fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jerzy Borowczak: Przewidziałem katastrofę Komorowskiego

Wrzesień 1985 r. – piąta rocznica strajków w Stoczni Gdańskiej. Uroczystości pod pomnikiem stoczniowców, na pierwszym planie Lech Wałęsa i Jerzy Borowczak
Reporter, Maciej Macierzyński
Przez pierwsze 25 lat wolności kraj został nie tylko dźwignięty z upadku gospodarczego, ale znaleźliśmy się – wtedy nam się tak wydawało, że na trwałe – w NATO i w Unii Europejskiej. Niestety, tylko nam się wydawało - mówi Jerzy Borowczak, działacz Solidarności, poseł PO.

Plus Minus: Najważniejszy dzień w pana działalności publicznej?

14 sierpnia 1980 roku, kiedy rozpocząłem strajk na wydziale K5 Stoczni Gdańskiej.

Rozpoczął pan ten strajk razem z Bogdanem Borusewiczem i Bogdanem Felskim.

W pięć osób planowaliśmy ten strajk, bo jeszcze z Lechem Wałęsą i Ludwikiem Prądzyńskim, ale na początku byłem sam, bo moi koledzy nie przyszli na zbiórkę o 5 rano, tak jak było umówione. Przyszedłem tylko ja i nie bardzo wiedziałem, co mam robić. Nie było wtedy komórek, żeby zadzwonić i wyjaśnić, co się stało. Dopiero za dwadzieścia szósta zjawił się Ludwik Prądzyński, bez ulotek i plakatów, a miał zacząć strajk na wydziale K3. Pobiegliśmy na mój wydział, na K5, po materiały. Dwa i pół kilometra. Gdy tam dotarliśmy, była już 5.55, ludzie zaczęli się schodzić do pracy. Oddałem część ulotek i plakatów Ludwikowi, a resztą rozdawałem robotnikom i tak zaczął się strajk.

Jak to było z udziałem Lecha Wałęs...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA