fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Szeroki uśmiech, gdy wokół się pali

materiały prasowe
Nowojorski Diamond District położony na 47 Ulicy pomiędzy Piątą a Szóstą Aleją to miejsce szczególne zarówno na mapie miasta, jak i całych Stanów Zjednoczonych. To tu, w samym sercu Manhattanu, od dekad – począwszy od czasów, gdy ortodoksyjni Żydzi z Europy uciekali za ocean przed nazistowskimi prześladowaniami – lokują się jubilerzy, czyniąc z okolicy globalne centrum wymiany klejnotów. Ich obroty sięgają kilkuset milionów dolarów dziennie! Targów wciąż często dobija się tu poprzez uścisk dłoni, a zewsząd słychać tradycyjne żydowskie pozdrowienie „Mazel tov!". Nic więc dziwnego, że właśnie w tym miejscu bracia Benny i Josh Safdie postanowili zawiązać akcję „Nieoszlifowanych diamentów". Wszak nigdzie indziej historia ta nie miałaby ani takiej siły oddziaływania, ani też tyle sensu.

Bracia Safdie, twórcy intensywnego, hipnotyzującego i pełnego napięcia „Good Time" z 2017 r., swym nowym filmem robią krok, który ma szansę przenieść ich z odmętów kina niezależnego prosto do mainstreamu. Inspirując się opowieściami ojca, który w branży kamieni szlachetnych pracował najpierw jako chłopiec na posyłki, a następnie jako handlarz, po raz kolejny wrzucają widza do świata lęków, niepokojów i ryzyka. Świata, którego bohaterowie – niczym w efekcie kuli śnieżnej – spadają z każdą chwilą coraz niżej.




Howard Ratner (Adam Sandler) prowadzi sklep jubilerski, zabezpieczony lepiej niż niejedna forteca. Skarbów ma zresztą sporo. Interesy robi ze wszystkimi, niezależnie od rasy, wyznania czy profesji. Jest człowiekiem ze stale zaciskającą się pętlą na szyi – może nie codziennie ociera się o śmierć, ale już na pewno o kilka dodatkowych siniaków. To facet uzależniony nie tylko od ryzyka, ale również od hazardu. Zadłużony u wszystkich większych ...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA