fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Niech żyją zabawki!

Drony Parrot wraz z zaawansowanym systemem sterowania to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Uzależniają
materiały prasowe
Bez elektronicznych gadżetów pod choinką ani rusz. Książki i klocki może i rozwijają wyobraźnię, ale najmłodsi uśmiechną się szerzej na widok czegoś na baterie i z dużym ekranem.

Gadżety – jak wszystko – ulegają sezonowym modom. Modne były tablety, przenośne konsole gier wideo i wszelkiego rodzaju akcesoria do nich. Były smartfony, netbooki, joysticki, przenośne odtwarzacze muzyki i cyfrowe aparaty...

A co się daje teraz?

Pewnym strzałem będą urządzenia z kategorii wearables, czyli do noszenia na sobie. Najczęściej są to po prostu zegarki – nazywane w tym kontekście smartwatchami – łączące się ze smartfonem. Taki smartwatch może odczytywać i zapisywać parametry pracy organizmu (tętno, temperaturę, aktywność fizyczną) i być drugim ekranem telefonu. Dzięki temu komórki nie trzeba wyciągać z kieszeni.

Tego typu urządzenia oferują praktycznie wszystkie liczące się firmy elektroniczne – od Apple i Samsunga po LG, Sony i Motorolę. Ich możliwości są bardzo podobne, kosztują z reguły od kilkuset do prawie 2 tys. złotych. Ale są też interesujące nowości, i to z obu stron cenowej skali. Są to jednak propozycje dla „starszych dzieci".

Ci naprawdę bogaci mogą zainwestować w nowość Tag Heuera, czyli pierwszy prawdziwy smartwatch szwajcarskiego producenta zegarków. Taki gadżet kosztuje ok. 1500 dolarów i ma typową dla marki jakość wykonania. Wyświetlany cyferblat wygląda dokładnie tak jak w każdym innym smartwatchu, jednak może też mieć charakterystyczne wskazówki i oznaczenia znane z innych modeli Tag Heuer – tych mechanicznych. Dzięki temu elegancki mężczyzna nie będzie musiał wstydliwie zasłaniać smartwatcha mankietem (w końcu plastikowy zegarek z ekranem nie bardzo pasuje do wizerunku). A gdy właściciel takiego zegarka stwierdzi, że smartwatch to jednak nie jest to, za drobną opłatą (kolejne 1500 dolarów) będzie mógł go wymienić na prawdziwy, mechaniczny czasomierz z napisem „Swiss made".

Dla tych, którzy lubią swój tradycyjny zegarek, Chronos przygotował dostawkę. Płaski element wyglądający jak dekiel koperty dokleja się od spodu zwykłego zegarka. To część zawierająca czujniki oraz element wibrujący do powiadomień. Później wystarczy go sparować ze smartfonem, i to wszystko. Funkcjami można sterować, stukając palcem w szkiełko starego czasomierza. Gadżet robiący ze zwykłego zegarka smartwatcha kosztuje 99 dolarów.

Do kategorii wearables należą również opaski na przegub monitorujące aktywność fizyczną. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy uprawiają jakiś sport albo uważają na kilogramy.

Producenci obiecują również inne elementy inteligentnej garderoby, choć wybór jest jeszcze ograniczony. Może to być pierścionek łączący się ze smartfonem, koszulka z wyświetlaczem czy kurtka z wszytymi w rękaw elementami sterującymi telefonem. Projektanci obiecują buty z wbudowaną nawigacją (podeszwa wibruje w tym bucie, w którą stronę powinniśmy skręcić), okulary podłączone do internetu, typu wycofanych z rynku Google Glass, czy wreszcie broszek sygnalizujących kolorami nastrój kobiety, która ją przypięła.

Młody lotnik

Drugą kategorią przeżywającą prawdziwy rozkwit są latające drony. Ceny od kilkudziesięciu do kilku tysięcy złotych. Przypominają popularne kilka lat temu zabawkowe zdalnie sterowane helikoptery. W odróżnieniu od tych „archaicznych" maszyn, drony potrafią same utrzymywać pozycję w powietrzu, samodzielnie startować i lądować, a w razie utraty zasięgu wracać do miejsca startu. Przede wszystkim są sterowane z tabletu lub smartfona, a część z nich (te droższe) rejestruje obraz z pokładowej kamery.

Popularne a zaawansowane drony produkuje doskonale znana na naszym rynku firma Parrot. Nowością przedświątecznego sezonu jest model Bebop 2 (premiera 14 grudnia). Jest mniejszy niż poprzednie modele, a jego akumulator po naładowaniu wystarcza na 25 minut lotu – to dwa razy dłużej niż dotąd. Ma też kamerę Full HD z obiektywem rybie oko: rejestruje ona obraz, który później można zgrać do komputera jako film wideo, ale też oglądać na żywo. Kontroler sterujący drona może połączyć się z goglami do rzeczywistości wirtualnej (o czym za chwilę) i pokazywać przed oczami użytkownika to, co widzi w powietrzu maszyna. Dron ma kosztować 550 dolarów.

Za podobną kwotę można mieć elektryczną deskorolkę zachowującą równowagę na dwóch kółkach. Różnych modeli jest mnóstwo. Te najbardziej popularne to Yesdzik, Swagway czy Hovertrax. Do jazdy nie są potrzebne żadne specjalne umiejętności, wystarczy wychylanie ciała. Takie deski to rozwinięcie modnego niegdyś (i szaleńczo drogiego) elektrycznego pojazdu Segway. Teraz podobne gadżety stały się praktycznie dostępne dla każdego. Umożliwiają zwykle przejechanie kilku kilometrów na jednym ładowaniu, pod warunkiem że powierzchnia jest równa. Jeżeli nie jest – na przykład pojawi się próg drzwi – leżymy.

Z elektrycznymi deskorolkami jest też inny problem. Z powodu użycia w nich tanich chińskich akumulatorów użytkownicy skarżą się na przegrzewania, a nawet samozapalenia.

Eksperci wieszczą natomiast, że prawdziwym hitem nadchodzących świąt – i całego przyszłego roku – będą zestawy do wirtualnej rzeczywistości. Obecnie dostępne są proste kartonowe okulary Google, niezbyt drogi zestaw Samsunga Gear VR oraz tanie chińskie podróbki, które można za kilkaset złotych kupić w supermarketach. W rzeczywistości to proste oprawki z podstawową elektroniką lub nawet jej całkowicie pozbawione (jak w przypadku kartonowych gogli). Całą inteligencję biorą z wkładanego do uchwytu smartfona. Ponieważ smartfon wyposażony jest w czujniki położenia, obraz wyświetlany w goglach zmienia się w zależności od położenia głowy użytkownika. Wrażenie jest fantastyczne nawet przy oglądaniu zwykłych filmów. Materiały przygotowane specjalnie pod taki system dają złudzenie przebywania w innym świecie. Warto jednak przed zakupem sprawdzić, czy wybrane gogle pasują do posiadanego komputera lub smartfona.

To się nie znudzi

Ale prawdziwa rewolucja na tym rynku dopiero przed nami. Na oficjalną premierę czeka HTC Vive – najlepszy zestaw do wirtualnej rzeczywistości, jakiego miałem okazję używać. A także ciągle opóźniony Oculus Rift i podłączane do konsoli gier PlayStation 4 okulary Sony. Tego typu gogle zostały zaprojektowane specjalnie na potrzeby graczy. Zestaw HTC umożliwia nawet chodzenie po pokoju (pozycja w przestrzeni jest namierzana dzięki dwóm ustawionym w pomieszczeniu czujnikom), a także interakcje w wirtualnym świecie – służą do tego trzymane w dłoniach kontrolery.

Wśród gadżetów nie może zabraknąć tych związanych z najbardziej wyczekiwaną premierą filmową roku. „Gwiezdne wojny. Przebudzenie mocy" były obecne na rynku zabawek na długo przed premierą samego filmu. Najlepszy gadżet? Robot Sphero BB-8. Jest mniejszą wersją filmowego robota – toczącej się kuli. Tyle że kosztującą ok. 150 dolarów zabawką można sterować z aplikacji na smartfonie. Robocik może też poruszać się sam, a nawet reagować na komendy głosowe. Jeżeli krzykniemy „It's a trap! " („To pułapka! " – też znane z sagi „Gwiezdne wojny") robocik wielkości piłki czym prędzej odjedzie.

Dziewczynkom bardziej do gustu przypadnie elektroniczna barbie. Lalka Hello Barbie rozpoznaje mowę i potrafi dopasować się do zainteresowań swojej właścicielki. Twórcy twierdzą, że kosztująca 75 dolarów zabawka zna 8 tys. zwrotów, które umie dopasować do okoliczności. W odróżnieniu od barbie starszej daty wymaga ładowarki i sparowania ze smartfonem.

Najbardziej zagorzałym młodym fanom „Gwiezdnych wojen" spodoba się ogromny zestaw Lego. Z 3800 elementów można zbudować własną Gwiazdę Śmierci. W zestawie są 24 figurki bohaterów. Cena również jest monstrualna – ponad 2 tys. złotych.

Wszystko inteligentne

Tyle na teraz. A co nas czeka w przyszłym roku? W styczniu w Las Vegas odbywa się CES (dawniej Consumer Electronics Show), największa na świecie wystawa i targi elektronicznych urządzeń służących rozrywce. To tam pokazywane są gadżety największych producentów, które w ciągu roku trafiają później na rynek.

Według szefa działu badań CES Shawna DuBravaca największym przebojem przyszłorocznej ekspozycji będą – a to więcej niż przeciek, bo DuBravac orientuje się doskonale, co będzie na jego wystawie – urządzenia codziennego użytku podłączone do internetu. Czujniki w ubraniach, zabawkach dziecięcych, zegarkach i pierścionkach, wbudowane w materac łóżka, podłogę łazienki, wmontowane w żarówki i zamki. Schowane w samochodzie i przekazujące informacje do podobnych czujników w asfalcie, co ma pozwolić na bezkolizyjną i ekonomiczną jazdę.

Drugi trend, który przepowiada ekspert CES, będą udoskonalone metody maszynowego uczenia się. Dzięki wspomnianym wszechobecnym czujnikom maszyny będą wiedzieć o nas coraz więcej, co pozwoli im uczyć się na błędach. Przykład – jeżeli zautomatyzowany samochód będzie miał wypadek, następnym razem zachowa się inaczej.

Wreszcie trend trzeci – inteligentne dopasowanie się do potrzeb użytkownika. Choć dopasowanie to za małe słowo. Gadżet na podstawie zgromadzonych informacji ma przewidzieć, co będziemy chcieli zrobić. Zastosowania to inteligentni asystenci wbudowani w smartfony – Google Now (Android), Cortana (Windows) czy Siri (Apple iOS) – podpowiadający nam na bieżąco, jak najlepiej się zachować w takich kwestiach, jak zamówienie biletów do kina, dotarcie na miejsce spotkania czy nawet transakcje finansowe. Telewizory zaś będą nam podpowiadać potencjalnie interesujące nas programy (ta technologia jest już obecna w niektórych modelach).

Według DuBravaca ogromnym zainteresowaniem będą się cieszyć zestawy do wirtualnej rzeczywistości, które w szerszym wyborze pojawią się na początku 2016 roku. Na razie – mimo ambitnych zapowiedzi – dostępnych jest zaledwie kilka modeli. Specjaliści czekają też na okulary pozwalające połączyć obraz rzeczywisty i wygenerowany przez komputer. Chociaż Google Glass okazały się kontrowersyjnym i generalnie nietrafionym pomysłem, podobne Microsoft HoloLens zachwycają gamą potencjalnych zastosowań. Obraz jest w nich wyświetlany w taki sposób, aby komponował się z otoczeniem. Umożliwiają również interakcję z wirtualnymi przedmiotami. Jak zwykle w takich przypadkach to, co początkowo reklamowane było jako poważne narzędzie dla profesjonalistów, swoją karierę rozpocznie jako gadżet służący rozrywce.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA