fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Za wschodnią granicą Polski

Fotorzepa, Darek Golik
3 lipca jest dla oficjalnych władz Białorusi świętem niepodległości, na cześć dnia w 1944 r., w którym wojska sowieckie oswobodziły Mińsk od Niemców.

Opozycja świętuje 25 marca ku czci powstałej w tym dniu w 1918 r. niepodległej, demokratycznej Republiki Białoruskiej, która przeżyła kilka tylko miesięcy, by potem zostać pokonana przez bolszewików. Oczywiście świętowanie czegokolwiek demokratycznego na Białorusi jest odbierane przez władze jako antypaństwowe i w doskonałym filmie dokumentalnym nakręconym w 2006 r. przez Mirosława Dembińskiego „Lekcja białoruskiego" 18-letni wówczas Franak Wiaczorka opowiadał, że skoro urodził się 26 marca, to jego ojciec – lider opozycji i wybitny intelektualista Wincuk Wiaczorka – był zazwyczaj tego dnia w areszcie i największym marzeniem małego Franaka było mieć w prezencie tatę na urodziny.

Franak się od tego czasu trochę zestarzał, ale film nie – i warto go obejrzeć (jest dostępny na YouTubie). To rada zwłaszcza dla politologów i pewnej dyplomatki (sic!), którzy uważają, że Łukaszenko jest łagodnym dyktatorem, naród białoruski go toleruje, a nawet ceni za spokój i kartoszki na stole.

Na Białorusi co jakiś czas pojawia się niepokój i ludzie jednoczą się w opozycji wobec władzy: a to w obronie wolności czy uczciwych wyborów, a to przeciwko podatkom od niezarabiania pieniędzy, a to w obronie prześladowanych. Niektórzy Białorusini dowiadują się o protestach i represjach z polskiej telewizji satelitarnej nadającej po białorusku, Biełsat TV, tak jak w czasach komunistycznych o buntach w Poznaniu czy Radomiu Polacy dowiadywali się często z Radia Wolna Europa.

W tym roku 4 lipca kilkuset Białorusinów – całkiem dużo jak na ten kraj, bo każdy uczestnik może zostać zatrzymany, a na pewno sfotografowany i zaksięgowany – przemaszerowało przez Mińsk, protestując przeciwko planom zapowiedzianych na wrzesień tego roku białorusko-rosyjskich manewrów wojskowych „Zapad 2017". Rosja zapowiada, że będzie to odpowiedź na rosnące siły NATO, ale demonstrujący Białorusini obawiają się, że – nie pierwszy zresztą raz – obecność wojsk rosyjskich na terenie Białorusi zwiększy w ich kraju wpływy Moskwy, które i tak są silniejsze niż nawet w niektórych krajach Azji Środkowej.

Jeden z liderów opozycji, były kandydat na prezydenta i były więzień polityczny Mikoła Statkiewicz – sam były wojskowy – powiedział w czasie demonstracji, że wszyscy na Białorusi wiedzą, co to są wojska rosyjskie, zwłaszcza tak zwane siły pokojowe, które przygotowały wojnę z Gruzją w 2008 r., i wszyscy wiedzą, że rosyjska Flota Czarnomorska przyczyniła się do zagarnięcia Krymu przez Rosję.

W tym samym czasie zastępca ministra obrony Ukrainy Iwan Rusnak dokonał podsumowania dotychczasowych kosztów wojny Rosji przeciwko Ukrainie, którą za propagandą rosyjską wielu nazywa „konfliktem ukraińskim" czy „wojną ukraińsko-rosyjską". Pierwszy etap tej wojny został przez Rosję wygrany ponad trzy lata temu, gdy rozpoczęła ona okupację Krymu. Iwan Rusnak podaje, że na terenie Ukrainy i na granicy rosyjsko-ukraińskiej znajduje się ponad 60 tys. żołnierzy dysponujących nowoczesnym uzbrojeniem i że na ich czele stoją rosyjscy oficerowie i kilku generałów. Do tej pory zginęło 2,7 tys. obywateli Ukrainy, a ponad 10 tys. zostało rannych. Same straty w infrastrukturze komunikacyjnej, energetycznej i społecznej wynoszą ok. 50 mld dolarów. Do strat nie są wliczone ani materialne, ani ludzkie koszty przemieszczania się ludności, ani – co jest bardzo dziwne – koszty ponoszone przez mieszkańców Krymu lojalnych wobec Ukrainy, a zwłaszcza zabójstwa, zaginięcia i areszty Tatarów krymskich.

Do kosztów ponoszonych przez Ukrainę należy również doliczyć wzrost budżetu obronnego i – w innym wymiarze – polityczne koszty kraju napadniętego przez mocarstwo.

Jest oczywiste, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie i kolejne kroki wciągające Białoruś głębiej w orbitę Moskwy stanowią dla Polski prawdziwe zagrożenie, powinny być więc stałym tematem zainteresowania polityków i mediów. Tym zaś, którzy przywiązują wagę do symboli, zwracam uwagę, że manewry „Zapad 2017" będą się odbywały 14–20 września, a zatem 17 września wojska rosyjskie znów przyjdą na granicę z Polską, co jest co najmniej nietaktem.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA