fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zimna wojna Kuchcińskiego i Karczewskiego oficjalnie zdementowana

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Między marszałkami Sejmu i Senatu nie ma nieporozumień – przekonuje Centrum Informacyjne Sejmu, które opublikowało stanowisko w sprawie wtorkowej publikacji w „Rzeczpospolitej”.

W artykule „Zimna wojna marszałków Sejmu i Senatu” napisaliśmy, że nie wejdzie w życie reforma zasad wstępu na Wiejską, opracowana przez służby podległe Markowi Kuchcińskiemu. Marszałek Sejmu chciał m.in. by goście, którzy wchodzą na Wiejską na podstawie jednorazowych kart wstępu, musieli być na terenie kompleksu eskortowani przez posłów i senatorów. Proponował też, by listy imienne, które są inną formą zapraszania gości, były zgłaszane z dużym, bo 48-godzinnym wyprzedzeniem.

Z naszych informacji wynikało, że fiasko reformy wiążę się ze sprzeciwem marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Zdaniem Centrum Informacyjnego Sejmu główna teza artykułu jest jednak błędna. „W rzeczywistości obie instytucje współdziałają w celu wypracowania rozwiązań najlepszych z możliwych, które usprawnią funkcjonowanie kompleksu przy ul. Wiejskiej oraz dostosują regulacje wewnętrzne do zmieniających się przepisów” – dowodzi CIS.

Problem w tym, że w „Rzeczpospolitej” przedstawialiśmy argumentację, świadczącą o irytacji marszałka Senatu pomysłami jego kolegi z Sejmu. Wyjaśnialiśmy, że Stanisław Karczewski otrzymany z Sejmu projekt celowo w szybkim trybie przekazał wicemarszałkowi Senatu Bogdanowi Borusewiczowi z PO, by ten mógł torpedować zmiany.

Wątpliwości mogą też budzić inne fragmenty dzisiejszego oświadczenia Centrum Informacyjnego Sejmu. Odnosi się ono przykładowo do fragmentu tekstu, w którym wyjaśniamy, co najbardziej miało zirytować Karczewskiego: propozycja zakazująca senatorom wstępu na salę obrad w Sejmie.

CIS podkreśla, że przepis utrudniający pobyt senatorom na sali w Sejmie nie można nazwać „zakazem”. „Wśród rozważanych możliwości znalazło się dookreślenie, że senatorowie mają możliwość wstępu na salę posiedzeń Sejmu w przypadkach uzasadnionych porządkiem dziennym posiedzenia Sejmu. Propozycja ta została w sposób niezgodny z prawdą przedstawiona przez dziennikarza jako „chęć zakazania senatorom wchodzenia na salę obrad w Sejmie”. W rzeczywistości w myśl tej propozycji senatorowie w każdym uzasadnionym merytorycznie przypadku mieliby wstęp do Sali Posiedzeń, a w pozostałych przypadkach także stale do dyspozycji galerię do obserwacji obrad” – wyjaśnia CIS.

Problem w tym, że właśnie to napisaliśmy w „Rzeczpospolitej”. Wyraźnie zaznaczyliśmy, że zakaz wstępu miał nie obowiązywać w sytuacji, gdy senator „musi być na mównicy, by przedstawić projekt senacki”. A to w zasadzie jedyny przypadek, gdy jego pobyt jest uzasadniony porządkiem dziennym posiedzenia Sejmu.

W „Rzeczpospolitej” pisaliśmy też o innych przedmiotach sporu między marszałkami Sejmu i Senatu. Wymienialiśmy m.in. problem z organizowaniem posiedzeń komisji senackich na terenie Sejmu i kontrolowanie przez Straż Marszałkowska podległą Kuchcińskiemu służbowych samochodów wicemarszałków Senatów. Relacjonowaliśmy też, że sejmowi urzędnicy nie chcieli zgodzić się, by pracownik Kancelarii Senatu dosiadł się do biura podawczego Sejmu. A po tym, gdy Marek Kuchciński w 2016 roku zamknął tereny sejmowe dla osób postronnych, pojawił się problem z dotarciem kurierów do biura podawczego Senatu, usytuowanego dotąd w budynku głównym.

„Nie jest prawdziwa informacja, jakoby Kancelaria Sejmu nie chciała zgodzić się, by do Wydziału Podawczego Kancelarii Sejmu »dosiadł się urzędnik z Senatu«. Od ponad roku Kancelaria Senatu korzysta ze swojego punktu podawczego zlokalizowanego w Wydziale Podawczym Kancelarii Sejmu” – informuje CIS.

Problem w tym, że już w 2017 roku pisaliśmy o problemach Senatu z biurem korespondencji. Wyjaśnialiśmy, że pobyt pracownika Senatu w wydziale podawczym Sejmu jest tylko tymczasowy ze względu na sprzeciw Kancelarii Sejmu. Cytowaliśmy wtedy ...Centrum Informacyjne Sejmu, które dziś chyba o tym zapomina.

Wówczas CIS informowało „Rzeczpospolitą”, że w budynku nie ma warunków na to, by dosiadł się pracownik Senatu. Powoływało się rozporządzenie ministra pracy, z którego wynika, że na każdego pracownika powinno przypadać co najmniej 2 mkw. podłogi. „Warunki architektoniczne budynku N ograniczają liczbę stanowisk pracy w recepcji do dwóch" – podkreślało CIS, dodając, że tylu właśnie pracowników potrzebuje Sejm. I przypominało, że Senat nie dołożył ani złotówki do budowy biura podawczego.

Dzisiejsze wyjaśnienia CIS stoją więc w sprzeczności z tym, co CIS deklarowało kiedyś. A tezy z wtorkowego artykułu dementują też sami marszałkowie obu izb, próbując sprawę obrócić w żart. „Jeżeli każda zimna wojna wyglądałaby jak ta, która trwa rzekomo pomiędzy mną a Markiem Kuchcińskim, to na świecie panowałby błogi pokój” – napisał Stanisław Karczewski.

„Dowiedziałem się z jednej z gazet o rzekomej »zimnej wojnie« pomiędzy mną i Marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. Dawno nie czytałem takich bajek. Myślę, że obaj będziemy zadowoleni jak polski film »Zimna wojna« otrzyma Oscara. A »Rzeczpospolitej« życzę, by była bardziej do rzeczy:)” – napisał z kolei Marek Kuchciński.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA