fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Odtrutka na autorytety moralne III RP

Znaczek upamiętniający Emila Ciorana
123RF
Gdyby nie pewien mój znajomy, kompletnie przeoczyłbym przypadającą 20 czerwca okrągłą, bo 20., rocznicę odejścia z tego świata Emila Mihaia Ciorana.

Gdyby nie pewien mój znajomy, kompletnie przeoczyłbym przypadającą 20 czerwca okrągłą, bo 20., rocznicę odejścia z tego świata Emila Mihaia Ciorana. Nic dziwnego. Ten rumuński myśliciel, mistrz aforyzmu i eseju to – niezależnie od tego, że należy do gigantów XX-wiecznej kultury europejskiej – z pewnością postać niszowa. Nad Wisłą pozostaje ważny dla kręgu ludzi, którzy w późnonowoczesnym czy ponowoczesnym społeczeństwie uchodzą za ekscentryków, w dodatku – w niektórych przypadkach – groźnych.

Wiele wyjaśnia międzywojenny epizod z życia Ciorana. Będąc jeszcze studentem uniwersytetu bukareszteńskiego, tworzył wraz z innymi wybitnymi rodakami – takimi jak religioznawca Mircea Eliade, dramaturg Eugene Ionesco i filozof Constantin Noica – klub dyskusyjny Axa (Oś) związany z nacjonalistyczną organizacją Legion Michała Archanioła. Wodzem Legionu był Corneliu Zelea Codreanu, którego poglądy – przepojone mistyką krwi i ziemi – okazały się potem zbyt radykalne nawet dla kolaborujących z III Rzeszą władz rumuńskich. W rezultacie on i 13 jego towarzyszy walki zostało w roku 1938 zamordowanych przez żandarmów eskortujących ich do więzienia.

Nie oznacza to jednak, że Cioran został z powodu swoich młodzieńczych uwikłań politycznych obłożony anatemą. Nie objęła ona również jego wymienionych wyżej uniwersyteckich kolegów. Owszem, w komunistycznej Rumunii nie było dla takich ludzi miejsca. Ale na Zachodzie mogli już robić kariery poważanych intelektualistów.

Może to zastanawiać w kontekście tego, że Cioran właściwie nigdy się nie odciął od swojej „faszystowskiej" przeszłości. Ale wystarczyło, że przyjął postawę mizantropa dystansującego się od wszelkiej polityki, a znalazł aprobatę na liberalnych salonach, zachwycających się błyskotliwym, pełnym sarkazmu i gorzkiej ironii językiem przybysza z Rumunii, który Europę określał mianem „uperfumowanego trupa".

Skądinąd warto przytoczyć fragment eseju Ciorana „Mój kraj". Autor tak wspomina w nim swoją młodość: „W tamtym czasie powstał pewien ruch – który chciał wszystko reformować, nawet przeszłość. Ale ruch ten był jedyną oznaką tego, że nasz kraj mógł być czymś innym niż fikcją. I był to ruch okrutny, mieszanka prehistorii i profecji, mistycyzmu, modlitwy i rewolweru, prześladowany przez władze i zabiegający o prześladowania. Albowiem popełnił niewybaczalny błąd wymyślenia przeszłości dla tego, co jej nie miało". Zdaniem Ciorana „krwawi męczennicy" z „obłąkańczej sekty", czyli Legionu, tacy jak Codreanu, „odkupili grzechy ojczyzny swym obłędem".

Emigracja wewnętrzna Ciorana zaowocowała twórczością, która szła pod prąd wszelkich wielkich narracji ideowych XX stulecia. W „Ćwiczeniach z zachwytu" pisarz wyznał: „Nie zakorzenić się, nie przynależeć do żadnej wspólnoty – taka była i jest moja dewiza". Sporo o stosunku Ciorana do rzeczywistości mówią dwa jego aforyzmy: „Najgorszą formą despotyzmu jest system, w filozofii i we wszystkim" oraz „Wszystko, co mogłem odczuć i pomyśleć, było jedynie ćwiczeniem się w antyutopii".

Nie będę ukrywał, że w latach 90. książki rumuńskiego myśliciela były dla mnie lekturami formacyjnymi. Stanowiły odtrutkę na nieznośnie patetyczne akty strzeliste zanoszone przez autorytety moralne III RP w stronę nowych bożków: demokracji, równouprawnienia, tolerancji, wolności. Dziś nie budzą już takiego entuzjazmu jak dwie dekady wstecz, bo wszelka negacja ma swoje granice. Niemniej Cioran jako tropiciel fałszywych objawień – zarówno religijnych, jak i świeckich – nadal inspiruje.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA