fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

O młodzieży nieodpowiedzialnie

Rzeczpospolita
Każdego roku statystyki nieubłaganie wykazują rosnącą liczbę samobójstw wśród nastolatków i młodych dorosłych nieradzących sobie z własnymi lękami i atakami bezdusznych rówieśników. Próbę analizy tego zjawiska podejmuje film „Wszystkie jasne miejsca" Bretta Haleya. Próbę, trzeba przyznać, nieudaną i nieunoszącą ważkiego problemu potęgowanego przez samotność i depresję.

Theodore (Justice Smith) ratuje stojącą na skraju mostu Violet (Elle Fanning) przed skokiem w przepaść. Oboje mierzą się na co dzień z poważnymi trudnościami – ona straciła siostrę w wypadku samochodowym i nie potrafi wyjść z żałoby, on natomiast zmaga się z zaburzeniami psychicznymi (niezdefiniowaną najpewniej dwubiegunowością), przez co w liceum uchodzi już nie tyle za outsidera co wręcz za świra (choć nie znosi etykietek, to sam używa tego określenia). Wspólnie zaczynają pracę nad szkolnym projektem, którego celem jest odnalezienie „cudów" stanu Indiana, co wcale nie jest takie proste. Trudniejsze od tego okazuje się jednak, niczym w klasycznym kinie drogi, poszukiwanie samych siebie oraz sensu w życiu.




Reżyser, posiłkując się książką Jennifer Niven i jej scenariuszem, nie potrafi się zdecydować, w jakiej konwencji chce opowiadać historię. Żongluje różnymi rejestrami – od komedii romantycznej przechodzi do łzawego melodramatu, ale nie potraf...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA