fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dominik Zdort o zakazie noszenia burkini we Francji

Fotorzepa
Kolejny francuski kurort zakazał muzułmankom pojawiania się na plażach w burkini, czyli w strojach do kąpieli zakrywających niemal całe ciało. Pomysł zakazu spodobał się i zwolennikom świeckości państwa, i obrońcom chrześcijańskich korzeni Europy.

Ci pierwsi twierdzą, że „burkini to przełożenie projektu politycznego przeciwko państwu, opartego przede wszystkim na podporządkowaniu kobiety" (premier Manuel Valls), ci drudzy argumentują, że jeśli w Europie ma być dozwolone burkini, to państwa muzułmańskie powinny pozwolić na bikini (portal Fronda).

Zazwyczaj opinie obu stron cywilizacyjnego sporu są od siebie dalekie, tym razem laicyzatorzy i katolicy stanęli na jednej barykadzie. Ale argumenty i jednych, i drugich trudno traktować poważnie.

Argument świeckości państwa zostaje bowiem przywołany wyłącznie przez polityczną poprawność. Nie wypada powiedzieć: zakazujemy burkini, bo nam się nie podoba kultywowanie islamskich obyczajów w Europie, więc używa się fałszywego argumentu, że strój zakrywający całe ciało symbolizuje „islamizm", a więc jest sprzeczny z zasadą świeckości państwa. Gdyby tak było naprawdę, to zakazano by we Francji także noszenia burek, hidżabów etc.

Natomiast żądania katolickiego portalu, aby upowszechnić na świecie modę na kostiumy z założenia mające epatować seksualnością, można uznać wyłącznie za mało śmieszny dowcip.

Z mojego punktu widzenia zakaz noszenia burkini to kolejny etap ograniczania wolności wyznania. Jeśli muzułmanki uważają, że z powodów religijnych nie powinny pokazywać obcym mężczyznom swojego ciała, należy to uszanować. Podobnie jak nie zakazuje się noszenia w miejscach publicznych Żydom jarmułek, a duchownym katolickim sutann i habitów (czego już niebawem zakazywać nie będzie trzeba, bo sami niechętnie je zakładają).

Ale jest też ważniejszy argument przemawiający za muzułmańskimi strojami kąpielowymi. Burkini – wbrew temu, co sądzą niektórzy przeciwnicy tego ubioru – nie zostało wymyślone w Arabii Saudyjskiej i zatwierdzone przez naczelne dowództwo Państwa Islamskiego. Wynaleziono je w Australii, na potrzeby mieszkających tam muzułmańskich kobiet. To kompromis pozwalający im korzystać z rozkoszy plażowania razem z niewiernymi. A przy okazji jeden z elementów oswajania muzułmanów z zachodnim sposobem życia.

Świecka Francja zamiast zakazywać wyznawcom Mahometa kultywowania ich obyczajów religijnych, powinna je krok po kroku oswajać. Wymaga to jednak rezygnacji z dogmatycznie traktowanej zasady rozdzielenia państwa i wyznań religijnych: Francja powinna na przykład zakazać finansowania islamskich instytucji z zagranicy, a w zamian za to wziąć na siebie utrzymanie meczetów i mahometańskich studiów teologicznych – podobnie jak czynią już Niemcy czy Belgia. W ten sposób można by choć spróbować przejąć rząd dusz europejskich wyznawcom islamu, kierując ich ku mniej agresywnym odmianom tej religii, a z czasem nawet do ateizmu.

Nie da się? Skoro Kościół katolicki Francja wykończyła, to i z muzułmanami się upora. Nawet jeśli miałoby to potrwać kolejne 200 lat.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA