fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Stefan Szczepłek: Korona spadła na własne życzenie

Shutterstock
Ekstraklasę znowu będziemy oceniać dopiero po występach jej najlepszych drużyn w rozgrywkach europejskich, ale już dziś można powiedzieć, że dużo się nie zmieniło.

Wciąż grają przeciętni piłkarze, uczą ich często anonimowi zagraniczni trenerzy, a zarządzają tym wszystkim właściciele i szefowie klubów o znikomych kompetencjach.

Tylko stadiony pasują do nazwy: ekstraklasa.

Jest jednak coś, co daje nadzieje. Przepis o obowiązku gry młodzieżowca wywołał sporo dyskusji. Nie byłem jego entuzjastą, uważając,

że jeśli junior jest naprawdę dobry, to nie patrząc na przepis, trener i tak wstawi go do składu. Przypomniał o tym Kuba Błaszczykowski, który w wieku 20 lat walczył z Wisłą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Włodzimierz Lubański miał 16 lat, kiedy debiutował w reprezentacji Polski. I od razu strzelił bramkę. Dziś także w większości klubów ekstraklasy są młodzi piłkarze, którzy gdyby nie ten przepis, być może jeszcze czekaliby na debiut w lidze.

Pierwszą nagrodę za pracę z młodzieżą zdobył Lech Poznań. Robert Gumny, Kamil Jóźwiak, Jakub Moder, Filip Marchwiński, Tymoteusz Puchacz, Jakub Kamiński to już podstawowi gracze.

18 lub 19 sierpnia Legia rozpocznie walkę o Ligę Mistrzów. Jak w rozmowie z „Rz" powiedział Aleksandar Vuković, do końca lipca klub powinien sprowadzić pięciu–sześciu zawodników. Na razie ma jednego. A gdzie czas na stworzenie nowej drużyny? Na szczęście przy Łazienkowskiej ryzyko wpadek organizacyjnych jest dziś dużo mniejsze, niż było jeszcze niedawno.

Natomiast to, co działo się w klubach, które spadły z ekstraklasy, było wyjątkową amatorszczyzną. ŁKS z trenerem Kazimierzem Moskalem bazował na młodych polskich piłkarzach. Wychodziło raz lepiej, raz gorzej, ale te starania wzbudzały sympatię. Jednak trzej właściciele klubu, z Tomaszem Salskim na czele, uznali, że trzeba zmienić trenera. Moskal odszedł, a ŁKS spadł.

W Arce rządy panów Midaków ojca z synem, wyjątkowych dyletantów w sprawach piłkarskich, doprowadziły najpierw do popsucia atmosfery, odejścia z klubu wartościowych ludzi, a ostatecznie spadku.

Korona dostarczyła innego, smutnego przykładu. Krzysztof Zając, kulturalny człowiek, sympatyczny prezes z pierwszoligową przeszłością w Polsce i VfL Oldenburg, zaczął realizować politykę niemieckiego właściciela, który postanowił zrobić w Kielcach Bundesligę. Zwolniono więc Macieja Bartoszka, mimo że zdobył nagrodę dla najlepszego trenera ekstraklasy. Zastąpiono go Gino Lettierim, Włochem urodzonym w Szwajcarii, mającym niemieckie obywatelstwo.

Zaczęto sprowadzać do Kielc nieznanych zawodników w ilościach hurtowych. Z piłkarzem z szóstej ligi angielskiej włącznie. Większość do niczego się nie nadawała. Mimo że juniorzy Korony zdobyli mistrzostwo Polski, nie tylko nie dano im szansy, ale nawet zwolniono ich trenera. A kiedy wszystko się zawaliło, przeproszono się z Bartoszkiem. Gdy już nie miał kto grać, wstawiono młodych Polaków.

W ostatnim meczu, z ŁKS, bramkę strzelił wychowanek Korony Iwo Kaczmarski, który ma 16 lat!

Za późno. Korona spadła na własne życzenie. Miasto Kielce, będące w jednej trzeciej właścicielem klubu, patrzyło na to z boku (prezydentem Kielc jest Bogdan Wenta). Główni niemieccy udziałowcy klubu znajdą sobie nowe zabawki, tylko Korony żal.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA