fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Platforma Obywatelska

Borys Budka: PO potrzebuje zmiany

- Prezydent Andrzej Duda prowadzi kampanię przez ostatnie pięć lat, to jest normalne - twierdzi Borys Budka
materiały prasowe
Dobra organizacja prac klubu to pierwszy etap – mówi Borys Budka, wiceszef PO.

Donald Tusk nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Czy to dobra decyzja?

Odpowiedzialna i przemyślana. Donald Tusk chce, by opozycja wygrała te wybory. Wiedząc, że jego zwycięstwo jest wątpliwe, postanowił podjąć racjonalną decyzję. I – biorąc pod uwagę ostateczny cel czyli wygraną – jego decyzja nie mogła być inna. I w mojej ocenie postąpił słusznie.

Zgadza się pan z tezą, że od tej decyzji Tusk definitywnie przestaje być punktem odniesienia dla PO i zaczyna się całkowicie nowy etap?

Era Tuska w Platformie skończyła się pięć lat temu, gdy zdecydował się objąć funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. Oczywiście jako były premier, przewodniczący partii i ośmiokrotny zwycięzca wyborów był cały czas pewnym punktem odniesienia. Decyzja o niekandydowaniu z pewnością kończy etap dywagacji o jego prezydenturze. Natomiast sam Tusk mówił o powrocie do krajowej polityki. I jako szef Europejskiej Partii Ludowej jego rola będzie istotna.

Jeśli nie on, to kto będzie kandydatem Koalicji Obywatelskiej?

Kandydat, który realnie będzie w stanie wygrać w drugiej turze. Padają różne nazwiska. Jesteśmy przed posiedzeniem zarządu krajowego PO i nie chciałbym przedwcześnie przesądzać. Natomiast zawsze mówiłem o trojgu równorzędnych kandydatach, ponieważ oprócz Donalda Tuska na równi stawialiśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską i Rafała Trzaskowskiego. To są osoby, które pokazały, że potrafią wygrywać wybory, że są politykami wielkiego formatu.

Jaką pana zdaniem drogą powinien zostać wybrany?

Ścierają się dwie koncepcje. Jedna to wybory poprzez statutowe organy, czyli rekomendacja zarządu i decyzja Konwencji Krajowej. Druga koncepcja to jakaś formuła prawyborów. Obie mają swoje plusy i minusy. Natomiast przede wszystkim trzeba rozważyć, czy mamy jeszcze czas na prawybory oraz czy są chętni na taką szeroką formułę. Czy nie lepiej przyjąć, że swego rodzaju prawybory odbyły się kilka tygodni temu, 13 października podczas wyborów parlamentarnych i uznać, że np. wynik wyborczy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w okręgu warszawskim, gdzie zdeklasowała rywali i była najlepsza w skali kraju, jest swoistą formułą akceptacji jej kandydatury. Gdy jako KO wskazywaliśmy Kidawę-Błońską jako kandydatkę na premiera nie było żadnych prawyborów, konwencji czy statutowych organów, które miałyby to zatwierdzić, a okazało się, że ta decyzja byłą strzałem w dziesiątkę.

A prawybory na całej opozycji?

Według mnie takimi prawyborami będzie pierwsza tura wyborów prezydenckich. To jest okazja do wielkiej mobilizacji opozycji, policzenia, czy sumą głosów jesteśmy w stanie wygrać z obecnym prezydentem Andrzejem Dudą. Nic tak nie mobilizuje wyborców jak kandydat, z którym się utożsamiają. Najrozważniejszym wydaje się, aby trzy bloki opozycyjne: KO, PSL i Lewica wystawiły troje kandydatów z jednoczesnym zobowiązaniem, że potem poprą tego kandydata, który przejdzie do drugiej tury. Ja już teraz mogę zadeklarować, że jeżeli do drugiej tury przejdzie Władysław Kosiniak-Kamysz i obecnie urzędujący prezydent, to Władysław Kosiniak-Kamysz ma mój głos i będę namawiał innych, by również ten głos oddali. Liczę na to, że Kosiniak-Kamysz złoży dokładnie taką samą deklarację w stosunku do kandydata lub kandydatki KO. To jest moim zdaniem bardzo uczciwa formuła. Proponuję całej demokratycznej opozycji „pakt prezydencki". Współpraca z Lewicą i PSL, która miała miejsce wyborach do Senatu i dzięki której udało nam się uzyskać w Senacie większość, powinna być wyznacznikiem w drugiej turze wyborów prezydenckich.

Jak ważny w kwestii wyboru kandydata jest czas?

Nie mamy jeszcze kampanii wyborczej. Kampania rozpocznie się prawdopodobnie w styczniu. Ważne, byśmy wskazali kandydata na prezydenta, ale ważniejsze niż to, czy to będzie w grudniu, czy w styczniu przyszłego roku, jest to, by był to najlepszy z możliwych kandydatów. Poza tym ważne jest, abyśmy jako Koalicja Obywatelska zbudowali taki szkielet tej kampanii i przygotowali ją dobrze, by nasz kandydat miał realne szanse na wygraną. Na nic nie zda się nawet najlepszy kandydat, jeśli nie będzie pomysłu na kampanię i jeżeli nie wyciągniemy wniosków z przegranych w ostatnim czasie wyborów.

Czy to nie jest marnowanie czasu i ułatwianie działań Andrzejowi Dudzie?

Andrzej Duda prowadzi kampanię przez ostatnie pięć lat, to jest normalne. Jako maratończyk wiem, że należy dobrze przygotować się do biegu, zanim stanie się na starcie. Bo nieprzygotowanie może wiele kosztować. Uważam, że decyzja powinna być przemyślana.

Czy sama decyzja Tuska ogłoszona na miesiąc przed 2 grudnia – pierwotnym terminem - nie była zawołaniem do przyspieszenia?

Donald Tusk ucina wszelkie spekulacje. Zrobił to po to, byśmy nie zaprzątali sobie nim głowy i za to go cenię. Natomiast to my musimy rozważyć co dalej. Oczywiście jest taka presja, z racji tego, że jesteśmy największą siłą polityczną w Polsce po stronie opozycji. Ważna jest nie tyle szybka, co mądra decyzja.

Tę presję buduje również Władysław Kosiniak-Kamysz, który mówi, że chce już debatować, i który przez ten czas będzie budował swoją pozycję.

Nikt nie broni aktywności Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi. Ale nie będziemy podejmować decyzji pod presją innych ugrupowań. Jeżeli Władysław Kosiniak-Kamysz chce debatować, może w ramach PSL-u zorganizować prawybory, to jego suwerenna decyzja. Na debaty przyjdzie czas w kampanii wyborczej.

Startuje pan na szefa klubu parlamentarnego. Czym będzie różnił się od poprzedniego – jeśli pan wygra?

Wyborcy oczekują, by opozycja była skuteczna i wiarygodna. Polityka wraca do parlamentu. To tu będą podejmowane najważniejsze decyzje. Moją rolą jest zbudowanie klubu, który pozwoli na zaangażowanie w prace parlamentarne jak największej liczby parlamentarzystów, wykorzystanie ich wielkiego potencjału. Zbudowanie dobrego zespołu. Jestem zwolennikiem gry drużynowej. Na razie nie podejmuję żadnych personalnych decyzji. Dla mnie oczywistym jest, że w prezydium nowego klubu znajdą się szefowie wszystkich partii, które wchodzą w skład Koalicji Obywatelskiej. Cała reszta jest kwestią do zaproponowania i przedyskutowania, nikt nie będzie narzucał parlamentarzystom decyzji. Musi być tak, że wszyscy, którzy chcą pracować, będą mieli stworzone do tego możliwości. Bez względu na staż parlamentarny czy miejsce w poselskich ławach.

Jakie mogą być relacje tego klubu z PSL-em i Lewicą?

To muszą być relacje partnerskie. Jestem przekonany, że dobra współpraca po stronie opozycji może jedynie procentować. Pokazaliśmy w obszarze wymiaru sprawiedliwości, którym zajmowałem się przez ostatnie 4 lata, że potrafimy zbudować dobry zespół opozycji. Od początku współpracowaliśmy z PSL-em i Nowoczesną. Współpracę opozycji trzeba budować na uczciwych zasadach. Zaufanie to podstawa. Nie można czego narzucać. KO ma tę przewagę, że jest dużo większym klubem od dwóch pozostałych, ale ja będę traktował każdego po partnersku.

Jest też kwestia wewnętrznych wyborów w PO. Kiedy powinny się one odbyć?

Zgodnie ze statutem kadencja Grzegorza Schetyny upływa 25 stycznia 2020 roku. Cała procedura wyborcza powinna się do tego dnia zakończyć. Można ją rozpocząć – analogicznie jak cztery lata temu – jeszcze w listopadzie, wtedy będzie więcej czasu na wewnętrzną kampanię. Najpóźniej taka decyzja musi zostać podjęta w grudniu, byśmy mogli ogłosić wyniki przed upływem kadencji obecnego przewodniczącego. Wtedy nowo wybrany przewodniczący będzie mógł płynnie rozpocząć swoją kadencję.

Kiedy będzie wiadomo, kto wystartuje w tych wyborach?

Myślę, że najpóźniej w ciągu kilkunastu dni od ich zarządzenia przez Radę Krajową. Po tej decyzji zarząd krajowy przyjmie szczegółowy kalendarz. Jeśli procedura rozpocznie się jeszcze w listopadzie, wówczas kandydatów poznamy na początku grudnia. Jeśli decyzja podjęta zostanie w grudniu, kandydatów poznamy pewnie przed świętami.

A jeśli obecne władze PO uznają, że nadzwyczajne okoliczności – wybory prezydenckie, kampania czy cokolwiek innego – sprawią, że wybory na szefa PO powinny były się odbyć np. w lipcu 2020?

Nie widzę takiej statutowej możliwości. Co więcej, Grzegorz Schetyna kilkakrotnie potwierdzał, że wybory odbędą się w przewidzianym terminie. Czyli nowy przewodniczący zostanie wyłoniony do 25 stycznia 2020 roku.

Platforma potrzebuje zmiany?

Tak, nie tylko zmian personalnych, ponieważ to jest kwestia wtórna. PO potrzebuje przede wszystkim nowego zdefiniowania tożsamości, tego, co jest dla nas najważniejsze, co powinno stanowić trzon, wokół którego należy budować program i strategię działania. PO powinna być partią ludzi ciężko pracujących: pracowników, przedsiębiorców, ludzi aktywnych zarówno tych z dużych miast, jak i mniejszych ośrodków. Obecnie mamy wiele partii, które uwielbiają rozdawać pieniądze, zajmują się ludźmi słabszymi, którym pomoc jest często potrzebna. Ale zapomina się o tych, którzy muszą na tę pomoc zapracować.

PO podąży drogą niemieckiej FDP? To może być przepis na 10 proc.

U podstaw powstania Platformy legły liberalne zasady. Ale to nie był XIX-wieczny neoliberalizm. Udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie zbudować poparcie rzędu 40% opierając się na fundamentach wolnorynkowych, ale nie zapominając o osobach słabszych. Drugim ważnym fundamentem był i jest silny samorząd. To wielkie osiągnięcie ostatnich 30 lat. To samorząd powinien być wyposażany w narzędzia, dzięki którym można sprawnie realizować oczekiwania społeczne. Przed nami jest wiele wyzwań i problemów do rozwiązania. Demografia, ekologia, edukacja, system emerytalny to tylko niektóre z nich. Tylko silna, centrowa partia może się z nimi skutecznie zmierzyć.

Zmiana w PO to będzie zmiana jednej ekipy na drugą?

PO potrzebuje zmiany nie tylko wizerunku i twarzy. Za tym musi iść zmiana w sposobie funkcjonowania partii, w otwarciu na nowe środowiska, a także nowe zdefiniowanie: od czego zaczynamy i wśród jakich wyborców szukamy nowego poparcia. Nasz elektorat jest najbardziej zróżnicowany. Przyciągamy ludzi o różnych poglądach. To zawsze było wartością Platformy i może być tą wartością w przyszłości. Ale to też ryzyko. Bo nasz elektorat może być zabierany przez inne ugrupowania. Musimy mieć dobrą odpowiedź dla elektoratu liberalnego światopoglądowo i jednocześnie gospodarczo, który może szukać alternatywy. To są wielkie niebezpieczeństwa. Bez wskazania nowego paradygmatu PO nie można marzyć o powtórzeniu sukcesu i poparcia rzędu 40 proc.

A może potencjał zmian w PO wyczerpie zmiana na stanowisku szefa klubu?

Dobra organizacja klubu to pierwszy etap zmian. Będzie stanowić przykład, jak można budować zespół ludzi przygotowanych na czekające nas wyzwania. Im więcej osób uda się zaangażować, tym lepsze będą efekty wspólnej pracy. Potem, zgodnie z kalendarzem, przyjdzie czas na zmiany w partii, które wprowadzą nas w nową kadencję.

Niektórzy mówią: trenera nie zmienia się trakcie gry.

Każdy z nas, kto sprawuje jakąś funkcję w Platformie, poddawany jest ocenie raz na cztery lata. Tak jak mówiłem wcześniej, kadencja przewodniczącego została dokładnie określona już w styczniu 2016 roku. Teraz przychodzi czas weryfikacji. To członkowie PO wspólnie, w najbardziej demokratycznej procedurze, zdecydują, czy – mówiąc językiem sportowym – przedłużą kontrakt dotychczasowemu trenerowi, czy też wybiorą kogoś innego. I to chyba jest najcenniejsze w Platformie, że każdy z nas – bez względu na to, jaką pozycję w partii zajmuje – ma tylko jeden głos.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA