fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Krzysztof Szpilman: Japonia, dżudo i cień słynnego ojca

Fotorzepa, Darek Golik
Wyjechałem z Polski przede wszystkim dlatego, że nienawidziłem komunizmu. Ale bycie synem znanego muzyka również nie było dla mnie łatwe. Chciałem być sobą, nie pozostawać w niczyim cieniu, więc zdecydowałem się na radykalny krok - mówi Krzysztof Szpilman, japonista, syn Władysława i Haliny Szpilmanów.

Plus Minus: We wrześniu został sprzedany na aukcji fortepian pańskiego ojca, pianisty i kompozytora Władysława Szpilmana, za rekordową sumę 1,3 mln zł. Często pan wraca do muzyki ojca?

Słuchałem jej całe dzieciństwo i dziś wracam też czasem do niej, ale częściej słucham klasyki.

Ojciec nie chciał zrobić z pana muzyka?

Niestety, jestem pozbawiony jego talentu. Nie miałem też cierpliwości do instrumentów. Kiedy zacząłem ciekawić się muzyką, miałem wówczas może ze 14 lat, ojciec powiedział, że to za późno na bycie profesjonalnym muzykiem. I miał rację. Nie ma sensu torturować innych swoimi ambicjami i marzeniami.

Ale lubi pan chyba muzykę?

O tak, daje mi dużo radości i satysfakcji. A przede wszystkim odpręża.

O przeszłości ojca dowiedział się pan dopiero w wieku 12 lat. To była rodzinna tajemnica?

Jego wspomnieniowa książka „Śmierć miasta" została wydana tuż po wojnie, w 1946 roku, ale w domu ojciec nigdy nie mówił o swoich wojennych doś...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA