fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Putin – obsesja Timothy’ego Snydera

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Jeśli z jakiegoś powodu cenimy historyków, to nie dlatego, że odkrywają w archiwach lub głęboko pod ziemią jakieś niezwykłe nowe fakty, ale dlatego, że tworzą nowe narracje, które zmieniają nasze myślenie o przeszłości, a więc też i o teraźniejszości. Pozwalają one lepiej zrozumieć rzeczywistość, pokazując czasami drugie dno wydarzeń, które uważaliśmy za oczywiste.

I dlatego pierwszych sto kilkadziesiąt stron nowej książki Timothy'ego Snydera „Droga do niewolności" czyta się z zapartym tchem. Opis filozofii, na której zbudowano dzisiejszą Rosję, jest pasjonujący. Snyder ciekawie opowiada też o ewolucji polityki rosyjskiej i konsolidacji kleptokratycznej oligarchii wokół Władimira Putina. Trudno się dziwić – Snyder to wybitny historyk, znawca dziejów naszego regionu, człowiek lubiący Polskę, zresztą laureat nagrody „Rzeczpospolitej" im. Jerzego Giedroycia.

Gdy jednak czytałem, co Snyder pisze na temat Polski, zacząłem przecierać oczy ze zdumienia. Historyk, jak każdy, ma prawo do swoich poglądów, ale jeśli pisze książkę z ambicjami naukowymi, powołując się jako na autorytety na dzieła tak kuriozalne jak książki Tomasza Piątka o Antonim Macierewiczu, zamiast obrazu Polski otrzymujemy jej wykoślawione odbicie w krzywym zwierciadle.

Ujawnienie taśm od Sowy i z Amber Room to dla Snydera początek totalitaryzmu. Ale to nie koniec tez pasujących raczej do radykalnej antypisowskiej propagandy niż do opisu Polski. „Dwie restauracje, w których je (rozmowy – przyp. MS) nagrano, należały do konsorcjów związanych z uznawanym za capo di tutti capi rosyjskiej mafii Siemionem Mogilewiczem", a afera taśmowa to zemsta rosyjskiej mafii za zaangażowanie rządu Donalda Tuska na Ukrainie. Sęk w tym, że na Ukrainie zaangażowana była nie tylko PO, na Majdanie przemawiał również Jarosław Kaczyński. Teza, że Rosjanie obalili proukraiński rząd Platformy, by wygrał nie mniej proukraiński rząd PiS, jest kuriozalna. Mało tego, z książki Snydera wynika, że antyrosyjscy rzekomo politycy PO stołowali się w restauracjach związanych z rosyjską mafią. Logika zjada własny ogon. Autor powiela też antypisowskie mity dotyczące katastrofy smoleńskiej – choćby o rozmowie braci Kaczyńskich, choć krytyczny wobec PiS ekspert Maciej Lasek wielokrotnie mówił, że rozmowa przez telefon satelitarny nie mogła dotyczyć warunków lądowania, bo miała miejsce, nim prezydenta poinformowano o tym, że w Smoleńsku nie da się wylądować.

Czy więc cała książka Snydera, opisująca antyliberalny zwrot na Zachodzie, jest tak samo wiarygodna, jak to, co pisze on o Polsce? Autor z jednej strony oskarża Rosję o wiarę w antyrosyjskie spiski, a sam w Polsce, Unii czy USA wszędzie widzi brudne palce Władimira Putina. Przykłady? Francuskie protesty z 2013 r. po wprowadzeniu liberalnej ustawy o małżeństwach jednopłciowych sprowadza do udziału w nich Marine Le Pen, której partia jest finansowana przez Putina. To, że w proteście brało udział półtora miliona francuskich katolików, amerykański historyk jednak nie uważa za ważne.

Zamiast analizować, dlaczego zachodnie społeczeństwa straciły zaufanie do liberalnej demokracji, a szczególnie do liberalnych elit, Snyder zadowala się wizją, według której to wszystko robota mającego obsesję na punkcie sodomii Putina.

Swoistym postscriptum do książki jest ujawniony miesiąc temu raport prok. Muellera, który wykluczył zmowę pomiędzy Trumpem a Rosją w 2016 r. Zmowę, którą Snyder traktuje jako pewnik. Jak widać, granica między książką historyka a książką z zakresu historii alternatywnej jest bardzo cienka.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA