fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Robert Mazurek: Asfaltowe łby

Wikimedia commons, Attribution-ShareAlike 3.0 Poland (CC BY-SA 3.0 PL), Adrian Grycuk
Park w środku miasta, ładny, choć dziki, a może dlatego ładny, że dziki? Taki ludowy, nieogrodzony, w jeziorku ktoś ryby łowi, w fontannie kąpie się pies, na trawie opalają się tubylcy, z górki zjeżdżają na sankach dzieciaki, choć zwykle w różnych terminach. Tabliczki, akcja jakaś jest w ochronie jeży. W zeszłym roku pszczołami się zajmowali, kampania „Adoptuj pszczołę" była i zamontowali też hotele dla owadów, bo w mieście nie mają ponoć gdzie spać. A w tym roku wylali asfalt.

Wszędzie gdzie się da wylali, ścieżki szerokości dwupasmówki wte i wewte porobili, nie żeby rowerowe, w końcu pod same wielgachne schody prowadzą, tak po prostu, asfalt, bo równo. Wygląda to jak akcja protestacyjna zdesperowanego producenta nawierzchni bitumicznych, co to od niego państwo asfaltu nie skupuje, bo trudno przecież uwierzyć, że ktoś tak dobrowolnie, sam z siebie na taki pomysł wpadł. No ale dobrze, asfalt jest. I budzi emocje.




Zasadniczo powinno to teraz wyglądać tak: Partia Zielonych urządza w parku pikietę, demonstruje, krzyczy, przykuwa się do ostatnich ławek. Greenpeace idzie o krok dalej, wylewa półciężarówkę asfaltu wprost pod drzwi ratusza, blokując wyjście przerażonemu prezydentowi miasta. To nie koniec, Maja Ostaszewska przychodzi cała na czarno na zorganizowany przez Miasto Jest Nasze i inne ruchy miejskie „Pogrzeb motylka", Magdalena Cielecka niesie wielkie zdjęcia martwego jeża, a rozdygotana Krystyna Janda oznajmia, że czuje się, jakby jej ktoś tym asfaltem nas...ł na głowę. Z drugiej strony zachwyceni konserwatyści spraszają gwardię harleyowców i pod hasłem „Je...ć mrówki!" częstują przechodniów piwem i smażonymi na grillu (ach, ten ślad węglowy, mniam!) kiełbaskami.

Ale nie, drogie misie, nie zapominajmy, że akcja dzieje się w parku Morskie Oko, w Warszawie, mieście rządzonym przez wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Partia Zielonych boi się, że ktoś ją ofuknie, więc nie krytykuje koalicjanta, Greenpeace czy ruchy miejskie też tacy głupi nie są, by z możnymi zadzierać, zapadli więc bezpiecznie w sen zimowy. Aktorki uczą się roli do kolejnych manifestacji w obronie wiewiórek, demonstracji nikt nie urządza. Błoga cisza. Za to prawica rwie ostatnie włosy z głowy, że zbrodniczy reżim Trzaskowskiego–Rabieja morduje owady oraz ptactwo pomniejsze i trawę depcze.

Jednak nie ta zamiana ról – tak typowa w Polsce ostatnimi czasy – jest tu zaskakująca. Jeśli coś mnie zaskoczyło, a i to tylko troszkę, to skala upartyjnienia, która się przy tej, drobnej w sumie, sprawie ujawniła. I to nie wśród dziennikarzy czy polityków, ale wśród PT Publiczności. Oto na Twitterze największymi ekologami stali się goście spod biało-czerwonych flag, którzy dotychczas najchętniej zajmowali się bicyklami, no, niecałymi, częściami ich, konkretnie pedałami. Towarzystwo Silne Razem przekonuje zaś, że asfalt w parku lepszy niż dziury, a Mazurek, który wrzucił zdjęcie, to pijak. Naturalnie i jeszcze złodziej, w końcu każdy pijak to złodziej.

Wielce Szanowni Rodacy, naprawdę? Naprawdę warto bronić parku i alejek, tylko jeśli to tamci go betonują? Do licha ciężkiego, wiele nas wszystkich może różnić, nawet w sprawie ochrony przyrody. Możemy spierać się o ocieplenie klimatu, o to, kto jest za nie odpowiedzialny i jak z nim walczyć, możemy kłócić się o zakazy wjazdu samochodem do centrum czy zakaz hodowli zwierząt na futra, o wszystko. No ale park to park, a debil z asfaltem to debil. Tylko tyle, nic więcej. I co, tu też musimy najpierw sprawdzać, na kogo idiota głosuje?

Wiem, że w Polsce nie da się dyskutować niemal o niczym, że nakaz zatrzymywania się przed przejściem dla pieszych to sprawa polityczna, że za zmianą w podręczniku geografii niechybnie stoi Kaczyński, że nie tylko porozumienia żadnego nie będzie, ale też rozmawiać się nie da. Bo ze zdrajcami czy niszczycielami demokracji nie ma o czym gadać, to proste. Ale że parkowa alejka też? Nie, tego chyba jeszcze nie ćwiczyliśmy. Przecież to jakiś obłęd! Na mojej uliczce mieszka kolorowy anarchista i minister od bezpieczeństwa, mieszka pani z KOD-u i Ewa Stankiewicz, gitarzysta Kultu i pianistka. I wszyscy czasem spacerują tymi alejkami.

PS Aha, jeszcze jedno. To, że zająłem się miejskim parkiem, naprawdę nie oznacza, że zostałem ekologiem i mam zamiar kandydować na prezydenta. 

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA