fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Państwo świeckie, a nie antyreligijne

AdobeStock
Ze smutkiem obserwuję, jak postulat państwa świeckiego, w którym zresztą od dawna żyjemy, przekształca się w ustach lewicy i części liberałów w postulat państwa antyreligijnego. Wiem, że to mocny zarzut, szczególnie w sytuacji, gdy w Polsce Kościół wciąż ma się dobrze, i nawet jeśli od czasu do czasu szturchany jest przez media, to nadal cieszy się szeregiem przywilejów. Nie zmienia to jednak faktu, że w przestrzeni publicznej pojawiają się coraz częściej postulaty budowania państwa już nie świeckiego, ale wprost antykatolickiego czy nawet antyreligijnego. Na razie bez większych szans na ich realizację. Najnowszym ich przykładem są opinie na temat profanacji w Bełchatowie i wezwania policji. Część komentatorów uważa, że policja nie powinna przyjeżdżać na wezwanie duchownych, a kapłani powinni zostać ukarani za sam fakt wezwania policji.

Pomijając fakt, czy rzeczywiście policja powinna zostać wezwana do owego nastolatka, i czy nie można tego było załatwić inaczej, warto zająć się postulatem, który jest wprost zgłaszany, by zakazać państwu świeckiemu ingerencji w takie sprawy. Dlaczego? Bo państwo jest świeckie, a rzecz miała dotyczyć kwestii religijnych i stąd nie powinno być najmniejszej ingerencji państwa. Takie podejście jednak niewiele ma wspólnego ze świeckością państwa, a jest w istocie pragnieniem, by państwo polskie było antyreligijne. Takim zaś, na szczęście, od upadku komuny nie jest.




Czym różni się jedno od drugiego? Państwo antyreligijne zakłada, że wszystkie wierzenia religijne są fałszywe, a państwo nie jest od tego, by wspierać fałszywe przekonania, a zatem nie powinno ono ingerować, gdy ktoś profanuje, narusza sakralność, atakuje instytucje religijne. Państwo świeckie natomiast nie zajmuje stanowiska w sprawie prawdziwości poszczególnych wierzeń religijnych. Urzędników państwa nie musi zajmować, czy konsekrowana Hostia jest, czy nie jest Żywym Chrystusem, czy też może jego obecność jest jedynie symboliczna. Nie musi ono też rozstrzygać, czy świętym pismem jest Biblia czy Koran. To nie jest w zakresie kompetencji państwa. W niczym nie zmienia to faktu, że państwo świeckie powinno chronić wszystkie święte – dla wyznawców uznawanych przez nie religii i kultów – symbole, przedmioty, księgi czy uosobienia i objawienia Absolutu.

Obrona ta nie oznacza, że państwo świeckie uznaje wszystkie religie za tak samo prawdziwe, czy nawet, że uznaje za prawdziwą jakąkolwiek religię, a odrzuca ateizm. Powodem jest zupełnie co innego. Otóż, niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzący czy niewierzący, nie sposób nie zgodzić się z faktem, że emocje czy szerzej zaangażowanie religijne jest jednym z istotniejszych elementów życia wielu obywateli. Jeśli chronimy – choćby zapisami o mowie nienawiści – skłonność seksualną, rasę, płeć, narodowość – to trzeba przyznać, że religijność ma dla wielu przynajmniej równe, jeśli nie większe znaczenie niż te wymienione elementy. I już choćby przez szacunek dla tych osób instytucje państwowe powinny chronić istotne dla nich symbole czy przedmioty kultu. Po drugie zaś, jeśli mamy świadomość znaczenia religii dla obywateli i emocji, jakie wywoływać może profanacja pewnych symboli czy przedmiotów, to dla zachowania spokoju społecznego warto – w pewnych okolicznościach – pozwolić instytucjom państwowym chronić przedmioty kultu. Nie, nie oznacza to, że państwo i jego funkcjonariusze muszą podzielać opinie religijne osób, które proszą ich o pomoc. Nie muszą, a mimo to powinny przeciwdziałać, jeśli jest to konieczne i wskazane, pewnym aktom profanacji. Dla spokoju społecznego i obrony najgłębszych uczuć obywateli.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA