fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Superbohaterskie dojne krowy

mat. pras. disney
Ponoć gdy coś się kończy, coś się też zaczyna. Już niedługo przekonają się o tym miłośnicy filmowej rozrywki, gdyż w tym roku dobiegną końca trzy wielkie serie popkultury: serial „Gra o tron", historia rodu Skywalkerów, wreszcie tak zwana trzecia faza Marvel Cinematic Universe, czyli wielkiej machiny do produkcji filmowych superbohaterów. Na rynku powstanie pustka. Ale czy rzeczywiście? Sprawa wcale nie jest taka oczywista.

Dla miłośników kina popcornowego trzygodzinne widowisko „Avengers: Koniec gry" to bez wątpienia premiera roku. Poprzednia część w samych kinach zarobiła 2 miliardy dolarów i zakończyła się efektownym cliffhangerem, pozostawiającym widza w niepewności. Większość bohaterów cyklu zginęła na skutek szaleństwa niejakiego Thanosa. Pozostali oczywiście nie mogli tego tak zostawić. Tym bardziej że wśród ofiar znalazły się postacie nowe dla serii, takie, z którymi producent siłą rzeczy musi wiązać dalekosiężne plany i których z całą pewnością nie zamierzał trwale usunąć. Zwłaszcza że nieoficjalnie zapowiedział już kolejne przygody uśmierconego Spider-Mana czy Czarnej Pantery!

Dlatego siłą rzeczy jeszcze przed premierą miłośnicy serii mogli z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć, co wydarzy się w „Avengers: Koniec gry". Bohaterowie rozpoczną starania o przywrócenie zmarłych do życia. I to skutecznie, bo niektórzy z nich wrócą. Inni z kolei...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA