prawdziwe interesy ich narodu – taka nienormalna sytuacja będzie nadal trwała, niezależnie od tego, kto będzie sprawował władzę w Kijowie – tłumaczył. Na zeszłorocznej konferencji przekonywał, że sam nie należy do ludzi „którzy uważają, że Rosjanie i Ukraińcy powinni mieszkać w osobnych państwach”.
Utworzenie ukraińskiej organizacji cerkiewnej, niezależnej od Moskwy skomentował: „Stoi za tym żądza wzbogacenia się” patriarchy Bartłomieja. Jego samego nazwał obraźliwym dla prawosławnych określeniem „stambulski patriarcha”.
Rusofobia jego zdaniem panuje na całym świecie. – Skripal żyje, a wrzawa nie cichnie i wprowadzane są nowe sankcje – powiedział o próbie zamordowania w marcu w Salisbury byłego oficera GRU.
„Nie wiem, o co jeszcze można by zapytać Putina poza jednym: kiedy (odejdzie z Kremla – red.)?” – podsumował opozycjonista Dmitrij Gudkow.